Anarchistyczny Magazyn Autorów "Mać Pariadka" nr 3-4/98
Czy Michał Bakunin był anarchistą? Ktoś mógłby podać to w wątpliwość po przeczytaniu jego Katechizmu Rewolucyjnego 1), gdzie ów ojciec anarchokolektywizmu opisując pożądaną organizację „rewolucyjnej federacji” wymienia takie instytucje, jak rząd, parlament i sąd międzynarodowy, narodowy, prowincjonalny, armię narodową (wspominając o tym, że „każdy zdrowy obywatel musi zostać żołnierzem w wypadku obrony swego domu lub wolności”), narodowe i prowincjonalne podatki, obowiązkowe szkolnictwo publiczne (Bakunin nie używa tu wprawdzie tego sformułowania, pisze jednak o tym, że wychowanie dzieci odbywać się będzie „pod czujnym okiem i najwyższą kontrolą społeczeństwa”, że społeczeństwo jest „bardziej prawowitym i ważniejszym opiekunem” dzieci niż ich rodzice i że „wychowanie takie” (tzn. publiczne) „powinno trwać przez cały okres dzieciństwa”), a także oznajmia, że „prawo dziedziczenia będzie się należało tylko społeczeństwu”, kościołom (stowarzyszeniom religijnym) mimo pełnej swobody sprawowania kultu nie będzie wolno zajmować się wychowaniem dzieci ani posiadać innych dóbr poza domami i instytucjami, w których będą odbywać się nabożeństwa, a stowarzyszeniom, „których członkowie nie mieliby tej samej pozycji” odmówi się społecznej gwarancji dla ich roszczeń w przypadku, gdy ktoś nie wypełni wobec nich przyjętych na siebie zobowiązań. W pewnych fragmentach Bakunin omawiając rewolucyjną organizację społeczną mówi wprost o państwie (np. pisząc, że „ludzie starzy, niezdolni do pracy i chorzy (…) będą pielęgnowani i utrzymywani na koszt państwa”).
Jednak między tym „państwem” a państwem istniejącym obecnie czy też w czasach Bakunina zachodzi podstawowa różnica. „Rewolucyjna federacja” jest tworem dobrowolnych uzgodnień - jednostki łączą się w gminy, gminy w prowincje, prowincje w państwa narodowe, te wreszcie w federację międzynarodową. Żaden człowiek, nawet żyjąc na terenie tej federacji, nie ma obowiązku przynależenia do niej ani do zrzeszonych w niej gmin, prowincji czy narodów; tak samo żadna gmina, prowincja czy naród nie mają obowiązku przynależenia do federacyjnych struktur wyższego rzędu. Rzecz jasna jednostka nie należąca do danej społeczności (czyli, jakbyśmy dziś powiedzieli, nie mająca obywatelstwa) nie może korzystać z praw politycznych oraz „gwarancji i ochrony” organizacji społecznej, jednak nie jest powiedziane, że nie wolno jej organizować się w jakieś struktury alternatywne czy też korzystać z „gwarancji i ochrony” jakichś innych prywatnych osób (nie wiem, co w istocie Bakunin sądził na ten temat, ale w każdym razie nigdzie nie pisze, że byłoby to zabronione). Ponadto ponieważ członkom bakuninowskiego „państwa” nie byłoby wolno ograniczać wolności nawet „nie-obywateli” (jako że „już samo bycie człowiekiem powoduje, że jest on wolny”), taki „outsider” czy „banita” (jeżeli ktoś nie chce podporządkować się prawom społeczności, ta może pozbawić go obywatelstwa) mimo wszystko byłby w pewien sposób chroniony przez to „państwo”. Jeśli taka osoba podpadnie „prawu natury: oko za oko, ząb za ząb”, społeczeństwo nie będzie przeszkadzać swoim członkom w pozbyciu się jej „jak szkodliwego zwierzęcia”, ale i w tym przypadku nie wolno jej „ciemiężyć i traktować jak niewolnika”. Podobnie jest z gminami, prowincjami i narodami: te z nich, które nie zechcą się podporządkować prawom struktur wyższego rzędu, mogą zostać z nich wykluczone lub do nich nie przyjęte, ale nie jest powiedziane, że nie wolno rządzić się im po swojemu (z innych fragmentów Katechizmu, gdzie Bakunin sprzeciwia się podbojom, wynika że jak najbardziej wolno), dopóki same nie zaatakują obywateli federacji.
W tym ujęciu podatki, o których mówi Bakunin, są w gruncie rzeczy dobrowolnymi opłatami za usługi ze strony struktur federacji. Można tutaj zarzucić, że jakkolwiek pozostaje to rozwiązaniem wolnościowym, to jednak większą realną wolność wyboru ludzie mieliby, gdyby opłaty za różne usługi (np. ochronę, szkolnictwo czy opiekę nad chorymi i starcami) nie były ze sobą powiązane i gdyby mogli zrezygnować z płacenia na to, z czego nie korzystają. Jednak trzeba zauważyć, że Bakunin (jakiekolwiek było tu jego osobiste zdanie) pozostawia szczegółową organizację systemu podatkowego poszczególnym gminom, prowincjom i narodom, i prawo do rezygnacji z jakichś konkretnych usług „państwa” przy jednoczesnym niepłaceniu jakiejś części podatku nie jest moim zdaniem sprzeczne z proponowanym przez niego systemem. Parlament, rząd i sąd nie różnią się tu wiele od organów zarządzających i kontrolnych stowarzyszeń czy spółek, choć można dyskutować o niebezpieczeństwie wyrwania się przedstawicieli i urzędników spod kontroli społeczeństwa. Ale z pewnością owo „państwo” nie miałoby takich możliwości represyjnych jak obecne (nie miałoby być w nim więzień, kar cielesnych ani kary śmierci, kary za atak na czyjąś osobę lub majątek bądź też niewywiązanie się z zobowiązań względem społeczności byłyby rozumiane jako „wzajemne roszczenie społeczeństwa”, jeśli ktoś nie chciałby się im podporządkować, groziłaby mu co najwyżej banicja). Nie miałoby też takiej jak obecne państwo kontroli nad życiem społecznym i gospodarką; co do organizacji tej ostatniej, to Bakunin wierzył, iż rozwój stowarzyszeń robotniczych doprowadzi do połączenia się ich w międzynarodową „ekonomiczną federację”, której parlament będzie koordynował produkcję na poziomie globalnym na podstawie ogólnoświatowych danych statystycznych, co uchroni gospodarkę przed kryzysami i marnotrawstwem - w owych czasach był to modny pomysł, ciekawe czy obecnie, po tym, jak nieefektywność centralnego planowania została wykazana na wielu przykładach, dalej uważałby, że jest to możliwe i pożądane. Bardzo ważnym punktem programu Bakunina było też „usunięcie banków i wszystkich innych państwowych instytucji kredytowych”. Nie miałoby być też stałego wojska ani państwowej policji (coś chyba jednak musiałoby pełnić jej funkcję).
Wiarę Bakunina w to, że publiczne szkolnictwo, i to jak się wydaje obowiązkowe, zapewni „inicjację ku wolności”, można chyba złożyć na karb tego, że pisał on to w 1866 r., gdy nie znano jeszcze efektów takiej edukacji, a szkolnictwo prywatne kojarzyło się z autorytarnymi najczęściej szkołami kościelnymi. Tu chyba najbardziej odstąpił on od zasady poszanowania wolności jednostki, pisząc, że dzieci „muszą znajdować się pod reżimem autorytetu”, społeczeństwo ma prawo oddzielania dzieci od rodziców nie tylko gdy ci je brutalnie traktują, ale i „demoralizują”, a osoby nie posiadające praw politycznych (czyli wykluczone ze społeczności za nieprzestrzeganie jej praw lub z własnej woli pozostające poza nią) będą „pozbawione prawa do wychowania i zatrzymywania przy sobie dzieci”. Niestety nie jest zdefiniowane, do jakiego momentu człowiek jest dzieckiem, tak więc należy przypuszczać, że decydowałyby o tym, tak jak obecnie, jakieś organy „państwa”. Nie jest wyjaśnione, czy „dziecko” (z pewnych fragmentów wynika, że obowiązkowe nauczanie pod nadzorem „państwa” trwałoby aż do ukończenia szkoły średniej, a więc „dzieckiem” byłoby się aż do tego momentu) miałoby podobnie jak dorosły prawo do wystąpienia ze społeczności, podobnie nie wiadomo, czy rodzice pozbawieni praw politycznych mieliby być pozbawieni jedynie prawa do zatrzymywania przy sobie dzieci siłą, tzn. wbrew ich woli, czy nawet jeśli dzieci chciałyby przy nich pozostać (a najczęściej pewnie tak by było) urzędnicy „państwa” mogliby je przemocą odstawić do jakiegoś domu dziecka i poddać państwowej edukacji. Obawiam się, że Bakunin miał jednak na myśli to drugie. Gdyby jednak nawet tak „dzieci”, jak i rodzice mieli prawo wystąpić z „państwa” i dalej żyć tak, jak im się podoba - młodzież nie uczęszczać do publicznej szkoły (nawet wbrew rodzicom), rodzice wychowywać dzieci bez obawy interwencji urzędnika, to i tak wewnętrzna organizacja bakuninowskiego „państwa” w bardzo poważnym stopniu ograniczałaby tu realną wolność wyboru. Ciekawe zresztą, czy gdyby mógł zaobserwować dziś efekty publicznej przymusowej edukacji, Bakunin nadal upierałby się przy tych postulatach?
Odmowa prawa do wychowania dzieci stowarzyszeniom religijnym sama w sobie nie wydaje się być poważnym ograniczeniem wolności, ponieważ po pierwsze byłoby to łatwo obejść (wystarczyłoby, gdyby członkowie jakiegoś kościoła utworzyli odrębne świeckie stowarzyszenie, którego celem byłaby edukacja), a po drugie jedyną sankcją byłaby odmowa uznania prawnego i „gwarancji” społeczeństwa dla ewentualnych roszczeń stowarzyszenia. Ale można sobie wyobrazić, że wiele stowarzyszeń (zwłaszcza religijnych) mogłoby działać nieformalnie, bez takich gwarancji. Pytanie jednak, czy w ogóle miałaby być dozwolona edukacja alternatywna do publicznej.
Jeśli chodzi o znany postulat Bakunina dotyczący zniesienia prawa dziedziczenia (a de facto przeniesienia go na „społeczeństwo”), to aczkolwiek formalnie można go moim zdaniem obronić z wolnościowego punktu widzenia (istotnie - jeśli ktoś jest już martwy, to nie może być właścicielem żadnego majątku, zatem nie może go też nikomu przekazać), w praktyce jednak taki zakaz byłoby niezwykle łatwo obejść, dokonując darowizn jeszcze przed śmiercią. Żeby temu zapobiec, trzeba by w ogóle zakazać darowizn, a o tym w każdym razie Bakunin nie pisał (chyba żeby uznać obdarowanego za żyjącego na cudzy koszt, co wg Bakunina powinno łączyć się z prawem gminy, prowincji czy narodu do pozbawienia praw politycznych, no ale po pierwsze taki obdarowany mógłby przecież oprócz tego pracować - co zresztą, jeśli „spadek” dotyczył samego warsztatu pracy? - a po drugie, jeśli ktoś już jest martwy, to nie można mówić, że ktoś inny żyje na jego koszt…).
Warto zaznaczyć, że Bakunin, wbrew temu, co niektórzy sądzą, nie występował przeciwko własności prywatnej jako takiej. Przeciwnie: każdy powinien mieć „pełne prawo do rozporządzania własną osobą czy majątkiem wg własnego uznania bez zdawania komuś z tego relacji”, a „w przypadku (…) ataku na majątek (…) rodowitego mieszkańca lub cudzoziemca, społeczeństwo zastosuje wobec takiego delikwenta zgodne z prawem kary”.
Ogólnie rzecz biorąc trzeba uprzytomnić sobie fakt, że anarchizm nie znaczy, iż przynależność do jakiejś struktury społecznej nie będzie narzucała innych ograniczeń na wolność jednostki niż te podstawowe (poszanowanie wolności drugiego człowieka). Może być tak, że w anarchistycznym społeczeństwie wszelkie organizacje żądałyby od swoich członków pewnych (nawet dość sporych) ograniczeń w zamian za przynależność. Plusem byłaby jednak możliwość wyboru: przynależeć lub nie, bez obawy o prześladowania ze strony tych organizacji. Dziś nawet bezpaństwowcy muszą płacić podatki, respektować granice i rozmaite ograniczenia w rodzaju zakazu posiadania narkotyków - pod groźbą fizycznych represji.
Bakunin opowiadał się za pewnym konkretnym ogólnym modelem praw i instytucji, które według niego mogła i powinna przyjąć cała ludzkość, choć co do szczegółów przyznawał, że „nie jest możliwe uchwalenie jednej konkretnej, powszechnej i łączącej reguły wewnętrznego rozwoju i politycznej organizacji narodów”. Ale według mnie nie ten konkretny model stanowi o tym, że był on anarchistą, lecz to, że opowiadał się za tym (choć być może z pewnymi wyjątkami), by był on przyjmowany dobrowolnie.
Jacek Sierpiński