Tekst przedstawiony na Festiwalu Wolności - Katowice, 1-3 V 1997 r.


Lysandra Spoonera krytyka konstytucji

Dlaczego właściwie powinno się przestrzegać obowiązującej w jakimś kraju konstytucji? Oczywiście, przestrzeganie jej jest aktem racjonalnym, o ile stoi za nią państwowy aparat przymusu ścigający tych, którzy jej nie przestrzegają, a nie pragnie się wchodzić z nim w konflikt. Jednak równie racjonalnym aktem jest np. płacenie haraczu mafii i przestrzeganie ustalonych przez nią reguł (jak np. znanej na Sycylii zasady „omerty”, czyli milczenia), o ile wie się, że w przeciwnym wypadku jej funkcjonariusze mogą zastosować przemoc. Czy zatem konstytucja niczym nie różni się od reguł ustalanych przez mafię, czy też jest czymś z gruntu innym, czemu należy się posłuszeństwo z jakichś innych racji niż tylko strach przed represjami? Innymi słowy, czy o ile bunt przeciwko prawom mafii uznajemy za usprawiedliwiony, choć być może nierozsądny, to możemy uznać za taki również bunt przeciwko konstytucji?

Większość doktryn politycznych odpowiada na to pytanie, że nie, jeśli konstytucja ta została ustanowiona w sposób prawowity, to znaczy przez prawowitą władzę. W dzisiejszych czasach powszechnie akceptowana jest zasada suwerenności narodu czy też ludu; uważa się, że prawa ustanowione przez ów naród czy lud są obowiązujące dla wszystkich jego członków, jako że są one z ich strony rodzajem samozobowiązania. Wyrazem tego poglądu są preambuły wielu konstytucji rozpoczynające się od słów „my, naród” lub „my, lud” („we the people”, jak w konstytucji amerykańskiej). Zgodnie z zasadą narodo- czy ludowładztwa, poszczególne osoby lub grupy nie mają prawa buntować się przeciwko konstytucji uchwalonej przez cały naród czy lud.

Czy jednak w praktyce jakakolwiek konstytucja została uchwalona przez cały naród czy lud? W XIX wieku amerykański myśliciel i działacz społeczny Lysander Spooner przedstawił w eseju "Konstytucja bez autorytetu" („Constitution of no Authority”) szereg argumentów przeciwko poglądowi, jakoby tak było w przypadku konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Po pierwsze, argumentował Spooner, „wiemy z historii, że w tej sprawie odwołano się do opinii jedynie niewielkiej części narodu. Tylko nieliczni mieli możliwość wyrazić swoje zdanie w jakikolwiek formalny sposób”. Tak więc od samego początku jedynie niewielka liczba osób zobowiązała się przestrzegać zapisanych w konstytucji zasad. Po drugie, nawet jeśli uznać, że akt ustanowienia konstytucji został jednomyślnie zaakceptowany przez całą żyjącą ówcześnie ludność Stanów Zjednoczonych, to i tak wyrażona przez nich zgoda nie wiąże ich potomków. Wedle Spoonera, tekst konstytucji („we the people…ustanawiamy tę Konstytucję dla Stanów Zjednoczonych Ameryki w celu… zabezpieczenia zdobyczy wolności sobie i swojej potomności”) nie daje nawet podstaw do przypuszczania, że ci, co ją uchwalali, zamierzali rozciągnąć jej obowiązywanie na swych potomków. „Słowa te mówią w rzeczywistości jedynie to, że przyjmują oni tę umowę w nadziei, że może być ona użyteczna dla ich potomków tak, jak dla nich samych”. Przypuśćmy, pisał Spooner, że mieszkańcy Bostonu zawarliby między sobą następującą umowę: „My, ludność Bostonu, zgadzamy się utrzymywać fort na Governor's Island dla ochrony siebie i swych potomków przed inwazją”. Taka umowa nie wiązałaby oczywiście nikogo poza jej założycielami, wskazywałaby jedynie, że dobro potomków było jednym z motywów, które skłoniły strony do jej zawarcia. „Gdy jakiś człowiek mówi, że buduje dom dla siebie i swych potomków, nie można rozumieć tego jako zobowiązania dla przyszłych pokoleń. Taką deklarację można pojmować tylko jako wyraz nadziei, że jego potomkowie, czy przynajmniej niektórzy z nich, mogą upodobać sobie mieszkanie w tym domu”.

Pozostaje jednak pytanie, czy potomkowie Ojców Założycieli, stosując się w praktyce do reguł konstytucji - biorąc udział w wyborach i płacąc podatki - nie zobowiązują się tym samym sami do jej przestrzegania, podobnie jak osoby nowo przystępujące do jakiejś spółki. Zdaniem Spoonera ani głosowanie, ani płacenie podatków nie daje podstaw do twierdzenia, że ktokolwiek dobrowolnie akceptuje konstytucję.

Jeśli chodzi o głosowanie w wyborach, to argumenty Spoonera są następujące:

  1. W wyborach bierze udział jedynie część ludności. O tych, co nie głosują, nie można mówić, że zobowiązują się do przestrzegania konstytucji.
  2. Akt głosowania nie jest całkowicie dobrowolny, ponieważ wielu ludzi może głosować jedynie w celu powstrzymania tego, co uważają za większe zło - np. nałożenia nowych podatków czy zwiększenia starych, lub użycia tych podatków na nieakceptowane przez nich cele. Wyborca znajduje się w sytuacji podobnej, jak żołnierz zmuszony do udziału w bitwie: albo użyje kartki do głosowania w celu obrony przed tyranią ze strony innych, albo też inni poddadzą go tej tyranii, zmuszając za pośrednictwem wybranego przez siebie rządu do ponoszenia niechcianych świadczeń. Nie można powiedzieć z całą pewnością, że ci, którzy biorą udział w głosowaniu, akceptują konstytucję, „dopóki każdy człowiek nie będzie miał całkowitej wolności wyrażenia lub nie wyrażenia zgody bez narażania siebie lub swego majątku na skrzywdzenie lub naruszenie przez innych”. W tej chwili nie ma tego jak sprawdzić, bo głosowanie jest tajne, a wyborcy nie ujawniają swych intencji.
  3. Wielu ludzi głosuje na kandydatów, którzy ostatecznie przegrywają. Kto zaręczy, że nie robią oni tego „w szczególnym celu przeszkodzenia tyranii, którą, jak się spodziewali, zwycięski kandydat ma zamiar praktykować pod sztandarem tej Konstytucji”, a więc de facto po to, by wyrazić swą niezgodę na konstytucję?
  4. Wielu ludzi głosuje na kandydatów, którzy nie mają żadnych realnych szans na sukces. Wedle Spoonera, „o tych, którzy oddają takie głosy można przypuszczać, że głosują w ten sposób z intencją nie popierania, ale utrudniania wykonywania Konstytucji, a zatem przeciw samej Konstytucji”.
  5. Jeśli nawet ktoś głosuje z intencją popierania konstytucji, robi to w sposób tajny oraz unikając wszelkiej osobistej odpowiedzialności za czyny swych przedstawicieli. Zdaniem Spoonera, nie można tu „prawomocnie i sensownie powiedzieć, że w ogóle ktokolwiek głosując popiera Konstytucję”. Takie głosowanie nie dostarcza żadnego dowodu na to, że jakakolwiek konkretna osoba zobowiązuje się przestrzegać konstytucję, a zatem nie ma dowodu na to, że w ogóle ktoś w ten sposób zobowiązuje się do jej przestrzegania. Mamy jedynie dowód na to, że „między nami znajduje się tajna banda rabusiów, tyranów i morderców, których celem jest rabowanie, zniewalanie i, o ile jest to konieczne do osiągnięcia ich celów, mordowanie reszty ludności”.

Co do płacenia podatków, to Spooner podkreśla, że choć „teorią naszej Konstytucji jest to, że wszelkie podatki płacone są dobrowolnie”, to fakty są takie, że „rząd, jak rozbójnik, mówi człowiekowi: „Pieniądze albo życie!”. I wiele, jeśli nie większość, podatków jest płaconych pod taką groźbą”. Podatki płaci się pod przymusem, pod groźbą co najmniej konfiskaty mienia lub więzienia, tak więc nie można mówić, że jest to wyraz dobrowolnego zaakceptowania konstytucji. Ponadto podatnik nie wie, kim są ci, którzy wybrali funkcjonariuszy wymuszających od niego podatki. Nie można więc mówić, że zawiera on z nimi jakąkolwiek dobrowolną umowę.

Tak więc nie można mówić o żadnym samozobowiązaniu się członków narodu czy ludu do przestrzegania konstytucji. Łatwo stwierdzić, że argumentacja Spoonera stosuje się też do innych konstytucji, m. in. do tej, która ma być obecnie głosowana u nas w referendum. Słowa preambuły: „My - Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej” są oczywistym kłamstwem, jako że nieprawdopodobne jest, by 25 maja br. wszyscy obywatele zagłosowali za poddanym pod referendum projektem. Znajdą się tacy, co zagłosują przeciwko, jak też tacy, co na głosowanie nie pójdą. Już wśród parlamentarzystów uchwalających projekt część głosowała przeciwko. Jeśli większość głosujących przegłosuje projekt, to pozostałym obywatelom i rezydentom RP zostanie on narzucony pod przymusem, zupełnie jak prawo mafii.

Tak więc skoro można usprawiedliwić bunt przeciwko regułom narzuconym przez mafię, można też usprawiedliwić bunt przeciwko regułom narzuconym przez część (choćby i większość) głosujących członków narodu czy społeczeństwa. Oczywiście wedle Spoonera nie oznacza to usprawiedliwienia dla gwałcenia czyjejś wolności - dla mordowania, bicia czy okradania pokojowo zachowujących się osób. Poszanowanie wolności jednostki obowiązuje jednak niezależnie od faktu zapisania go w konstytucji i nie ma z nią żadnego związku. Jest to prawo naturalne, z którego wynika właśnie m. in. to, że jedynym prawowitym prawem stanowionym wykraczającym poza owo prawo naturalne są dobrowolne umowy między jednostkami, obowiązujące jedynie tych, którzy je zawarli.

Można tu zauważyć, że jeżeli jakaś konstytucja zawierałaby jedynie ową zasadę poszanowania wolności jednostki - w formie ogólnej lub szczegółowej - to mimo iż nadal można byłoby podważyć fakt uchwalenia i akceptowania jej przez cały naród, Spooner najprawdopodobniej uznałby ją za prawowicie obowiązującą. Jego krytyka amerykańskiej konstytucji była przeprowadzona w oparciu o ową zasadę i rzecz jasna, jeśli tę zasadę podważyć, można zlekceważyć jego argumentację. Ale zasada ta wydaje się być na tyle zakorzeniona w ludzkich sumieniach, że nawet zwolennicy tej i innych konstytucji posługują się fikcją jednomyślnej umowy („my - naród”), aby usprawiedliwić system prawny dzisiejszych demokracji. Wykazywanie, że jest to tylko fikcja, może być więc pomocne w budowaniu bardziej wolnego społeczeństwa.

Jacek Sierpiński

festiwal_wolnosci/lysandra_spoonera_krytyka_konstytucji.txt · ostatnio zmienione: 2008/07/01 23:32 przez gigabyte