Tekst przedstawiony na Festiwalu Wolności - Katowice, 1-3 V 1997 r.
O wolności słowa dla faszystów
Mam zamiar mówić o wolności słowa dla faszystów. Zaznaczam, że sam nie jestem ani faszystą, ani antyfaszystą. Jestem monarchistą, narodowym konserwatystą. Zajmuję wobec sporu odrębną pozycję, gdyż oba wspomniane zjawiska polityczne uznaję za awers i rewers tego samego, totalitarnego medalu. Tzw. „antyfaszyzm” jest jedynie kalką negatywną tzw. „faszyzmu”, podobnie jak „filosemityzm” to kalka negatywna „antysemityzmu”. Od kilku lat mam osobistą, może odrobinę szyderczą, definicję tego całego zamieszania: „Faszyzmem i antysemityzmem jest wszystko to, co nie podoba się Adamowi Michnikowi”.
Powiedzmy sobie otwarcie: słowo „faszyzm” już dawno utraciło swój klasyczny sens, dzisiaj jest już tylko lewacką obelgą. „Faszystą” może być każdy. Tego określenia używano wobec Hitlera, Stalina, Piłsudskiego, Dmowskiego, Ceausescu, de Gaulle'a, Thatcher, Reagana, Elżbiety II i Pinocheta; tradycjonalistycznych katolików wyzywa się od „klerofaszystów”; staliniści „faszystami” nazywali trockistów i socjaldemokratów. Z kolei narodowi socjaliści mówili w ten sposób o rewolucyjnych konserwatystach, którzy nie przejawiali entuzjazmu wobec III Rzeszy. Szczególnie w tym ostatnim kontekście, kiedy obsesyjnie, a często w sposób celowy, miesza się narodowy socjalizm i faszyzm - doktryny mające ze sobą niewiele wspólnego (choć będące gałęziami jednego drzewa), trzeba dostrzec, że dla tych socjalistów wyraz „faszyzm” jest również brzydkim słowem. To, co współcześnie obwołano „faszyzmem” nie ma już nic wspólnego z konkretną ideologią, która zaistniała we Włoszech lat po I wojnie światowej jako wariant doktryny socjalistycznej. Dzisiaj „faszyzm” może być wszystkim i niczym. Jest to jedna z przyczyn, dla których będę bronił wolności słowa dla tzw. „faszystów”.
Domyślam się, że dla przynajmniej części obecnych różnice między narodowym socjalizmem a faszyzmem nie mają najmniejszego znaczenia. Dlatego w tym miejscu pragnę stwierdzić, że faszyzm w Polsce nie istnieje… Jest tylko narodowy socjalizm w rozmaitych odmianach. Dla porządku warto chyba podać przybliżony podział. Widzę go następująco: program i działalność Polskiej Wspólnoty Narodowej - Polskiego Stronnictwa Narodowego to socjalizm o nastawieniu zdecydowanie antyniemieckim i antynazistowskim (p. Bolesław Tejkowski w Oświęcimiu ostrzegał przed odradzaniem się nazizmu). Z kolei Polski Front Narodowy to partia o opcji totalitarnej, wzorowanej na doświadczeniach hitlerowskich, choć ostatnio, ustami swojego przywódcy, Janusza Bryczkowskiego, odcinająca się od samej postaci Hitlera. Jest również nurt alternatywny wobec oficjalnych, zarejestrowanych partyj, do którego można byłoby zaliczyć np. polskie sekcje NSDAP/AO i Blood and Honor, Organizację Świadomości Narodowo-Socjalistycznej „Phoenix”, byłe ugrupowania Thule i Aryjski Front Przetrwania, środowiska NS Black Metal, redakcje rozmaitych zine'ów - jest to kierunek zwany Rasowym NS. Do środowisk, które nawiązały do tradycji przedwojennego, antyhitlerowskiego Polskiego Narodowego Socjalizmu zaliczyłbym redakcję „Błyskawicy”.
Wróćmy jednak do głównego nurtu rozważań… Uważam, że ścigać i karać można wyłącznie za konkretne czyny, które sprawiły, iż są ofiary, ludzie pokrzywdzeni. Nie można karać za głoszenie i opublikowanie poglądów, bez względu na to, jak złe i głupie wydawałyby się odbiorcom. Jeżeli nie odpowiada nam jakaś ideologia, po prostu wystarczy nie słuchać, nie czytać, nie obserwować manifestacji. Można i trzeba skazywać za przestępstwa, ale - np. w przypadku morderstwa obcorasowca należy ukarać śmiercią za morderstwo, a nie za to, że sprawca jest innego niż ofiara pochodzenia. Ta reguła obowiązuje we wszystkich przypadkach.
Jeżeli pod uwagę weźmiemy te środowiska i stronnictwa polityczne, które rzeczywiście mają jakiś związek z faszyzmem lub NS, trzeba zauważyć, że wszelkie próby delegalizacji i ograniczania wolności słowa, których animatorami są zwykle antynarodowe ugrupowania socjalistyczne, są rozgrywką w wielkiej lewicowej rodzinie. Jak wiadomo, kierunki najbliższe sobie politycznie rżną się najmocniej między sobą. Jest to również spór o kształt autentycznej, totalitarnej demokracji, gdyż każdy z gnostyckich proroków uważa, że posiadł idealny wzorzec demokracji, analogiczny do legendarnego metra z Sevres. Powiedzmy sobie szczerze: jeden z odłamów lewicy chciałby wykorzystać prawo i aparat państwa do wyeliminowania konkurentów do władzy. Ja sam mógłbym stwierdzić, iż mnie to ani ziębi, ani grzeje, jako zdecydowany antydemokrata nie przejmuję się tymi bratobójczymi akcjami. Ale tu powtórnie musimy wrócić do poziomu „faszyzmu” jako lewackiej obelgi, a wtedy widzimy, że walka z rzekomym „faszyzmem” jest tak naprawdę walką z ortodoksyjną prawicą, tradycjonalistami katolickimi, Mistycznym Ciałem Chrystusa. Jest to kolejna istotna kwestia: jeżeli zgodzimy się na jakąkolwiek formę dyskryminacji któregoś z ruchów politycznych, pozwalamy równocześnie, aby nasi przeciwnicy postąpili z nami dokładnie tak samo. Pamiętajmy, że rozmaite opcje totalitarne w projekcie konstytucji w żaden sposób nie są zdefiniowane, a interpretacja odpowiedniego artykułu zależy od kryteriów całkowicie uznaniowych. Tu aż ciśnie się na usta uwaga, iż ostatnia denuncjacja w wykonaniu Polskiej Grupy Pseudoliberalnej może spowodować np. karne wysiedlenie mieszkańców Krakowa do obozu w Jaworznie.
Przed kilkoma dniami czytałem wypowiedź p. Adama Gmurczyka, jednego z ludzi oszczerczo oskarżanych o faszyzm, który zwrócił uwagę, że działalność w formie partii politycznej jest tylko jedną z wielu możliwych form aktywności. Podstawą pozostaje ruch społeczny, a jego z definicji nie da się zlikwidować. Prosta konstatacja: idei nie można zlikwidować metodami pałkarsko-policyjnymi, idee zwalcza się tylko innymi ideami. Zastanawiam się przy tej okazji, skąd w lewicy antynarodowej bierze się złudzenie, że delegalizacja, procesy, więzienie itp. doprowadzą do zaniku tego mitycznego „faszyzmu”, że represji przestraszą się tzw. nazistowscy bandyci i już nigdy nie podniosą ręki na czołowych działaczy ruchu antyfaszystowskiego Historia Obozu Narodowo-Radykalnego wskazuje, iż wcale nie jest to pewne. Warto też pamiętać o Algierii i tamtejszych zdelegalizowanych fundamentalistach.
Myślę, że nadszedł już ten moment mojego wystąpienia, kiedy powinienem przejść do sprawy najbardziej istotnej. Brak wolności słowa dla tzw. „faszystów”, zakaz działalności ugrupowań zwanych „faszystowskimi” jest przede wszystkim ohydną próbą zablokowania dyskusji nad dwoma tematami. Są nimi: prawda o Holocauście oraz problemy imigracji.
Otwarcie przyznaję się, że nie wierzę w Holocaust. Już słyszę sygnały policyjnych radiowozów! Zanim jednak zostanę aresztowany i powieszony za brak wiary, chciałbym to w kilku zdaniach uzasadnić. Kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej Holocaust przestał być faktem historycznym, przeszedł w sferę mitu. Jest to mit założycielski nowej religii, według której „Bóg umarł”, a zbiorowym mesjaszem i prawdziwymi nadludźmi są Żydzi. W dużej mierze Holocaust został wyolbrzymiony i zdogmatyzowany, gdyby go nie było, zostałby wymyślony. „Faszyzmem” okazuje się kwestionowanie dogmatów tej nowej religii. Napiętnowane jest prowadzenie wszelkich badań naukowych; podobnie jak cybernetyka była „nauką burżuazyjną”, tak dzisiaj rewizjonizm historyczny jest „nauką faszystowską”.
Metody dyskusji z rewizjonistami są „interesujące”: atak bombowy na ośrodek Institute for Historical Review, podpalenie domu Ernsta Zündela, procesy wytaczane ludziom, którzy poszukują pisemnego dowodu, że Hitler wydał rozkaz eksterminacji Żydów, zmasakrowanie prof. Roberta Faurissona. Sądzę, że prawda historyczna, której trzeba bronić w ten sposób, nie jest zbytnio oparta na faktach. Grzech tzw. „faszystów” polega na tym, że nie wierzą w przykazanie: „Nie trzeba wierzyć w Boga, trzeba wierzyć w Holocaust”.
Holocaust jest fenomenem nie historycznym czy politycznym, lecz wyłącznie religijnym. Aby go uwiarygodnić, fałszuje się nawet Biblię. Gwoli przykładu cudów, które miałyby mieć miejsce podczas II wojny światowej, można by wymienić np. relację Elie Wiesela o ziemi w miejscu rzekomej egzekucji Żydów, która jeszcze przez wiele miesięcy miała trząść się i tryskać gejzerami krwi. A więc krew tych nadludzi miałaby mieć naprawdę niezwykłe właściwości. Na procesie Ernsta Zündela Arnold Friedman mówił, że widział płomienie strzelające z kominów krematoriów i na podstawie ich kolorów rozpoznawał, zwłoki jakich Żydów są palone - kolor niebieski: Żydzi węgierscy, kolor zielony: Żydzi polscy. Czy ktoś widział zielony ogień? Można też usłyszeć, że w rzekomych komorach gazowych na metrze kwadratowym gromadziło się po stu ludzi. Mosze Peer zeznał, iż jako dziecko podczas pobytu w Bergen-Belsen był 6 razy gazowany w komorze gazowej, ale mimo, że wokół ludzie umierali, on przeżył. Prawdziwy cud, prawda? Tyle, że nawet według ortodoksyjnej wykładni Holocaustu w Bergen-Belsen nigdy nie było komór gazowych. Podczas procesu norymberskiego zeznawano pod przysięgą, że komory gazowe były także w Buchenwaldzie i Dachau. Dziś wiemy, że ich tam nie było. Pytanie moje brzmi: dlaczego mam wierzyć w istnienie komór gazowych w Auschwitz, jeśli prawdopodobieństwo ich istnienia kwestionują kolejne raporty Leuchtera? A trzeba pamiętać, że Fred Leuchter jest specjalistą jako konstruktor komór gazowych jako cel śmierci w USA. Jak długo mamy wierzyć w te bajki?
Z innych przesłanek, o których może teraz nie będę mówił, wynika, że Holocaust został wymyślony, aby usunąć w cień zbawczą mękę i śmierć Pana Jezusa Chrystusa. Nowa religia Holocaustu ma zniszczyć chrześcijaństwo.
Atak na wolność słowa rzekomych „faszystów” jest również atakiem na wolność badań naukowych. Czciciele Holocaustu nie mają żadnych merytorycznych argumentów. Są tylko wyzwiska, czego najlepszym przykładem jest nr 2 pisma „Nigdy Więcej”, gdzie np. Jana Marię Le Pena wyzywa się od „bydlaków”. W tym „Nigdy Więcej” to musi pracować po prostu elita intelektualna, Europejczycy najwyższej próby, święci tolerancji. Podobnie Dawid Irving został przez redakcję pisma „Akuku” w liście do mnie wyzwany od „neonazistów”, a założę się, że redakcja „Akuku” nie siliła się na uważną egzegezę jego tekstów. Antyfaszyści poza bojówkarskim terrorem, tabuizacją historii i językiem tygodnika „Nie” nie mają nic więcej do zaoferowania.
Zagadnienie drugie: imigracja. Tzw. „faszyści” odwołują się do nauki o cywilizacjach Feliksa Konecznego, który był najwybitniejszym polskim historiozofem. Wynikają z niej twierdzenia: nie można być cywilizowanym na dwa sposoby, nie można mieć dwóch moralności, cywilizacja niższa gangrenuje cywilizację wyższą (np. łacińską).
Dlatego: wolność osiedlania i przemieszczania - tak! Ale trzeba pamiętać o obowiązkach gościa wobec wspólnoty narodowej, w której żyje. 10% imigrantów we wspólnocie zmienia ją całkowicie.
Tutaj pojawia się pytanie do antyfaszystów-wegetarian o stosunek do B. Bardot. Czy opowiadacie się za tzw. „prawami zwierząt”, czy też bronicie muzułmanów we Francji przed rzekomo „rasistowskimi” atakami B. Bardot?
Kończąc, chciałbym wyrazić zdumienie, że ci lewicowcy, którzy uzurpują sobie miano wolnościowców, chcieliby zgodnie z poglądami Tomasza Hobbesa przyznać władzy państwowej prawo do decydowania o słuszności doktryn oraz poglądów religijnych.
Adrian Nikiel
Dopiski czerwcowe:
1. Wśród środowisk NS należy wymienić nowe ugrupowanie „Biały Grom”, o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałem. Okazuje się, że w Polsce istnieją przynajmniej dwa środowiska polityczne, które rzeczywiście odwołują się do włoskiego faszyzmu. To obala moje twierdzenie, że w Polsce faszyzm nie istnieje. Zainteresowanych przepraszam.
2. Informacje o Holocauście i rewizjonizmie historycznym czerpałem z pism: „Stańczyk” (zwłaszcza nr 29), „Szczerbiec”, „Rojalista - Pro Patria” i „Power”.
3. Docierają do mnie apele o pomoc i wsparcie dla morderców (czy też współmorderców) skinheada. Tomasz Wilkoszewski, Mariusz Zych, Andrzej Szcześniewski, Rafał Socha, Grzegorz Pasak. Chcieliby kilku ciepłych słów? Ale ode mnie usłyszą tylko zimne słowa: fuck off and die! Kto zabija człowieka, powinien ponieść tylko jedną karę - KARĘ ŚMIERCI. Każdy: skinhead zabijający punka, punk zabijający skinheada, skinhead zabijający skinheada, punk zabijający punka, każdy morderca musi zawisnąć wysoko!
Antyfaszyści - autorzy tego podłego apelu, o ile „polski” antyfaszyzm budził mój wstręt, wy budzicie tylko pogardę. Nie jesteście w niczym lepsi od nazistów. Myślicie, że macie licencję na zabijanie? Wasza podwójna etyka, podwójna moralność jest tak obrzydliwa i niebezpieczna dla społeczeństwa, iż mam nadzieję, że zostaniecie odstrzeleni jak wściekłe psy.
Adrian Nikiel