"Gazeta An Arché" nr 48 - zamknięto 23 XI 1997
Czwarta droga
Swego czasu w światku alternatywnym J. T. propagował „porozumienie ponad podziałami” i „sojusz ekstremów” przeciw państwu i rynkowi. Dla mnie formuła taka była zbyt mglista, a w pewnej postaci nie do przyjęcia. Jeśli uznać, że lewica chce przy pomocy państwa kontrolować „bazę” (produkcję i konsumpcję) pozostawiając więcej swobody w sferze „nadbudowy” (obyczaje), a prawica pozostawiając mechanizmom wolnorynkowym gospodarkę (zwłaszcza liberałowie) chce kontrolować i narzucać wartości (bóg, honor, ojczyzna, zero seksu, dragów i rock'n'rolla; zwłaszcza konserwatyści), to pozostają jeszcze dwie opcje: anarchiści i libertarianie będą przeciwko kontroli tak „bazy”, jak i „nadbudowy”, totalitaryści zaś (bolszewicy, naziści etc.) będą za kontrolą i „bazy”, i „nadbudowy”. Gdzie tu płaszczyzna do porozumienia między nami - nie wiem (co innego fanowie Stalina i Hitlera). Tzw. trzecia droga, rozumiana bądź to jako sojusz przeróżnych fundamentalistów (komunistów, faszystów, ale i fanów islamu czy innych wrogów Zachodu), bądź też jako poszukiwanie nowej ideologii dla mnie jako wolnościowca nie są propozycjami godnymi uwagi, wolę już „zgniły” kapitalizm czy schyłkowy „socrealizm” (z przetrąconym kręgosłupem nie są groźne, choć to nie raj).
Nie znaczy to, bym nie widział możliwości (na razie tylko teoretycznej chyba1) ) jakiejś alternatywy i współpracy ludzi atakujących system z różnych punktów widzenia. Nie są taką alternatywą ani tzw. wolny rynek (kapitalizm), ani tzw. socjalizm (etatyzm), bo to dwa filary systemu i w gruncie rzeczy w państwach rozwiniętych ściśle ze sobą współdziałają. Nie jest już alternatywą także kontrkultura rozumiana jako zabawa, bo show stał się podstawą popkultury, a rozrywki, dogadzanie sobie itp. są warunkiem koniunktury, bo bez zabawy w tzw. czasie wolnym nie skonsumowanoby produkcji, nie mówiąc już o tym, że potrzeba na nią kasy, którą można zarobić właśnie przy produkcji, usługach itp., od których ucieka się w „balangę, która nie ma końca”… Błędne koło, ale system działa. Dziś więc nie purytanizm, a konsumpcjonizm jest hasłem kapitalizmu. Ale nie jest też alternatywą władza idei, religia czy coś w tym stylu. Wszak to one podtrzymują system, a zresztą od tego się cały ten interes zaczął (kapłani, by kierować społeczeństwem, potrzebowali administracji, a ta dla zaspokojenia swoich potrzeb - produkcji. Tak po teokracjach przyszły absolutyzmy i kapitalizmy, bo socjalizm to taki kapitalizm państwowy). L. Nowak pisał kiedyś o trójpanowaniu (władza oparta na zawłaszczeniu środków produkcji, przymusu i indoktrynacji - kontroli stosunków człowieka ze światem, innymi ludźmi i samym sobą. Ale obok trójpanowania istnieje wolność i polega ona na współistnieniu różnych form zaspokajania potrzeb, współżycia społecznego i poszukiwania prawdy, na ich DOBROWOLNOŚCI i na AKCEPTACJI prawa innych do pójścia ich własną drogą. Pierwszym krokiem w tym kierunku mogłaby być współpraca ludzi o różnych poglądach we wspólnej walce z systemem, walce polegającej na osłabianiu go, a nie na zastępowaniu jednej władzy (lub jej formy) inną, na budowaniu wielu alternatywnych dróg bez próby narzucania własnej innym, bez dążenia do monopolu. Ba - dla mnie państwo, kościół, rynek etc. mogą sobie nawet istnieć (na dziś dzień większość ludzi nie umiałaby bez nich żyć pewnie), byle zrezygnowały ze swego totalitaryzmu (notabene - rynek jest równie totalitarny jak państwo czy kościół), byle nie zmuszały mnie i innych ludzi gotowych się bez nich obywać do udziału w nich i zaakceptowały moje prawo do życia poza układem. Tam, gdzie byłby możliwy consensus - ludzie działaliby wspólnie, tam gdzie „my” nie ma - każde „ja” mogłoby iść własną drogą, uznając zasadę wzajemności (inni do mnie mogą się na tyle wtrącać, na ile ja robię to w stosunku do nich; dziś „my” jest zasłoną dymną dla „ja” trójpanów, a odkąd rozpadł się podział na „my” i „oni”, coraz częściej mam wrażenie, że jego miejsce zajmuje podział „ja” i „oni”, przy czym i „ja”, i „oni” nie są moją stroną - ani egoizm mas i elit, ani ich chęć, by ktoś za nich coś zrobił, rozkazał czy też „dał” masom i wykonał czy poszedł za elitą - nie odpowiadają mi. Albo robię coś z kimś, albo sam - nie ktoś/ja za mnie/kogoś). Taka opozycja antysystemowa poprzez dobrowolną współpracę, akceptację odmienności i tworzenia życia poza strukturami molocha mogłaby być najlepszą formą propagandy tejże alternatywy. To właśnie nazywam CZWARTĄ DROGĄ.
J@ny
P. S. Nie widzę innej drogi wyjścia z systemu, niż pozwolić każdemu iść własną drogą i nie wchodzić w paradę innym. Sądzę, iż to centralizacja życia społecznego, koncentracja bogactw, informacji i władzy jest źródłem większości nieszczęść, od wojen, kłamstwa i kradzieży po niszczenie matki Ziemi i samego siebie. aMen+