"Gazeta An Arché" nr 48 - zamknięto 23 XI 1997
Czym jest dla mnie anarchizm - refleksje...
Niedawno czytałem sobie ankietę, jaką zrobili anarchiści z Łodzi w Internecie. Zamieszczano tam wypowiedzi różnych ludzi… Ja też napisałem tam, lecz moja wypowiedź była niekompletna, a także właściwie pozbawiona sensu (strasznie byłem pokręcony jak to wysyłałem - pewnego pięknego dnia naziolki tak przerobiły moją mózgownicę, że czasem trochę kiepsko mi się myśli). Teraz mam okazję naprawić, moim zdaniem, błąd, więc skorzystam z możliwości zamieszczenia czegoś w GAA…
Postanowiłem cokolwiek napisać, ponieważ poznałem jeszcze poglądy innych i w związku z tym jakoś się moje myśli lepiej ułożyły w moim kudłatym łbie.
Dla mnie anarchizm to przede wszystkim niezależność w sensie odcięcia się od jakiejkolwiek orientacji politycznej, nawet jeśli mają jakiekolwiek „słuszne” hasła, ponieważ uważam, iż wszyscy politycy to zgraja zakłamanych ludzi, których interesuje wyłącznie walka o władzę, a co za tym idzie - również o pieniądz. Moja niezależność przejawia się także w tym, że nie należę do żadnej organizacji, bo myślę, że także ma się wtedy zobowiązania wobec kogoś/czegoś, a to zabija indywidualność. Oczywiście wspieram, pomimo tego, co napisałem wyżej wszelkie akcje urządzane przez anarchistów, o których wiem, ponieważ uważam to za słuszne działanie, a poza tym chyba nie stoją za tym pieniądze i walka o władzę (z resztą same założenia anarchizmu wykluczają istnienie władzy, a pieniądza właściwie też). W kwestii „anarchizm, a indywidualność” mogę jeszcze powiedzieć, że anarchizm nie jest „systemem masowego uszczęśliwiania”, jak np. komunizm, czy faszyzm (tak naprawdę różnią się wyłącznie założeniami, a to takie samo gówno - słowo nazizm pochodzi przecież od Nazionale Socialismus) - z takimi systemami walczą przede wszystkim anarchiści, jako z obrazem zupełnego zniewolenia, czyli totalitaryzmem. Każdy wolny człowiek ma prawo do wygłaszania swoich opinii, swoich poglądów i przede wszystkim do bycia sobą, lecz nie powinien przy tym szkodzić innym w żaden sposób, czy dążyć do panowania nad innymi. Anarchizm burzy wszelkie struktury społeczne, które istniały i istnieją w każdym systemie politycznym, a każde działanie zespołowe nie podlega przymusowi, czy też wywieraniu presji, a opiera się na DOBROWOLNEJ WSPÓŁPRACY, lub jej braku - oczywiście o tym decydują poszczególne jednostki… W anarchizmie nikt właśnie do niczego nikogo nie zmusza… Jeszcze jedną jego zaletą jest likwidacja wszelkich struktur państwowych, o czym już wspomniałem, a przynajmniej powinienem. Jak powiedziałem - jest to system (czy aby na pewno należy tu użyć słowa „system”?), gdzie ma coś do powiedzenia człowiek jako niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju twór, a nie masa, co jest podstawą systemów politycznych, w tym także demokracji - anarchizm unika właśnie wszelkiej orientacji politycznej. Podstawą idei anarchistycznej jest troska o wolność poszczególnych jednostek, w czymkolwiek by się ona nie przejawiała. Można jeszcze wspomnieć o stosunku współczesnych anarchistów do środowiska naturalnego, ponieważ przejawiają oni na tym polu bardzo dużą aktywność - zdaniem tych ludzi, moim także należy dbać o swoje otoczenie i żyć w harmonii z naturą, gdyż to jest to przejaw zainteresowania się światem i trzeźwego myślenia, a nie ograniczenia się do robienia przyjemności wyłącznie sobie oraz narzucania swej woli innym, na ogół słabszym jednostkom (czyli niewtrącanie się w sposób negatywny do ich egzystencji). Na tym przykładzie widać także dążenia ludzi spod znaku @ do samorealizacji, kierując się tym, co czują, a nie tym, co narzucają im masy (kultura masowa). Anarchiści przeciwstawiają się właśnie społeczeństwu jako bezmyślnej, a przy tym bezwolnej masie. Nie ma ludzi lepszych, czy gorszych, bo wszystko zależy od nich samych, od tego, w jaki sposób pokierują oni swoim życiem i co w nim osiągną. Mnie społeczeństwo jako masa kojarzy się wyłącznie z bezmyślnym, nachlanym, itd. bydłem, które nie umie odnaleźć własnego „ja”, a potem powiedzieć zdecydowanie „nie!” wszystkim, którzy doprowadzili do takiego stanu (czyli KAŻDEMU, kto chce rządzić). Człowiek, który chce dominować wymaga tego, by inni zachowywali się podobnie do niego, a jeśli tak nie robią, czynią źle. Tak właśnie powstaje władza, z którą walczą przecież anarchiści. Jeśli nie chcesz żyć w masie, zostaniesz od razu swoistym „outsiderem”, wygnańcem, ponieważ tak chce tłum, a przy okazji oskarży Cię o czyny, których nie dokonałeś (chyba każdy pamięta „wiedźmy” na stosach z epoki średniowiecza - to właśnie przykład śmierci niewinnych jednostek, które przeciwstawiały się ogólnym trendom). Z kultury masowej wynika jasno jedno pojęcie - zło. Jakakolwiek masa zawsze dąży do dominacji nad pojedynczą, niezależną jednostką (co po raz kolejny pragnąłbym podkreślić). W ten sposób rodzi się przemoc, przemoc zamienia się w terror, a terror może spowodować wiele tragedii oraz jeszcze większe zło i powolne zaprzepaszczanie człowieczeństwa (które chyba nie jest złem…). Kilka dociekliwych osób mogłoby mnie teraz spytać: „Jeśli sobie nie możesz sam poradzić z jakimś problemem to co - powoli umierasz?”. Wcześniej napisałem o dobrowolnej współpracy, więc może to będzie odpowiedź na to pytanie… Jeśli zostaną zlikwidowane struktury państwowe, to moim zdaniem powinno ulec redukcji zjawisko narastania przemocy, a więc zapanują lepsze stosunki międzyludzkie - nie narzucone już odgórnie. Co prawda znajdzie się zawsze tych kilku autokratycznych degeneratów, chcących podporządkować sobie znowu masy i pragnących władzy, a także niszczących, eksploatujących bez litości otaczający ich świat naturalny (powraca problem ochrony środowiska - można łatwo sprawdzić, że rządzący nie robią NIC w kierunku sprawowania nad nim pieczy, a tylko powodują drastyczne zwiększenie się jego eksploatacji). Takie jednostki zostaną szybko pokonane przez pragnących wolności (może to zabrzmi trochę dwulicowo - z jednej strony przeciwstawianie się przemocy, a z drugiej - zabijanie, ale wiadomo, że „przemoc rodzi przemoc”, czego już niejednokrotnie dowiodły losy ludzkości, a poza tym człowiek, jako istota, która przynależy do natury nie wymyślił np. tortur - wymyślili je właśnie tacy degeneraci, o których mówię wyżej, zasługują wobec tego na potępienie - w najlepszym przypadku). Troszkę się w moich wywodach ograniczyłem do samych sylwetek ludzkich, lecz sądzę, że każda żywa istota ma prawo do wolności bytu. O wiele lepiej poczujemy się nie myśląc np. przy posiłku o tym, skąd pochodzi to mięso na naszym talerzu, czy ile cierpień innych, słabszych pozornie od nas organizmów kosztowało wyhodowanie takiej dorodnej wątróbki, albo czegokolwiek innego (ja, niestety, żrę jeszcze mięcho - możecie to wziąć za kolejną moją dwulicowość - ale ja nie jestem pewnie zakłamany, tylko po prostu nie mogę się od takiego żarcia, jakim byłem faszerowany od małego odzwyczaić - powraca problem kultury masowej - oceńcie z resztą moją sylwetkę sami, na podstawie tych wypocin… Może nie będzie ona taka negatywna…). Anarchizm jest jedyną ideologią, która pozbawiona jest przemocy wobec tych, którzy pragną po prostu żyć tak, jak chcą oni sami, a nie inni. Same założenia ideologiczne nie zakładają tego, że w imię np. symbolu @ mają być popełniane masowe mordy (a pamiętacie inne ideologie - faszyzm, nazizm, komunizm i masowe egzekucje, w imię „słusznej sprawy”). Mogę jeszcze wymienić argument, który są w stanie rzucić przeciwstawiający się mojej ideologii: „Wszyscy mają być anarchistami! A co z innymi - jeśli się wam przeciwstawiają, to co? Zabijecie ich?!” - oczywiście odpowiedź jest prosta: sam anarchizm polega na akceptowaniu inności (o czym już wspomniałem), a nie zwalczaniu jej, bo właśnie ta różnorodność stanowi prawdziwe bogactwo. Należy być po prostu sobą, bez żadnych niedomówień, czy zakłamania, a zwalczać wyłącznie wszystko, co związane jest z polityką, a więc podporządkowywaniem sobie ludzi, tworzeniem kultury mas. Ludzie o innych poglądach mają prawo do normalnej egzystencji, pod warunkiem, że nie zakładają oni jako głównego motoru ich postępowania eksploatowania czegoś/kogoś oraz szerzenia „prawa pięści” (a tacy właśnie są wszelcy politycy, z autokratami na czele). Trzeba koniecznie, w związku z tym wspomnieć o opinii, że „anarchiści to mordercy” - jest to błąd! Oczywiście taki pogląd rozpowszechniają rządzący i masy im podporządkowane. Z tym, że niestety, obserwując zachowanie (mała dygresja, ale raczej też chyba w temacie) kilku urżniętych bydlaków, mających się za punków (nie znających pewnie określeń „scena niezależna”, „fanziny”, itd. bo obchodzi ich tylko hedonistyczne eksploatowanie swego otoczenia) na koncertach i np. na marszach, itd., krzyczących „anarchia!” i rąbiących każdego napotkanego gościa czymkolwiek, co mają pod ręką, mogę się wstydzić cholernie tego, że sam jestem punkiem!
Na zakończenie tego wywodu (mam nadzieję, że jeszcze nie śpicie słodko, po przeczytaniu tego textu) mogę jeszcze dodać, iż chyba właściwie w każdym, kto walczy o wolność drzemie odrobina (lub trochę więcej) romantyzmu. Nie oznacza to zagubienia w świecie, ani dążenia do autokratyzmu, co pragnąłbym jeszcze raz podkreślić - są to ideały, w które wierzy człowiek uniezależniony od mas, więc mają one o wiele większą wartość niż stek bredni z bezsensownym bełkotem indoktrynujących nas polityków. Mówcie co chcecie - ja chcę jeszcze trochę pożyć „po swojemu”, a przy tym nie wyniszczać innych za np. wygląd, itd.
To chyba na tyle - styknie, bo się zanudzicie! Jeśli tu coś pominąłem, czy nie dopowiedziałem, albo ktoś myśli inaczej, to niech skrobnie takie stworzonko cokolwiek- chciałbym poznać jeszcze opinię kilku więcej osób, a pewnie nie tylko ja. Może moje wypociny nie trafią do redakcyjnego kosza… Przy okazji pragnąłbym pozdrowić anarchopunków z Poznania, którzy mają w Internecie stronę WWW, anarchistów z Centrum Inicjatywy Lokalnej Czarny Sztandar z Łodzi (bez ich ankiety o anarchizmie prawdopodobnie te bazgroły by nie powstały, bo nie uporządkowałbym sobie wszystkich myśli, jak należy), kilku załogantów, o których po prostu zapomniałem (z różnych zakątków kraju i nie tylko - wybaczcie za zapomnienie waszych imion/xywek! Może się odezwę przez sieć, albo pocztą!). W ten sposób kończę („definitywnie”, he, he) mój artykulik. Trzymajcie się!
@dam
(jak kto woli z xywy, to Chrystus, ale czy to takie ważne?)