"Gazeta An Arché" nr 33 - zamknięto 25 II 1996
Jerzy Sorel: między anarchizmem a faszyzmem
Jak napisał w Głównych nurtach marksizmu Leszek Kołakowski, ideolog rewolucyjnego syndykalizmu Georges Sorel (1847-1922) „jest postacią szczególnie doniosłą, gdyż losy jego idei ujawniają zbieżność skrajnych form prawicowego i lewicowego radykalizmu”. Sorel jest prorokiem anarchosocjalistycznej rewolucji, apostołem najbezwzględniejszej walki klas, nieubłaganym krytykiem burżuazyjnego państwa, społeczeństwa i kultury. Zarazem jednak ów rewolucyjny socjalista broni szeregu wartości konserwatywnych: „godności rodziny i małżeństwa, instynktownej solidarności plemiennej, honoru, wielkości tradycji, wielkości doświadczenia religijnego, świętości prawa ukształtowanego spontanicznie jako obyczaj”. W jego filozofii odnajdziemy ekonomiczne analizy Marksa i irracjonalizm Bergsona, anarchistyczny ideał Proudhona i heroiczną etykę Nietzschego…
Społeczeństwo kapitalistyczne, w którym „wszystko jest na sprzedaż” i w którym w konsekwencji rozpadają się wszystkie tradycyjne więzi solidarności, było przedmiotem krytyki całej filozofii romantycznej, włączając młodego Marksa. Jak wielu innych Sorel marzy o społeczeństwie wolnych wytwórców, ale, jak napisze Kołakowski, „zapatrzony jest w homeryckich herojów widzianych oczyma Nietzschego. (…) Pociągają go obrazy nieoswojonych cywilizacyjnie szczepów rozbójniczych, samotnych wspólnot walczących o przetrwanie raczej niż o przyjemność i komfort, bezwzględnych w walce, lecz nie skażonych duchem okrucieństwa, przechowujących arystokratyczną dumę o swym ubóstwie, wierzących w świętość plemiennej tradycji, przywiązanych do swojej wolności, gotowych walczyć do końca przeciw obcemu panowaniu”.
Takim „barbarzyńskim plemieniem” we współczesnym świecie jest dla niego proletariat - jego misją (i właściwym sensem socjalizmu!) jest odrodzenie moralne świata. Sorel myśli kategoriami wielkości, heroizmu, autentyzmu, zaś „proletariat” czy „rewolucja” są tylko „historycznymi wcieleniami owych zwierzchnich wartości”. Jest entuzjastą ruch robotniczego, o ile widzi w nim urzeczywistnienie Apokalipsy, ale gardzi jego parlamentarnym reformizmem.
Dla Sorela socjalizm jest przede wszystkim kwestią moralną. W ślad za Proudhonem pojmuje go w kategoriach godności i sprawiedliwości, a nie dobrobytu. Pragnie, by proletariat odrodził takie wartości jak godność, wielkoduszność, heroizm, solidarność, odpowiedzialność jednostkowa. Etyka Sorela nie ogranicza się do sfer produkcji i wojny klasowej - przywiązuje on też wielką wagę do dyscypliny seksualnej i cnót rodzinnych jako podstawowych źródeł moralności, widząc w rozwiązłości i osłabieniu więzi rodzinnej sprzymierzeńca burżuazji. Dlatego społecznym ideałem Sorela były małe wspólnoty zorganizowane wedle zasad demokracji bezpośredniej, bliskie samowystarczalności produkcyjnej, a więc nie narażone na rozkładowy wpływ handlu. Społeczeństwo syndykalistyczne - znowu w zgodzie z Proudhonem - miało przyjąć „prawo ubóstwa”, jako że życie skromne jest życiem uczciwym i szczęśliwym. Urzeczywistnić to może (tu Sorel zgadza się z Marksem) tylko proletariat (rozumiany jako klasa producentów walczących z elementami pasożytniczymi). By jednak był to w stanie uczynić konieczna jest jego totalna separacja od reszty społeczeństwa. Robotnicy muszą zerwać wszelką współpracę z innymi klasami: stąd odrzucanie demokracji rozumianej jako uczestnictwo w burżuazyjnym życiu politycznym i jego instytucjach; stąd odrzucanie antyklerykalizmu, jeśli miałby być on płaszczyzną współpracy z burżuazją, stąd bezkompromisowe odrzucanie jakiejkolwiek formy patriotyzmu… Proletariat musi „zachować wyłączność robotniczą, to jest wyłączyć intelektualistów, których kierownictwo przyniosłoby w wyniku odtworzenie hierarchii i rozbicie pracujących”, napisze Sorel. Co więcej, proletariat musi wytworzyć własną, opartą na pracy kulturę: ”(…) nie ustajemy w wysiłkach, by nakłonić klasę robotniczą, iżby nie dała się wciągnąć w koleiny burżuazyjnej nauki czy filozofii. Wielka zmiana nastąpi w świecie z dniem, gdy proletariat (…) przyswoi sobie poczucie, że zdolny jest myśleć stosownie do swoich własnych warunków życiowych”. Zwycięstwo proletariatu będzie oznaczało totalne zerwanie ciągłości kulturowej, „absolutną separację życia między dwoma epokami historycznymi”.
Klasa robotnicza może dokonać rewolucji na drodze strajku generalnego. Strajk generalny nie jest jednak dla Sorela kwestią taktyki - niejako sam w sobie jest celem. Jego idea miała mobilizować robotników do walki, ale nie gwarantowała sukcesu (znowu wracając do Kołakowskiego: „We wszystkich walkach Sorela bardziej interesuje heroizm wojowników niż sama słuszność sprawy i niż zwycięstwo”). Strajk generalny to stan ducha - gotowość do stosowania wysoko przez Sorela cenionej przemocy („Ludzie, co życie swe poświęcili sprawie, którą utożsamiają z regeneracją świata, nie mogą wahać się przed użyciem dowolnej broni, która może służyć rozwinięciu i podniesieniu ducha wojny klasowej… Nigdy nie dość pogardy dla tych, którzy pouczają lud, że krocząc ku przyszłości musi spełniać jakieś niezwykle idealistyczne posłannictwo sprawiedliwości”, pisze w Rozważaniach o przemocy).
Strajk generalny jest mitem. Mit jest jedynym narzędziem, które pozwala walczącej grupie zachować solidarność i heroizm. Sorelowski mit nie ma nic wspólnego z utopią - nie jest opisem doskonałej przyszłości a tylko perspektywą ostatecznej walki. Mitu nie da się zrozumieć, jest wyrazem irracjonalnych, niemożliwych do zrozumienia instynktów. Sorel jest programowo antyracjonalny, zwalcza „racjonalizm” rozumiany jako myślenie ułatwione, redukowanie świata do najprostszych schematów, widzenie rzeczywistości przez pryzmat wyspekulowanych a uproszczonych modeli. Rozum analityczny piętnuje jako źródło dekadencji.
Oddziaływanie Sorela było wielokierunkowe. Choć nigdy nie był działaczem syndykalistycznym (zgodnie z własną zasadą, wedle której intelektualiści z klasy średniej mogą tylko zawadzać organizacjom robotniczym), powszechnie jest uważany za ideologa rewolucyjnego syndykalizmu. Wprawdzie Daniel Grinberg w pracy Ruch anarchistyczny w Europie Zachodniej 1870-1914 minimalizuje wpływ Sorela na francuski syndykalizm rewolucyjny twierdząc, że „francuscy związkowcy, nastawieni praktycznie, na ogół nie znali jego spekulatywnych wywodów”, ale wystarczy rzucić okiem na fakty: Sorel angażuje się w syndykalizm w 1902 r., zaś kulminacyjna fala syndykalizmu rewolucyjnego przypada właśnie na lata 1902-1908 (w 1906 r. uchwalona została słynna Karta z Amiens). Sorel współpracuje wówczas z redagowanym przez Lagardelle'a pismem „Mouvement Socialiste”, które publikuje częściami jego najważniejsze prace „Reflexions sur la violence” i „Ilusion du progres”.
W 1910 dochodzi do wniosku, że syndykalizm został skorumpowany przez wpływy reformistyczne i szuka kontaktu z radykalnymi nacjonalistami (powstaje wówczas Cercle Proudhon). W 1919 r. entuzjastycznie wyraża się jednak o bolszewiźmie, dołączając do IV wydania Rozważań o przemocy apologię Lenina. Kołakowski komentuje to następująco: ”(…) Sorel wielbił Lenina jako zwiastuna Wielkiego Zniszczenia i wielbił Mussoliniego z tego samego stanowiska. Był gotów popierać wszystko, co wydawało mu się heroiczne i co zarazem groziło zagładą światu, którego nienawidził - światu demokracji, walk partyjnych, kompromisów, rokowań i kalkulacji”. Odzew również znajduje na obu ekstremach: redagowane przez Gramsciego pierwsze włoskie pismo komunistyczne „Ordine Nuovo” uważało Sorela za ideologa proletariatu, zaś Mussolini w wywiadzie dla madryckiego dziennika „ABC” uznał Sorela za tego, któremu włoskie kohorty faszystowskie zawdzięczają najwięcej.
Jarosław T.