"Gazeta An Arché" nr 53 - zamknięto 27 IX 1998


Kolejne postępy cenzury

„Teraz, w tym pokoju, w którym powstała jednolita teoria pola, to nie było bluźnierstwo… Oni obydwaj - Gordon i Stiggs - podlegali jednemu prawu. Prawu, które zobowiązywało Gordona do przedstawienia dowodu. Nie mógł tego prawa naruszyć. W przeciwnym wypadku nauka przemieniłaby się w religię, a sam Gordon w jej apostoła. (…)”

Dymitr Bilenkin, „Zakaz”

Sejm uchwalił ostatnio ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. W chwili, gdy to piszę, ustawa ta jest jeszcze w trakcie procesu legislacyjnego - czeka jeszcze na akceptację Senatu i prezydenta. Jednak wszystko wskazuje na to, że ostatecznie znajdzie się w niej punkt przewidujący karę do trzech lat więzienia dla każdego, kto publicznie i „wbrew oczywistym faktom” zaprzecza zbrodniom komunistycznym lub nazistowskim. Tak więc Polska dołączy najprawdopodobniej do niechlubnego grona krajów, w których można znaleźć się za kratkami już nie tylko za „głoszenie nienawiści” czy „propagowanie faszyzmu”, ale za zwykłe wypowiadanie poglądów niezgodnych z tym, co w danej chwili uznawane jest za „oczywiste fakty” w dziedzinie nazistowskich lub komunistycznych zbrodni. Bo w kwestii oczywistości faktów nigdy nie ma i być nie może absolutnej pewności, nie tylko w historii, ale we wszystkich innych dziedzinach nauki. Kiedyś uważano za pewnik, że Słońce krąży wokół Ziemi, że z nieba nie mogą spadać żadne kamienie, że Troja była miastem mitycznym, a świat został stworzony kilka tysięcy lat przed naszą erą. W końcu jednak przyszli ludzie, którzy te pewniki zakwestionowali. Dla nich nie było to oczywiste. I, jak się zdaje, to jednak oni mieli rację.

Wspomniana ustawa ogranicza ni mniej, ni więcej, tylko swobodę badań naukowych dotyczących zbrodni nazizmu i komunizmu. De facto oznacza ona uznanie tego, co obecnie uważane jest w tej materii za „oczywiste” za niepodważalny, pseudoreligijny dogmat, którego nie wolno kwestionować. A przecież nie zostały udostępnione jeszcze nawet wszystkie archiwa dotyczące tamtego okresu! Historia jest nauką stosunkowo podatną na manipulacje i obrastanie mitami, a wiele nieprawdziwych twierdzeń wchodzi nawet do podręczników, nie mówiąc już o tzw. wiedzy potocznej. Na przykład w rozmaitych szkolnych podręcznikach, a także pracach naukowych (!) znajduje się informacja o tym, że Olaus Römer jako pierwszy zmierzył prędkość światła, wraz z (różnymi) wynikami owego pomiaru. Tymczasem Römer jako pierwszy publicznie wysunął popartą dowodami hipotezę, że prędkość światła jest skończona (co wywołało burzę w kręgach naukowych - jeszcze jeden pewnik zakwestionowany!), ale bynajmniej nie podał w swej pracy żadnej wartości owej prędkości. Innym powszechnie akceptowanym „oczywistym faktem” (być może nie w kręgach specjalistów, ale wśród laików na pewno) jest dowodzenie przez Kozietulskiego szarżą polskiej kawalerii pod Somosierrą - jak jednak pisał to kilkakrotnie w swych książkach Waldemar Łysiak, było inaczej. A wiele osób w Rosji i na Białorusi do dziś uważa, że mordu polskich więźniów w Katyniu dokonali hitlerowcy, a nie NKWD.

I właśnie - jeszcze do niedawna w Polsce każdy, kto ośmielał się zaprzeczać tej „nazistowskiej zbrodni” wbrew ustalonym przez państwo „oczywistym faktom”, narażał się co najmniej na nieprzyjemności. Jednak komunizm upadł i w końcu można było zaprzeczyć temu bezkarnie. Okazało się, że to, co niektórzy ludzie do dziś uważają za „oczywiste” najprawdopodobniej wyglądało zupełnie inaczej. Możliwe, że w dziedzinie nazistowskich i komunistycznych zbrodni znalazłoby się jeszcze kilka rzeczy, które w rzeczywistości wyglądały inaczej, niż to się obecnie sądzi. Jednak możemy mieć trudności z dojściem do prawdy, jeżeli nie będzie wolno stawiać hipotez kwestionujących dotychczasowe twierdzenia. Nawet jeśli w większości będą to hipotezy rzeczywiście błędne.

W 1978 roku profesor uniwersytetu w Lyonie Robert Faurisson zakwestionował istnienie komór gazowych w nazistowskich obozach koncentracyjnych. W rezultacie został on oskarżony o „fałszowanie historii” i pozwany do sądu przez organizacje antyrasistowskie i kombatanckie. W jego obronie stanęło sześciuset uczonych (między innymi Noam Chomsky), którzy podpisali petycję żądającą wolności słowa i badań naukowych. Sprawa ciągnęła się do 1983 r., kiedy to sąd uznał wprawdzie Faurissona winnym sprowadzenia badań do wrogich haseł (chodziło o jego oświadczenie, że „rzekome hitlerowskie komory gazowe oraz tzw. ludobójstwo Żydów to historyczne kłamstwo, z którego korzyści ciągnie państwo Izrael i międzynarodowy syjonizm, a którego ofiarą jest przede wszystkim naród niemiecki - choć nie jego przywódcy - i palestyński”), jednak nie potwierdził zarzutu „fałszowania historii”, orzekając, iż od oceny wartości pracy Faurissona są historycy i opinia publiczna. Okazało się, że niektórzy z historyków mimo odrzucenia argumentacji Faurissona uznali, iż jego praca ma pewną wartość dla badań historycznych ze względu na to, że podnosi parę interesujących kwestii, które nie zostały do tej pory wystarczająco zbadane. (Dziś nie mieliby jednak już takiej okazji - w 1990 r. uchwalono we Francji ustawę karzącą z mocy prawa każdego, kto podważa prawdę oskarżeń wysuniętych na procesie norymberskim (warto w tym punkcie wspomnieć, że na tym procesie hitlerowców obciążono również winą za masakrę w Katyniu!). Ustawa ta przewiduje do roku więzienia (jak widać polski Sejm jest mniej łagodny) i była już stosowana - na jej podstawie skazano m. in. wydawcę gazety, która opublikowała wywiad ze znanym brytyjskim rewizjonistą holocaustu, Davidem Irvingiem, a także islamskiego socjologa Rogera Garaudy'ego, który stwierdził, że holocaust nie był czymś gorszym moralnie od zbombardowania Hiroszimy czy Drezna przez aliantów).

Wracając do wspomnianej ustawy Sejmu, jej cel pozostaje dla mnie niejasny. Jeśli coś jest oczywistą prawdą, to nie należy się obawiać, by zaprzeczanie temu zostało odebrane na poważnie - wyobraźmy sobie, że ktoś, choćby na pozór zupełnie logicznie, próbuje dowodzić, że w nocy jest jaśniej niż w dzień lub (jak Zenon z Elei), że najszybszy człowiek na świecie nigdy nie prześcignie żółwia. Jeśli natomiast coś jedynie wygląda na oczywistą prawdę, a w rzeczywistości nią nie jest, to zakwestionowanie tego i przekonanie innych o jego fałszywości może przynieść jedynie korzyści. Chyba, że komuś nie zależy na dotarciu do prawdy, ale właśnie na jej ukryciu. Jest to myśl, która nieodparcie nasuwa się w obliczu takich aktów prawnych, jak ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej. I nie należy się dziwić, że niektórzy widzą w tym kolejny dowód wyznawanej przez siebie spiskowej teorii dziejów.

Jacek Sierpiński

gazeta_an_arche/kolejne_postepy_cenzury.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)