"Gazeta An Arché" nr 50 - zamknięto 12 III 1998
Kolejny przypadek pobicia przez policję
We wszystkich mediach głośno o wydarzeniach w Słupsku i postępowaniu policji. Jestem „jeszcze żywym” przykładem tego, że brutalność policji nie jest specyfiką jedynie Słupska i odosobnionym przypadkiem. Napisałem „jeszcze żywym”, gdyż niewiele brakło, a mogłem skończyć jak ten młodociany kibic. 14 grudnia 1997 r. wraz z moimi braćmi wracałem z koncertu Apatii w mieście Końskie w woj. kieleckim. Gdy wychodziliśmy z dworca PKP i chcieliśmy wsiąść do pociągu, aby wrócić do domu (30 km), zostaliśmy bez żadnego powodu zaatakowani przez kilku policjantów. Najbardziej agresywny był nieumundurowany starszy osobnik, który bez żadnego wylegitymowania się czy podania przyczyny zaczął nas okładać „szturmową” pałką. Na skutek dalszej „interwencji” policjantów mój brat Tomek doznał złamania nosa, ale udało mu się uciec do pociągu. Mi i drugiemu z moich braci - Robertowi - to się jednak nie udało. Najpierw zostaliśmy potraktowani jak worki treningowe i solidnie pobici, następnie skuci i przewiezieni na komendę, gdzie byliśmy trzymani przez całą noc. Nigdy wcześniej nie miałem kontaktów z funkcjonariuszami, ale to, co przeżyłem 14 i 15 grudnia przeszło wszystkie moje wyobrażenia o postępowaniu „obrońców porządku”. Sądziłem, że taka brutalność, chamstwo czy zwyczajna tępota umysłowa to już przeżytek z PRL-u czy rzeczywistość z popularnych dowci-pów. Tak naprawdę to nic nie zmieniło. Panowie policjanci nadal uważają, że mogą wszystkimi bezkarnie pomiatać, obrażać, bić i znęcać się. To naprawdę jest możliwe, że „za nic” można być spałowanym i zatrzymanym, a dodatkowo jeszcze otrzymać zapowiedź kolegium. Po szczęśliwym odzyskaniu wolności postanowiliśmy z bratem tej sprawy tak nie zostawiać i jakoś zareagować. Po wizytach u lekarzy złożyliśmy w prokuraturze doniesienie o dokonaniu przestępstwa przez funkcjonariuszy policji. Na razie byliśmy przesłuchiwani w charakterze świadków przez prokuratora i czekamy na dalszy rozwój wydarzeń. Nasi rodzice napisali listy do Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach i Rady Miasta w Końskich. Jak na razie bez odpowiedzi. Osobiście nie bardzo wierzę, że będzie można wygrać tę sprawę z „obrońcami porządku”, ale mogę przynajmniej zaśpiewać za Januszem Reichelem: „Ratunku policja”.
Marcin Łuczkowski
P. S. Moja sprawa przeciwko policjantom w prokuraturze w Końskich rozwija się zgodnie ze scenariuszem, o jakim mówił Adam Jarecki i inni uczestnicy telewizyjnego programu „Tok Szok” 27 stycznia br. Według zeznań policjantów, jakie złożyli w prokuraturze, to my byliśmy agresorami i żadnego bicia na komendzie nigdy nie było. Jeden z policjantów zeznał, że mojego brata skuto w kajdanki, gdyż w ręku trzymał jakiś niebezpieczny przedmiot. W rzeczywistości był to dowód osobisty, który mój brat okazywał na wezwanie policjanta. Sprawa zaczyna wyglądać coraz gorzej i szans na wygranie raczej nie widać. Prokurator stwierdził, że sąd na pewno prędzej uwierzy policjantom niż nam, gdyż byliśmy pod wpływem alkoholu.