"Gazeta An Arché" nr 40 - zamknięto 30 XI 1996
Chłoniemy informacje na kilogramy, na metry. Stawiamy pytania: w jakim świecie żyjemy? Czy jesteśmy bezpieczni? Niestety, ostatnie wydarzenia wskazują, że te pytania nic nie tracą na ważności. Nawet takie obiekty, jak hale i stadiony sportowe dostarczają dowodów, że jak najbardziej słuszne wydaje się zastanawianie nad podstawowymi problemami naszego na-tym-świecie-bycia.
Trochę umknął opinii publicznej jakże ważny fakt.
Na pewno każdy wie, że jest taki sport jak tenis. Tenis rozgrywany jest na kortach tenisowych. Są takie korty tenisowe, gdzie można zarobić niemałe pieniądze. Jedną z takich tenisistek (tak, panie też mogą grać w tenisa), która umie zarobić dużo pieniędzy na takich kortach jest Niemka - pani Steffi Graf. Wygrywany przez tę panią turniej za turniejem owocował zwiększającą się ilością pieniędzy na jej koncie.
O, to nie mogło umknąć uwadze fiskusa (dla niezorientowanych: gwałciciela i mordercy wolności). Odpowiednio wydelegowani mafiosos (o, przepraszam: porównując mafię do fiskusa - obraziłem mafię) zaczęli wypełniać swoje polecenia.
„Nu, dawaj po karmanie” - skazał komandir. Sprawa znalazła się przed trybunałem. Oskarżony został ojciec pani Steffi Graf - pan Peter Graf - o to, że nie uiścił podatków z zarobków jego córki. Posadzenie pana Petera Grafa na ławie oskarżonych spotkało się z przychylnym oddźwiękiem właściwie całej światowej opinii (oprócz mnie i może kogoś jeszcze).
To co, to po to ta biedna kobieta fedruje tą rakietą (prawie jak hajer kilofem), aby nabijać wciąż nienasycone kabzy fiskusa???
To co, to po to ten biedny chop umiejętnie gospodaruje zarobionymi przez córkę pieniędzmi, w czym objawia się jedno z oblicz rodzinnej miłości, aby nabijać wciąż nienasycone kabzy fiskusa???
(Nawisem pisząc - spełnia się tutaj konserwatywny postulat miłości rodzinnej przy jak najbardziej sztandarowym działaniu wolnościowym równocześnie).
Tak swoją drogą, to pan Graf zrobił błąd, gdyż mógł w odpowiednim czasie wyjechać do jakiegoś raju podatkowego. (A co będzie, gdy nie będzie tych rajów?).
I tu się zastanawiam: gdzie były te demonstracje pod placówkami dyplomatycznymi RFN przeciwko pogwałceniu praw wolności na terenie tego państwa? Gdzie było to palenie czarno-czerwono-żółtych sztandarów (na znak dezaprobaty dla złodziejskiego aparatu państwowego, a nie jako wyraz nienawiści do danego narodu - przy założeniu, że niemiecka flaga symbolizuje naród niemiecki)?
To wtedy, gdy prezydent Francuzów Jacques Chirac z jednej z wysp zrobił laboratorium dla paru wybuchów (zupełnie nieszkodliwych) - chciał tym pokazać Francuzom, że każdy z nich jest silny, chciał podnieść każdego Francuza na duchu; przypominam, że ten kraj stacza się w szpony szalejącego socjalizmu, a więc Francuzi są mieszkańcami słabnącego kraju - to wtedy, a jakże, były demonstracje, były pikiety, odczyty itd. itp. Natomiast gdy mordowana jest wolność, to jest jakoś cicho. Nie pozwólmy, aby wolność była mordowana. Aby wolność nie była mordowana, to m. in. pan Peter Graf musi być uniewinniony i nic nie powinien płacić fiskusowi. WOLNOŚĆ ZAMIAST PODATKÓW!!!
Doley