"Gazeta An Arché" nr 60 - zamknięto 12 XII 1999
Kredyt na przesiedlenia?
24 czerwca bieżącego roku Rada Banku Światowego wstrzymała wypłatę 40 mln dolarów na przesiedlenie Chińczyków do okupowanego od lat pięćdziesiątych Tybetu.
Bank Światowy to organizacja utworzona w 1944 roku w celu udzielania pomocy biedniejszym krajom. Siedziba Banku znajduje się na terenie USA. Globalny system eksploatacji i pożyczek oferowany przez Bank Światowy doprowadza do zapaści ekonomicznych i gospodarczych kraje III-go świata, które po otrzymaniu pożyczki muszą oddać 3 dolary za każdego pożyczonego. W efekcie nie prowadzi to do poprawy sytuacji, tylko do upadku i tak słabo rozwiniętej gospodarki. Dla przykładu, kraje III-go świata wydają więcej pieniędzy na spłatę swojego zadłużenia niż na opiekę zdrowotną i oświatę razem wzięte. Chłopi w krajach III-go świata pracują tak ciężko jak 10 lat temu, a zarabiają 1/3 mniej….
Ostatni projekt w jaki zaangażowany został Bank Światowy okazał się bez wątpienia najbardziej kontrowersyjny. Chiny wystąpiły o kredyt do wysokości 200 mln dolarów. 160 mln na projekt walki z ubóstwem w Chinach Zachodnich przewiduje między innymi za 40 mln przesiedlenia 58 tys. ubogich chłopów (głównie Chińczyków Han i chińskich muzułmanów Hui) ze wschodnich prowincji kraju do dawnej tybetańskiej prowincji Amdo. Większością byli tu Tybetańczycy, wszystko zmieniło się w 1950 roku, gdy do Tybetu wkroczyły komunistyczne oddziały Chińskie. Przesiedlenie tak ogromnej liczby ludzi jeszcze bardziej zmarginalizuje Tybetańczyków i Mongołów, którzy są już mniejszością w tym regionie. Obliczenia przeprowadzone przez Bank Światowy dowodzą, że Tybetańczycy będą stanowić tylko 14% populacji, dziś 22,7% (we własnym kraju!!!), liczba muzułmanów Hui wzrośnie z 4,6% do 33,6%, a Hanów z 26% do 41%. Pożyczkodawcy przeprowadzili rutynowe konsultacje, które obserwowali chińscy urzędnicy. Oto wynik obserwacji: 29% badanych Tybetańczyków poparło projekt, 62% wyraziło neutralność, 10% wyraziło sprzeciw. Rzecznicy Banku stwierdzili, że cieszą się ze sprzeciwów, bo świadczą one o tym, iż Tybetańczycy mogą korzystać z „pewnej wolności”. Później tłumaczono się, że zlecając badania Bank nie miał pojęcia, że za sprzeciw grozi więzienie. Na cztery i pół roku skazano za „działalność niepodległościową” Namio Jagę, który krytykował napływ Chińczyków do Tybetu. „Na moim przykładzie widać, że Tybetańczycy, którzy mówią o swoich obawach są naprawdę odważni” - powiedział Jag, któremu udało się uciec za granicę. Bank obiecał, że zrobi wszystko aby rdzenni mieszkańcy, którzy sprzeciwiają się napływowi Chińczyków do Tybetu nie ponieśli żadnych konsekwencji. Efektem było wysłanie dyrektora ds. strategii do prowincji Dulan. Julian Schweitzer po powrocie z „wycieczki” powiedział, że „nie dostrzegł żadnych oznak napięcia w regionie” i że odstał listy od Tybetańczyków „niecierpliwie czekających na realizację projektu”. Przeciwko całemu projektowi ostro zaprotestowały organizację praw człowieka, USA i Tybetańczycy przebywający na uchodźstwie Zwrócono się do Banku, iż projekt stanowi zagrożenie dla tybetańskiej kultury i tożsamości. Przez ponad 50 lat chińskiej okupacji Tybetu rdzenna ludność tego kraju stała się mniejszością. Polityka prowadzona przez komunistyczne władze w Pekinie, przez wielu obserwatorów nazywana jest chińskim „ostatecznym rozwiązaniem”. Organizacja International Campaign For Tibet udowodniła, że złoża naturalne, środowisko, a przede wszystkim ludzie znajdują się w stanie prawie niemożliwym do odbudowania. Przez kolejne projekty przesiedleń i eksploatacji, Tybet i jego naród pozostanie tylko gorzkim wspomnieniem.
Po dotychczasowym zatrzymaniu wypłaty 40 mln dolarów dla Chin, Pekin zagroził, że „zrewiduje swoje stosunki z Bankiem”, a nawet przestanie w nim pożyczać (Chiny są największym pożyczkobiorcą, w ubiegłym roku Pekin pobrał pożyczkę w wysokości 2,62 mld Dolarów). Tylko dwóch członków Banku Światowego - Niemcy i USA zaprotestowało przeciwko wypłacie spornych 40 mln, a rada ma 24 członków. Organizacje broniące praw człowieka zarzuciły Bankowi, że narusza on własne wewnętrzne zasady działania. Mówią one, że Bank nie może angażować się w projekty zmieniające stosunki etniczne. Specjalna komisja po okresie dwóch miesięcy zadecyduje o losach projektu. Chiny już dziś deklarują, że każdy zainteresowany będzie mógł w przyszłości oglądać, jak projekt będzie realizowany.
Podsumowując pomysł, aby Chińczycy zaludnili Tybet za pieniądze Banku Światowego wciąga Zachód w niszczenie tożsamości Tybetańczyków, pod pretekstem poparcia cywilizacyjnego postępu niedorozwiniętego regionu. Całe przedsięwzięcie po raz kolejny udowadnia do czego zdolne są władze w Pekinie i kładzie ogromny cień na i tak wątpliwą reputację Banku Światowego. Dawanie pieniędzy przez Bank czyni go niejako współodpowiedzialnym za zbrodnie przeciwko narodowi tybetańskiemu. Realizacja projektu i jej efekty z całą pewnością doprowadzą do „ostatecznego rozwiązania”.
Remik
(przedruk z „Człowieczeństwo!” nr 3)
Więcej informacji na temat sytuacji w Tybecie można uzyskać pisząc na adres Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Tybetu:
Polskie Stowarzyszenie Przyjaciół Tybetu
ul. Bracka 18/62
00-028 Warszawa
Proponuję wysłać również list do Ambasady Chin z zapytaniem o zdrowie psychiczne władz w Pekinie:
Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej
ul. Bonifraterska 1
00-203 Warszawa