"Gazeta An Arché" nr 34 - zamknięto 28 III 1996


Nazwijmy rzeczy po imieniu

Może będę mówił jak mnich taoistyczny, ale tak trzeba. To, że wrogiem wolności jest władza wie każdy anarchista, ale czym jest władza?! Dla mnie jest to każdy przypadek kontrolowania duszy i ciała wszystkich istot oraz rzeczy z ich otoczenia, a więc nie tylko rządy i prawa, lecz także własność i wyobrażenia, zaś przymus może kryć się za każdą formą panowania. O władzy w tradycyjnym znaczeniu tego słowa nie muszę chyba tu mówić, chciałbym zająć się za to własnością, zyskiem i przymusem ekonomicznym z jednej oraz kulturą, wiarą i przymusem moralnym z drugiej strony, bo często nie spostrzega się ich jako form panowania (przynajmniej dopóty, dopóki na ich straży nie stanie naga przemoc). Tymczasem prawo własności niczym nie różni się od innych praw, na straży których stoi policja i władza państwowa, łatwo się o tym przekonać sięgając po „cudze”. Dążenie do zysku jest dążeniem do kontrolowania gospodarki, tak jak administrowanie służy kontrolowaniu życia społecznego. Nie idzie mi o zarabianie kasy w celu zaspokojenia - choćby i najbardziej wyrafinowanych - potrzeb, ale w celu inwestowania w ziemię, fabryki czy papiery wartościowe w celu zdobycia kasy na inwestowanie… a jutro cały świat. Owocem tego są wielkie korporacje, ale i na najniższym poziomie pozwala to kupować cudzą pracę, przy czym libertariańską utopią jest wiara w dobrowolność umów o pracę, o wymianę - współpracę na warunkach korzystnych dla obu stron. Bywa i tak, że człowiek może wybierać sobie oferty pracy, nie skorzystać z żadnej, wybierając zasiłek dla bezrobotnych, lub - o zgrozo! - strajkiem wymusić korzystniejsze dla siebie warunki. Na ogół jednak nie jest tak dobrze i jest się zmuszonym do przyjęcia warunków właściciela środków produkcji, decyduje zaś o tym tzw. przymus ekonomiczny - bieda plus własność: człowiek musi z czegoś żyć, a nie może ot tak wziąć sobie dajmy na to kawałka ziemi i zacząć go uprawiać - nie może, bo zabrania mu tego czyjeś prawo własności, przed którym nie ma ucieczki - wszystko jest czyjąś własnością, nawet jeśli ten ktoś nie tylko tego nie używa, ale i nigdy tego nie widział, zaś to, czego jeszcze nie zdążono sprywatyzować, zostało jednorazowo zawłaszczone przez państwo (ostatnio dzieli się już nawet Antarktydę). I nie jest dla mnie żadnym argumentem, że prawo własności chroni nas przed wojną wszystkich ze wszystkimi o wszystko, bo po pierwsze - to samo mówi się o władzy w ogóle i nawet jeśli to prawda, to raczej należałoby się zastanowić, czy wolność jest dobrym lekiem na wszystko, a nie nazywać jedną z form panowania, jaką jest własność, stróżem wolności; po drugie zaś - do położenia kresu wojnie wystarczyłoby w miejsce własności - użytkowanie (rzeczy nieużywane byłyby „niczyje”, co pozwoliłoby je zużytkować potrzebującym). W obecnej sytuacji skazani jesteśmy na właścicieli, a wybór warunków przypomina pytanie gliny: wolisz oberwać białą czy czarną pałą, raz czy 10 razy…?! a nie: oberwać czy nie! To nie ma nic wspólnego z wolnością. Inną formą panowania jest kultura - stopień opanowania człowieka przez społeczeństwo, szczególnie zaś jego elitę, poprzez narzucenie mu pewnej wizji świata i wynikających zeń norm postępowania przy pomocy propagandy czy reklamy oraz cenzury, czyli nie dopuszczenia do głosu wizji konkurencyjnych. Sankcją za odrzucenie kultury czy mody może być kara w formie przemocy (ze strony władz czy fanatyków) lub przymusu moralnego (można zaszczuć człowieka nie wyrządzając mu krzywdy fizycznej). Ograniczony dostęp do informacji (któż z nas jest w stanie myśleć stale o wszystkim) i ciągłe pranie mózgu przez - coraz bardziej wszechobecne - media sprawiają, że mało kto potrafi się temu oprzeć, być stale otwartym i myśleć samodzielnie. Na ogół myśli za nas telewizor, kościoły, partie itp. inżynierowie dusz czy spece od reklamy. Ktoś powie, że można temu nie ulegać - i owszem, może dlatego tak wielu szuka wolności w tamtym, wewnętrznym świecie - lecz można nie ulegać także prawu własności i wszelkim innym prawom, a nawet otwartej przemocy - walcząc z nimi, lub uchylając się, odrzucając przywiązanie do pragnień, lęków i wyobrażeń - jak taoistyczni mnisi.

Jany

PS. Nie jest wolny ktoś, kto jest przywiązany do strupa własności, dogmatów i wyobrażeń, lęków i pragnień, nawet wówczas, gdy sam sobą rządzi czy narzuca swą wolę innym. Wszystko to należy do świata władzy (ulegania, buntowania się i sprawowania jej) a nie wolności i być może jest tak, że większości ludzi w tej czy innej formie władza jest potrzebna by żyć w tym, zewnętrznym świecie, tylko po co zamiast mówić o tym - mówią o wolności?! Być może jest tak, że ogół jest jak dzieci, musi być prowadzony za rączkę i żyć cudzym kosztem, a naprawdę wolni są bardzo nieliczni i jedyne o czym możemy marzyć, to nie zatrzymywanie w owym zniewoleniu tych, których dojrzenie (do) tego mają za sobą, bez narzucania wolności tym, którzy przed nią uciekają, by nie bronili się/władzy.


Ten tekst wywołał polemikę - kliknij tu.

gazeta_an_arche/nazwijmy_rzeczy_po_imieniu.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 22:05 przez gigabyte