"Gazeta An Arché" nr 59 - zamknięto 8 X 1999
Państwo a mafia
W „Nowej Fantastyce” z września br. (nr 204) uwagę moją zwrócił kolejny felieton Lecha Jęczmyka z cyklu „Nowe Średniowiecze”, zatytułowany „Natura horret vacuum”. Zdaniem p. Jęczmyka, natura nie znosi próżni również i w życiu społecznym, a przejawem tego jest fakt, że „na każde miejsce nie zajęte lub zwolnione przez państwo wkraczają samorzutnie powstałe organizacje prywatne”. Teza ta - dobrze potwierdzona doświadczalnie - może wydawać się niektórym banalna, jednak kolejne stwierdzenie autora już takie nie jest. Twierdzi on mianowicie, że „większość tych organizacji ma charakter łupieżczo-przestępczy”.
Innymi słowy - autor „Nowego Średniowiecza” zdaje się najwyraźniej twierdzić, że ludzie poza państwem potrafią, czy też chcą, organizować w większości jedynie przestępcze gangi. Z absurdalnością tego twierdzenia trudno nawet polemizować. P. Jęczmyk zdaje się nie dostrzegać tysięcy zdaje się oczywistych przykładów na pozapaństwową zorganizowaną działalność społeczną nie będącą złodziejstwem i bandytyzmem - prywatnych firm i spółek produkujących dostępne na rynku towary, świadczących usługi i wzajemnie ze sobą współpracujących; stowarzyszeń zajmujących się działalnością dobroczynną, kulturalną, pomocą wzajemną i organizowaniem wolnego czasu; wspólnot religijnych; inicjatyw nieformalnych - np. internetowych… Nie sądzę, by p. Jęczmyk jadał chleb wyprodukowany przez państwowe piekarnie czy kupował potrzebne mu do codziennego życia towary w państwowych sklepach, a i pismo, w którym publikuje on swoje felietony jest także własnością prywatnej spółki, ale z jakichś przyczyn najwyraźniej on tego nie dostrzega lub nie chce dostrzec. Zamiast tego przytacza tendencyjnie dobrane przykłady - np. grupy chuliganów terroryzującej osiedle lub mafii. Aby zaś nie było wątpliwości, że nie chodzi mu tylko o takie dziedziny działalności państwa, jak prawodawstwo, siły zbrojne czy aparat do ściągania haraczu (przepraszam, podatkowy), stwierdza autorytatywnie (nie siląc się na poparcie tej tezy jakimikolwiek argumentami), iż „wyłącznie państwo wnosi do gospodarki czynnik moralny”. No cóż, nie wiem, co oznacza dla p. Jęczmyka słowo „moralny”, jednak dla mnie jeśli np. piekarz upiecze chleb, wystawi go na sprzedaż i p. Jęczmyk go kupi, dobrowolnie płacąc zań żądaną cenę, to jest to wszystko dla mnie w porządku pod względem moralnym. To samo, jeśli p. Jęczmyk pójdzie do fryzjera, ten go ostrzyże i otrzyma za to od p. Jęczmyka żądaną zapłatę. I to samo w przypadku tysięcy i milionów innych podobnych rynkowych transakcji. Natomiast jeśli np. państwo zmusza mnie do zapłacenia celnego haraczu, gdy chcę sobie coś sprowadzić z zagranicy, jeśli zabrania komuś zajmować się jakąś działalnością gospodarczą bez odpalenia sobie działki (przepraszam, wykupienia koncesji) lub w ogóle (np. uprawiać konopie indyjskie i robić z nich marihuanę), albo jeśli pieniędzmi przymusowo ściągniętymi od wszystkich obywateli obdziela wybrane uprzywilejowane grupy interesu (np. dopłacając do ich biznesów czy przedsiębiorstw, w których pracują), to jest to dla mnie właśnie niemoralne. A amerykańskie filmy kryminalne, na które p. Jęczmyk się powołuje, pokazują często właśnie, jak wygląda życie gospodarcze, w które państwo ingeruje (np. handel narkotykami, który po ich delegalizacji i wprowadzeniu prohibicji stał się źródłem kokosów dla narkotykowych mafii). Jeśli zaś dla p. Jęczmyka słowo „moralny” oznacza coś, co ma na celu coś więcej, niż tylko chęć zysku, to i tu można znaleźć przykłady przedsięwzięć niepaństwowych - choćby ruch spółdzielczy czy banki biedoty, o których można było przeczytać niedawno w „Magazynie Gazety Wyborczej”.
Wygląda jednak na to, że autor „Nowego Średniowiecza”, mimo iż dostrzega zjawiska będące wynikiem wtrącania się państwa w gospodarkę, przedstawia je na siłę tak, by pasowały do jego teorii. I tak rozwój mafii zajmujących się przemytem i handlem narkotykami to rezultat nie państwowych ingerencji czyniących pewne rodzaje handlu nielegalnymi, ale odwrotnie - opuszczenia tej sfery życia przez „zanikające państwo”. Również organizacje ponadnarodowe w rodzaju Banku Światowego czy wielkich koncernów, co to „pod nieobecność państwa swobodnie decydują, które przedsiębiorstwa zniszczyć, a które przejąć” przedstawione są tu jako coś, co zapełnia próżnię powstającą w wyniku zaniku państwa, podczas gdy wszystkim dobrze wiadomo, że zarówno udziałowcami-właścicielami, jak i największymi klientami Banku Światowego są właśnie państwa, zaś wielkie koncerny największe pieniądze robią na kontraktach państwowych (o czym mówił np. jakiś czas temu w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” zdolny uczeń ich bossów, szef Prokomu, p. Krauze). A jeśli chodzi o przejmowanie polskich przedsiębiorstw, to jak na razie najwięcej ich koncerny te przejęły właśnie z rąk państwa (co zresztą w większości znanych mi przypadków wyszło na zdrowie zarówno tym przedsiębiorstwom, jak i konsumentom, ale to już inna historia) - natomiast z pewnością nie jest tak, że mogą one sobie swobodnie decydować o przejęciu przedsiębiorstw prywatnych, nie licząc się ze zgodą ich właścicieli.
Również to, co dzieje się w innych dziedzinach życia społecznego, a co najwyraźniej się p. Jęczmykowi nie podoba, zostaje poddane przez niego groteskowej wręcz próbie interpretacji wedle jego teorii, tak, by czytelnik mógł wyciągnąć odpowiednie wnioski. Oto cztery przeprowadzone ostatnio reformy - administracyjna, emerytalna, oświaty i służby zdrowia - są dla niego przejawem ni mniej ni więcej, tylko… „samolikwidacji państwa”! Państwo rzekomo wycofuje się tu całkowicie lub częściowo „z czterech żywotnie ważnych dziedzin życia”, co prowadzi nieuchronnie do wkraczania w te dziedziny mafii… Trudno chyba o większą bzdurę. Nawet, gdyby państwo rzeczywiście wycofało się z organizowania systemu opieki zdrowotnej, oświaty czy ubezpieczeń społecznych, to historyczne doświadczenia pokazują, że wcale tu nie musiałaby wkroczyć żadna mafia - kiedyś państwo tym wszystkim się w ogóle nie zajmowało i jakoś nie powodowało to opanowania tych dziedzin przez przestępcze gangi. Jednak państwo wcale tu się z niczego nie wycofuje. System publicznej opieki zdrowotnej został jedynie przeorganizowany, kasy chorych to instytucje wciąż państwowe, działające wg państwowych przepisów i co najważniejsze dysponujące pieniędzmi dostarczanymi przez państwo - z pieniędzy ściąganych z obywateli tak jak dawniej w drodze przymusowych podatków przez państwowego fiskusa. To samo z publiczną oświatą - nadal jest finansowana z podatków i nadal programy nauczania ustalane są przez państwo. Jeśli chodzi o system emerytalny, to co prawda część pieniędzy jest kierowana teraz do prywatnych funduszy, ale pieniądze te ściąga jak dawniej państwo i to ono ustala reguły gry, którym wszyscy obywatele muszą się podporządkować. Co do reformy administracyjnej, to polega ona wyłącznie na reorganizacji aparatu - powiaty to dalej de facto organy państwa, działające według państwowego prawa, wypełniające przydzielone im odgórnie zadania i co najważniejsze finansowane z budżetu państwa. Jeśli w systemie tym działają jakieś mafie, to są to te same mafie, które poprzednio działały w starych strukturach - nieformalne kliki działające wewnątrz formalnej organizacji państwowej, a obecnie również w tych organizacjach prywatnych, które - jak fundusze emerytalne - są z nią ściśle powiązane. A do łupienia społeczeństwa wykorzystują, tak jak poprzednio, oficjalny państwowy aparat skarbowy.
Wydaje mi się, że p. Jęczmyk, skupiając się na zjawisku powstawania w pewnych warunkach prywatnych organizacji mafijnych w sytuacji braku organizacji państwowej (i usiłując uogólnić wyciągnięte z tej obserwacji wnioski do stopnia przekraczającego granice absurdu), nie dostrzega bądź nie chce dostrzec innego, według mnie powszechniejszego zjawiska - zjawiska powstawania organizacji mafijnych będących niejako strukturami wtórnymi wobec państwa. Państwo samo jest właściwie odmianą mafii (autor „Nowego Średniowiecza” przeprowadza dość trafne porównanie między państwem, a grupą chuliganów, ale równocześnie zdaje się z niezrozumiałych dla mnie przyczyn wierzyć w to, że jednak państwo pod względem moralnym zasadniczo różni się na korzyść od takiej grupy czy mafii) i w miarę jego rozrostu pojawia się wokół niego szereg organizacji ściśle z nim współpracujących i pasożytujących za jego pośrednictwem na społeczeństwie, które chcąc nie chcąc je finansuje: firmy zawierające z nim kontrakty (bywa, że są to firmy powiązane z tą „normalną” mafią), zorganizowane grupy nacisku, rozmaite fundacje i fundusze… A i wewnątrz niego powstają coraz liczniejsze, coraz większe i coraz silniejsze nieformalne kliki zajmujące się redystrybucją państwowych - w teorii publicznych - pieniędzy do swoich prywatnych kieszeni. Im państwo jest większe - im ma więcej pieniędzy - tym zjawisko to ma większą skalę. Moim zdaniem właśnie takie zjawisko - a nie wyimaginowany przez p. Jęczmyka proces „samolikwidacji państwa” - zachodzi obecnie w Polsce. I dlatego, jak on pisze, „zwolennicy przedwczorajszych teorii liberalnych bąkają, że im mniej państwa, tym lepiej”.
Jacek Sierpiński
Powyższy tekst ukazał się także w piśmie "Najwyższy Czas!" z 2 października 1999.