Gazeta An Arché nr 41 - zamknięto 19 I 1997 przedruk w „Rojalista - Pro Patria” - pismo narodowo-konserwatywne, nr 1/97


PŁAĆ, JA CHCĘ STUDIOWAĆ!

„Zdecydowanie sprzeciwiamy się nauczaniu lekcji religii za pieniądze podatników” - stwierdził 13 stycznia br. w wypowiedzi dla „Życia” sekretarz Federacji Młodych Unii Pracy, Kornel Jobda. Tego samego dnia członkowie owej federacji wystawili pikietę pod rektoratem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. „Żądamy konstytucyjnego zapisu gwarantującego bezpłatne kształcenie w szkołach publicznych wszystkich stopni” - krzyczeli.

Tak więc dla Federacji Młodych UP (i, jak myślę, dla całej tej partii) zmuszanie ludzi do płacenia w podatkach na naukę religii jest czymś godnym potępienia, ale już zmuszanie tych samych ludzi do płacenia w podatkach na naukę np. kulturoznawstwa, teatrologii czy filozofii nie tylko na takie potępienie nie zasługuje, ale jest wręcz wysoce pożądane. Mimo głoszenia frazesów o tzw. „sprawiedliwości społecznej”, młodzi lewicowcy z UP nie widzą nic niesprawiedliwego w zmuszaniu większości społeczeństwa do finansowania kilku procent, które pragną pogłębiać swą wiedzę w dziedzinach uznanych tradycyjnie za domenę „szkolnictwa wyższego” (jakoś nie domagają się, by „bezpłatna”, tzn. finansowana z przymusowych podatków była np. nauka jazdy samochodem czy obsługi komputera, choć z pewnością więcej osób uczy się jeździć autem czy obsługiwać komputer niż studiować np. kulturoznawstwo, i choć są to umiejętności bardziej przydatne dla przeciętnego człowieka niż np. znajomość fenomenologii Husserla). Pod warunkiem oczywiście, że wybiorą uczelnię publiczną, pozostającą pod nadzorem rządu, a nie np. KUL czy PAT.

Ja osobiście wolałbym nie płacić ani na to, by czyjeś dzieci mogły zapoznać się z zasadami religii wyznawanej przez swoich rodziców czy opiekunów, ani na to, by ktoś zdobył wiedzę kwalifikującą go do postawienia przed imieniem i nazwiskiem literek „mgr”, „dr”, „dr hab.” czy „prof.”. Jeśli wiedza ta ma dać mu możliwości zarabiania pieniędzy w wyniku dobrowolnych umów rynkowych (jak w przypadku wykształcenia prawniczego, ekonomicznego czy politechnicznego), niech sam w to zainwestuje (spodziewam się, że w przypadku popłatnych zawodów nietrudno byłoby uzyskać kredyt), lub niech zainwestują w to ci, którzy są jego wykształceniem zainteresowani (rodzice, krewni, fundacje, przyszli pracodawcy, Unia Pracy itp.). Jeśli zaś nikt nie ma zamiaru dobrowolnie za korzystanie z tej wiedzy płacić (jak w przypadku większości filozofów czy teatrologów, pracujących na dotowanych z podatków uczelniach w celu produkcji dalszych filozofów i teatrologów - przypomina to społecznego raka - lub w innych placówkach budżetowych), to cóż - dla hobbysty nagrodą powinna być satysfakcja…

Jacek Sierpiński


Powyższy temat poruszają też artykuły Jacka Sierpińskiego Niech sczezną studenci i Czarka Studia za zagrabione.

gazeta_an_arche/plac_ja_chce_studiowac.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)