"Gazeta An Arché" nr 33 - zamknięto 25 II 1996
Cześć.
Po lekturze ulotki Libertarian Alliance, dołączonej do 30-stego nr GAA przemyślałem sprawę i oto jakie mi się nasunęły wątpliwości.
Głównie chodzi mi o fragment dotyczący przestępstw. Nie jestem mianowicie przekonany, że zasada: nie ma ofiary, nie ma przestępstwa jest właściwa. Rozumiem dążenie do uniemożliwiania manipulacji prawem, trzeba jednak wziąć pod uwagę przewidywane skutki takiej regulacji.
O ile się orientuję, na dzień dzisiejszy przepisy również uniemożliwiają wszczęcie jakiegokolwiek postępowania, jeśli nie wpłynie formalna skarga. Fakt, że są w tej regule wyjątki, spowodowane nadużyciami ze strony władzy. Zdarzają się próby arbitralnego rozstrzygania o tym, co jest dobre, a co złe dla ogółu obywateli. Podjęte na dodatek bez pytania się o zgodę samych zainteresowanych.
Są jednak pewne sytuacje, kiedy inicjatywa, powtarzam inicjatywa, a nie działanie od „A” do „Z” musi wyjść od strony tych, którzy mają obowiązek zapewnić nam bezpieczeństwo. (W końcu, płaci się za to). Mniejsza o to, czy będzie to policja, czy jakaś inna organizacja na miarę wolnościowych marzeń. Często bywa tak, że ofiara przestępstwa nie składa skargi, oficjalnie nie szuka pomocy. I to bynajmniej nie dlatego, że odpowiada jej zaistniały stan rzeczy.
Mogą być tego różne przyczyny: strach, czasem wstyd (często tak dzieje się z ofiarami gwałtu), uzależnienie od narkotyków, itp. Ktoś taki, pozostawiony samemu sobie, nie potrafi wyrwać się z magicznego kręgu zależności przyczyna-skutek.
Jeśli wiem np., że facet gwałci swoją córkę, wcześniej tłukąc ją do nieprzytomności, to nie mogę udawać, że tak nie jest, bo ona się nie skarży. Wystarczy zadać sobie pytanie, dlaczego się nie skarży. Po pierwsze dlatego, że nie za bardzo ma komu. A po drugie dlatego, że nie wierzy, i słusznie, w skuteczność pomocy. Najbliższe otoczenie w takich sytuacjach zazwyczaj bardzo skrupulatnie przestrzega zasady „niewtrącania się w nie swoje sprawy”. Organy powołane z urzędu do udzielania takiej pomocy są porażone biurokracją i ograniczone sprzecznymi przepisami. Zanim wykonałyby jakikolwiek ruch, poszkodowani mogliby tego z wiadomych względów nie dożyć. Nikt mi nie wmówi, że przykład, który podałem nie ma znamion cyt.: działania, które jest agresją przeciwko innym ludziom (…). A jest to przykład jak najbardziej z życia wzięty. Nie ma osiedla, ba - ulicy wolnej od podobnych problemów.
Nie ma ofiary, więc nie ma sprawy.
W myśl powyższej zasady autorzy ulotki wymieniają kilka przestępstw, które ich zdaniem nie powinny za przestępstwa uchodzić. Między innymi: (…) uprawianie seksu z osobami poniżej 15-stego roku życia za ich zgodą (…).
Jeszcze (…) czerpanie korzyści materialnych z cudzej prostytucji (…) byłem w stanie przełknąć, ponieważ nie da się tego zjawiska wyeliminować, i to zwłaszcza na drodze rozwiązań policyjno-represyjnych. Pamiętajmy jednak o tym, że nie wszyscy, którzy się prostytuują robią to jedynie z chęci zysku. Z tym problemem też należałoby coś zrobić. Wróćmy jednak do uprawiania seksu z dziećmi. (Jak ktoś ma mniej niż 15 lat, to z całą pewnością jest dzieckiem, a nie „osobą”). Ciekawi mnie np. jak może wyrazić swoją zgodę kilkumiesięczne niemowlę, ponieważ to również jest „osoba” poniżej 15-stego roku życia, przynajmniej mnie się tak wydaje. Zresztą nawet, pomijając wszystkie pośrednie etapy, niech ma piętnaście lat. Nie sądzę, aby „osoba” „nawet” 15-letnia była w pełni gotowa do podejmowania autonomicznych decyzji i do odpowiedzialności za nie. Gdyby tak było, rodzice nie wychowywaliby swojego potomstwa, a 15-latek mógłby np. odpowiadać przed sądem na tych samych zasadach, co pełnoletni. Tak się jednak nie dzieje. Człowiek jest istotą, która nie rodzi się z kompletem instynktownych norm i zachowań, tak jak np. niektóre zwierzęta. Dlatego rodzice, w miarę swych jednostkowych możliwości, muszą przygotować dzieci do życia w otaczającym je świecie. Nie ma jednoznacznie wyznaczonej granicy dorosłości, 18 lat to sztuczna, urzędowa granica. W naturalny sposób nie jest to możliwe, gdyż ludzie zbyt różnią się od siebie, dojrzewają z różną „prędkością”. Jedno jest pewne, „osoba” przed 15-stym rokiem życia z pewnością nie dojrzała do podejmowania wszystkich decyzji, również tych dotyczących sfery życia seksualnego. Jeśli komuś bardzo zależy, to poczeka, a i takiemu gówniarzowi czy gówniarze ten w sumie krótki okres wstrzemięźliwości nie zaszkodzi. Tym bardziej, że przepis ten jest raczej natury formalnej (gdyby karano wszystkich, trzeba by zbudować dużo więzień), pozostawia jednak możliwość działania w przypadku, gdy komuś dzieje się krzywda. Nie chodzi przecież o zakładanie pasów cnoty. Dlatego uważam, że bezwzględne wprowadzenie takiej zmiany w przepisach mogłoby przynieść jedynie mnóstwo szkód, przy niewymiernych korzyściach.
Marten
Ten tekst wywołał polemikę - kliknij tu.