"Gazeta An Arché" nr 33 - zamknięto 25 II 1996


MOJE 3 GROSZE Á PROPOS P. S.: Nazywam się anarchistą, bo jestem przeciwnikiem istnienia rządu, władzy (rozumianej jako agresja), a nie zysku. Nie utożsamiam zysku z władzą. Wszyscy ludzie dążą do zysku (do tego, by „mieli się lepiej”), choć mogą go różnie rozumieć - dla jednego zyskiem jest zdobycie większej ilości pieniędzy, dla drugiego zaimponowanie innym, dla trzeciego zdobycie lub rozszerzenie władzy, a dla czwartego święty spokój. Nawet jednak gdyby rozumieć zysk w czysto finansowo-materialnym sensie (co jest niezgodne z sensem, jaki temu słowu nadaje się w ekonomii), to moim zdaniem można osiągać go bez uciekania się do władzy i często tak faktycznie jest (np. jeśli ktoś sobie sam coś wyprodukuje czy wyhoduje, lub jeśli dwie osoby wymienią się nawzajem rzeczami, które są dla nich mniej wartościowe na rzeczy, które są dla nich bardziej wartościowe - jest tak zawsze (!), gdy wymiana jest dobrowolna). Osobiście uważam, że zniknięcie władzy przyniosłoby mi spory zysk, również w sensie finansowo-materialnym, i to jest przyczyna, dla której jestem anarchistą! Nie rozumiem przeciwstawienia „zaspokojenia potrzeb” „ambicjom” kontrolowania innych i posiadania prestiżu. Te „ambicje” to przecież także potrzeby pewnych ludzi, bez zaspokojenia których czują się oni źle i nieszczęśliwie. Potrzeby, których zaspokojenie (zwłaszcza tej pierwszej) kłóci się najczęściej z zaspokojeniem potrzeb innych ludzi. „Potrzeby” to to, czego ludzie rzeczywiście chcą, a nie to, czego powinni chcieć wg standardów jakiejś, choćby i słusznej, moralności. Jednak nawet wyłączając owe „ambicje” spod pojęcia „potrzeb” nie jest dla mnie jasne, że „ci, co dążą do zaspokojenia potrzeb są solidarni w tym dążeniu”. Jest tak, gdy ich potrzeby są tego rodzaju, że można zaspokoić je jedynie wspólnym, solidarnym wysiłkiem (np. właśnie demokracja szlachecka, przy pomocy której szlachta broniła się przed groźbą absolutyzmu i umacniała swoją dominację nad pozostałymi stanami, głównie chłopami, „Solidarność” z lat 1980/81 dążąca do obalenia władzy PZPR czy robotnicy strajkujący - każdy dla siebie! - o wyższe płace, krótszy czas pracy, bezpieczeństwo zatrudnienia itp.). Ale jeśli zaspokojenie potrzeb różnych ludzi jest ze sobą obiektywnie sprzeczne (np. dwaj mężczyźni pragnący żyć w monogamicznym związku z tą samą kobietą, dwaj podróżni chcący zająć ostatnie wolne miejsce w pociągu czy autobusie, dwaj chętni na posiadanie lub użytkowanie w danej chwili tej samej rzeczy, dwaj osiedlowi szewcy/piekarze/sklepikarze itp. pragnący utrzymać się z „zaspokajania potrzeb” tej samej grupy klientów, którzy są chętni dać w zamian jedynie tyle, by starczyło dla jednego) nie może być mowy o żadnym solidarnym działaniu, co najwyżej o poszukiwaniu sojuszników do solidarnego zwalczenia wspólnego konkurenta/wroga lub wymuszenia na nim ustępstw (patrz chłopi czy rybacy niszczący towary swoich zagranicznych kolegów i/lub wspólnie domagający się od państwa, by zamknęło dla nich granice, czy też średniowieczne cechy, których działalność jest właśnie dowodem na brak powszechnej solidarności w środowisku ówczesnych rzemieślników - zajmowały się głównie tłumieniem (przy pomocy władz) konkurencji istniejącej („partaczy”) i potencjalnej (utrudnianie czeladnikom zdobycia praw mistrza przez m. in. wygórowane opłaty za przyznanie tej „koncesji”), doprowadzając w końcu do wytworzenia się podziału klasowego na elitę dziedzicznych bogatych mistrzów i rzesze biednych czeladników-wyrobników zmuszonych u nich pracować - już w XIII w. tworzyły się związki czeladnicze walczące o interesy czeladników przeciwko monopolowi mistrzów). Robotnicy współpracują solidarnie jako robotnicy właśnie, dopóki strajkują o wydarcie pieniędzy od swych pracodawców czy państwa, ale robotnicy będący jednocześnie właścicielami swego przedsiębiorstwa są jednocześnie kapitalistami. Ciąży na nich odpowiedzialność odpowiedniego dostarczania kapitału w celu połączenia go ze swoją pracą, tak, by praca ta owocowała produkcją zapewniającą im utrzymanie i środki do zaspokojenia ich potrzeb. Jeśli tego zaniedbają, może się zdarzyć, że ich produkty nie znajdą nabywców lub że nie będą mieli czego zaoferować w zamian za surowce i energię, przedsiębiorstwo padnie i ich potrzeby pozostaną niezaspokojone. Nawet jeśli te potrzeby są odmienne od „ambicji” właścicieli i szefów wielkich koncernów, to z pewnością nie są odmienne od potrzeb chłopów, rzemieślników i drobnych kupców. Ci zaś podobnie jak wielcy kapitaliści organizują się co najwyżej w grupy interesu, których celem jest głównie walka z konkurencją, utrzymywanie odpowiednio wysokich cen, podział stref wpływów, obrona interesów danej grupy wobec władz, i domaganie się od nich przywilejów. Choć jest to zjawisko częstsze niż w świecie wielkich koncernów, bo organizować potrzebują się słabi, nie silni, to o ile przynależność do tych grup jest dobrowolna, nie obejmują one nigdy wszystkich producentów danej branży, a tym bardziej wszystkich branż naraz. Nie zajmują się też planowaniem i bezpośrednim zarządzaniem produkcją. Konkurencja, przynajmniej potencjalna, nie znika (i bardzo dobrze z punktu widzenia konsumenta). Współpraca zaś (właśnie współpraca, a nie konkurencja) poza obrębem grup interesu polega głównie na milionach dwustronnych, rzadziej wielostronnych umów handlowych. Na tej podstawie sądzę, że przedsiębiorstwa pracownicze nawet wówczas, gdyby dominowały (a zwłaszcza przy braku ingerencji państwa) współpracowałyby w podobny sposób, jak ci producenci, tworząc wielocentryczną, zmieniającą się sieć powiązań, a nie hierarchiczną, statyczną piramidę „republiki rad”. Nawet jednak, jeśli tu się mylę, myślę, że jest błędem tych syndykalistów, którzy uważają się za anarchistów postulowanie konkretnego sposobu współpracy ludzi w warunkach braku państwa (nawet jeśli chce się „kontroli pracowniczej”) zamiast kładzenia nacisku na to, że trzeba pozwolić ludziom (w tym pracownikom władającym swymi przedsiębiorstwami) współpracować ze sobą tak, jak chcą. Chyba, że w rzeczywistości ten sposób jest dla nich „jedynie słuszny” i ważniejszy od wolności jednostki, no, ale to już inna historia.

Jacek Sierpiński

gazeta_an_arche/polemika_z_ww._tekstem_janego.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)