"Gazeta An Arché" nr 54 - zamknięto 7 XI 1998


Policja nadal czuje się bezkarna

Czytelnicy „GAA” zapewne przyzwyczaili się już do regularnie powtarzających się informacji o poczynaniach naszych „stróżów prawa”. Pora na kolejny odcinek tego „serialu” - tym razem ofiarą panów policjantów padł publicysta dziennika „Rzeczpospolita”, Tomek Teluk. Oddajmy mu głos:

„Incydent miał miejsce 29.09.98. 28.09.98 ok. 2200 wraz z przyjaciółmi zaparkowałem samochód na ulicy Bema przy skrzyżowaniu z Wolską. Samochód był zaparkowany prawidłowo. Na hamulec ręczny i na dźwignię zmiany biegów założona była blokada antywłamaniowa. W mieszkaniu mego przyjaciela Dimitra Słupczyńskiego na ul. Wolskiej 91/48 przebywaliśmy do ok. 120 pijąc alkohol i słuchając jazzu. Piłem alkohol i nie chciałem prowadzić. Zamówiłem więc taksówkę z firmy EuroTaxi (nr tel. 8222222) przez mój telefon komórkowy. Wraz ze świadkami zdarzenia: Piotrem Ziębą i Robertem Staszkiewiczem zeszliśmy na dół. Ponieważ miałem coś do zabrania z samochodu, postanowiliśmy zaczekać wewnątrz do czasu przyjazdu taksówki. Nagle z zaparkowanego nieopodal radiowozu wyszło dwóch agresywnych policjantów. W wulgarny i arogancki sposób zażądali dokumentów i kazali mi iść do radiowozu, co uczyniłem. W ciągu całego zdarzenia kluczyki od samochodu miałem w kieszeni. Nie postawiono mi żadnych konkretnych zarzutów i powodu zatrzymania. Na moje pytanie o powód takiego obrotu sprawy, jeden z policjantów odparł: „Nie stawiaj się, bo dostaniesz wpierdol”. Pobiciem straszono mnie jeszcze kilkakrotnie, również na komendzie do której mnie zawieziono.

Policjantami byli ludzie z Wydziału Zabezpieczenia Miasta KSP: st. post. Artur Siwek, st. post. Dariusz Juszczyk, post. Jarosław Burowski.

Zawieziono mnie na IV Komendę Rejonową Policji. Tam zabrano mi dokumenty i próbowano na mnie wymusić, bym przyznał się, że zatrzymano mnie podczas jazdy po pijanemu. Ja jednak nie ruszyłem samochodu z miejsca parkowania, o czym świadczyła blokada antywłamaniowa, która pozostała nie zdjęta. Widzieli ją świadkowie zdarzenia oraz holujący pan Zając, a także pracownicy parkingu depozytowego. Po badaniu alkomatowym powiedziano, że albo samochód zostanie odholowany, albo zjawi się ktoś, komu go przekażę. Wcześniej odmawiano mi podania numerów identyfikacyjnych (zapamiętałem jeden z nich: 10308) i adresu wolskiego komisariatu. Kiedy mój kolega Robert Staszkiewicz przybył w końcu pod komendę - nie wpuszczono go do środka. Następnie oświadczono mi, iż samochód zostanie odholowany, mimo że mógł stać tam, gdzie stał i był doskonale zabezpieczony”.

Wkrótce po tym incydencie Tomek złożył skargę do naczelnika wydziału inspekcji Komendy Stołecznej Policji, domagając się zwrotu prawa jazdy, zwrotu poniesionych kosztów (holowanie 305 zł, parking depozytowy 18,75 zł) oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec odpowiedzialnych zań policjantów. Sprawa znalazła się w sądzie. Jednocześnie rozpoczął zbieranie materiałów do artykułu o nadużyciach policji, który ma zamiar opublikować w „Rzeczpospolitej”.

Wszyscy mogący wesprzeć Tomka informacjami proszeni są o nadsyłanie ich pocztą elektroniczną na adres telsidek@friko.onet.pl lub zwykłą pocztą na adres „GAA”.

(js)

P. S. Mariusz Modzelewski, student Politechniki Śląskiej pobity w zeszłym roku przez funkcjonariuszy policji drogowej na trasie do Zakopanego (szczegóły sprawy można było przeczytać m. in. w „GAA” nr 48 i 51), który postanowił ujawnić szczegóły sprawy na założonej przez siebie stronie internetowej, został w październiku br. oskarżony o pomawianie i znieważanie policjantów i prokuratorów. Wcześniej prokuratura wytoczyła mu sprawę o „czynną napaść” na owych policjantów. Natomiast od trwającego już kilka miesięcy śledztwa przeciwko policjantom, wszczętego wskutek skargi Mariusza o pobicie, prokuratura odstąpiła - jedynym wyjściem dla Mariusza stało się założenie sprawy z oskarżenia prywatnego.

gazeta_an_arche/policja_nadal_czuje_sie_bezkarna.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)