"Gazeta An Arché" nr 60 - zamknięto 12 XII 1999


Polityka zamachów - fantazja czy proroctwo?

„Wokół szyi monarchy zawsze powinna być pętla. To pozwala zachować mu właściwą postawę” - stwierdza w pewnym momencie (ledwo uciekłszy przed niesprawiedliwym wyrokiem śmierci wydanym nań przez właściciela i jedynowładcę kosmicznego osiedla, w którym mieszkał) główny bohater fantastyczno-naukowej powieści Roberta A. Heinleina „Kot, który przenika ściany”. Kilka lat temu pewien Amerykanin, Jim Bell, zaproponował w opublikowanym w Internecie artykule „Polityka zamachów” („Assassination Politics”) sposób na to, by, wykorzystując dzisiejsze zdobycze techniki, zastosować tę zasadę nie tylko do monarchów, ale do wszelkich polityków i funkcjonariuszy rządowych w ogóle.

Pomysł p. Bella opiera się na wykorzystaniu wynalazków ostatnich lat, takich jak Internet, „cyfrowa gotówka” (digital cash) i nie dające się w praktyce złamać szyfry z kluczem publicznym. Obecnie nie są one jeszcze powszechnie stosowane, ale za parę lat… Wyobraźmy sobie, że grupa osób (takich grup może być zresztą więcej) organizuje w Internecie pewną szczególną „loterię”: kto będzie potrafił prawidłowo przewidzieć datę zgonu danego polityka (np. urzędującego prezydenta, prokuratora generalnego czy gubernatora jakiegoś stanu), dostanie określoną nagrodę (np. milion dolarów). Uczestnicy owej „loterii” mogą wziąć w niej udział całkowicie anonimowo, wysyłając pocztą elektroniczną (np. przez łańcuch tzw. remailerów, co uniemożliwia sprawdzenie, skąd przesyłka była nadana) na adres organizatorów określoną (stosunkowo niewielką) ilość „cyfrowej gotówki” oraz swoją prognozę, zaszyfrowaną swoim kluczem publicznym. Tajemnicą pozostaje tu nie tylko tożsamość autora prognozy, ale i - póki co - treść tej ostatniej: bez prywatnego klucza jej autora nikt nie jest w stanie jej odczytać. Zaszyfrowana prognoza jest ogólnie dostępna w Internecie, na dowód, że została poczyniona przed jej ewentualnym spełnieniem się.

Organizatorzy umywają ręce od tego, czy autor prognozy przyczyni się sam lub z czyjąś pomocą do jej spełnienia. Jednak wysokość tak nagrody, jak i opłaty za uczestnictwo jest pomyślana tak, by mu się to opłacało. Przypuśćmy, że istotnie osoba X, zgonu której dotyczyła prognoza, umiera we wskazanym w tej prognozie dniu. Autor prognozy może wówczas przesłać organizatorom (także anonimowo) swój klucz prywatny do odszyfrowania jego prognozy. Wysyła im także odpowiednią ilość wygenerowanego u siebie materiału na „cyfrową gotówkę”, który po sprawdzeniu wyniku prognozy i „podpisaniu na ślepo” przez bank organizatorów zostaje zaszyfrowany publicznym kluczem autora prognozy (oczywiście nie jego standardowym publicznym kluczem, ale specjalnie wygenerowanym tylko do tego celu i przesłanym organizatorom razem z materiałem na „cyfrową gotówkę”) i umieszczony na szeregu publicznie dostępnych serwerów w Internecie. Tak przygotowaną „wygraną” autor zwycięskiej prognozy może sobie w anonimowy sposób ściągnąć do swego komputera - może to zrobić wprawdzie także ktokolwiek inny, ale tylko on będzie mógł to odszyfrować (przy pomocy swojego klucza prywatnego stanowiącego parę z wyżej wspomnianym kluczem publicznym) i następnie tak przetworzyć „ślepo podpisane” pliki „cyfrowej gotówki”, by były gotowe do użytku. Technika „podpisywania na ślepo” („blind signature”) gwarantuje, że nikt nie będzie w stanie sprawdzić pochodzenia tak spreparowanej „cyfrowej gotówki” - nawet bank, który ją podpisywał.

Pieniądze na nagrodę organizatorzy zdobywają również anonimowo, w postaci „cyfrowej gotówki” zaszyfrowanej ich kluczem publicznym, od osób, którym zależy na wyeliminowaniu osoby X. Jeśli osoba X jest bardzo nielubiana, nagroda za trafne przewidzenie daty jej zgonu może być bardzo wysoka. P. Bell pisze:

„Jeśli zaledwie 0,1% populacji [Stanów Zjednoczonych], jedna osoba na tysiąc, będzie chętna zapłacić jednego dolara za to, by zobaczyć jakiegoś rządowego obrzydliwca martwym, to w efekcie za jego głowę zostanie wyznaczona nagroda 250000 dolarów”. Niewątpliwie mogłyby znaleźć się osoby, w przypadku których nagroda ta byłaby o wiele większa.

Zdaniem p. Bella fakt, że zarówno ofiarodawcy, jak i - przede wszystkim - autorzy „prognoz” (spodziewani zabójcy lub organizatorzy zabójstw) pozostają w tym systemie całkowicie anonimowi (przy obecnych środkach technicznych nikt nie jest w stanie odkryć ich tożsamości ani przesłuchując organizatorów (bo ci jej też nie znają), ani sprawdzając numery banknotów, ani podsłuchując transmisje, ani organizując prowokacje) usunie podstawowe bariery, które dotychczas uniemożliwiały sprawne masowe organizowanie takich zamachów. „W historii [dotychczas] nie było zasadniczo możliwe odpowiednie umotywowanie zamachowca, zapewniając jego bezpieczeństwo i anonimowość również, jeśli nie głównie, dlatego, że nie było możliwe zapłacenie mu w sposób uniemożliwiający wyśledzenie [tej transakcji] i zapewnienie milczenia wszystkich potencjalnych świadków. Nawet jeśli ktoś byłby chętny zginąć w takim akcie [zamachu], to chciałby wiedzieć, że wybrani przez niego ludzie otrzymają nagrodę - ale jeśli istniałaby możliwościach identyfikacji, to sami staliby się celem odwetu” - pisze autor „Polityki zamachów”. Z drugiej strony, trudno byłoby pociągnąć do odpowiedzialności prawnej (w każdym razie w warunkach amerykańskich) organizatorów „loterii”, którzy nie znaliby ofiarodawców ani autorów prognoz i nie namawialiby oficjalnie nikogo do popełnienia morderstwa. P. Bell rozważa wprawdzie możliwość, że zagrożeni politycy chcieliby rozprawić się z nimi nieoficjalnie, ale dochodzi do wniosku, że mimo wszystko zorganizowanie takiej „loterii” byłoby możliwe. Wskazuje, że zawsze znajdowali się ludzie wystarczająco zdeterminowani, by ryzykować choćby i życie dla jakiejś idei, np. „każdy, kto na ochotnika szedł na wojnę z Hitlerem” lub też Ojcowie-Założyciele Stanów Zjednoczonych Ameryki, którzy „ryzykowali życie po to, by zrzucić jarzmo rządu, który wedle ówczesnych standardów wcale nie był taki zły”. Organizatorzy „loterii” byliby „rzeczywistymi ludźmi, z opublikowanymi adresami, którzy po prostu zdecydowali, że mają dość obecnego systemu i zamierzają uczestniczyć w absolutnie legalnym, zgodnym z obowiązującym w tym kraju prawem przedsięwzięciu - i niech rząd ośmieli się ich powstrzymać”. Dla zminimalizowania ryzyka autor „Polityki zamachów” proponuje na zorganizowanie „loterii” wybrać moment kampanii wyborczej, gdy Kongres nie obraduje. Aby zapewnić sobie darmową reklamę, organizatorzy ogłosiliby na początek, że przyjmują zakłady na przewidywaną długość życia mianowanych oraz wybranych polityków i urzędników oraz każdego, kto będzie próbował ich powstrzymać. W ostateczności organizatorzy mogą przenosić się z jednego kraju do drugiego, wciąż utrzymując swoje przedsięwzięcie w globalnej sieci.

Jakie mogą być polityczne skutki zorganizowania takiego przedsięwzięcia? Zdaniem p. Bella, „nie byłoby już dłużej wybieranych ludzi, którzy (…) opodatkowują nas na śmierć, kontrolują nas na śmierć, (…) wysyłają wynajętych zabójców, gdy sprzeciwiamy się ich życzeniom”. Bycie politykiem w dzisiejszym rozumieniu tego słowa przestanie być opłacalne. System, jak się wytworzy, będzie jeśli nie całkowicie anarchistyczny, to co najwyżej minarchistyczny („państwo minimalne”), ponieważ „żadna duża struktura rządowa nie będzie mogła przetrwać w obecnej formie”. Być może przestanie być potrzebna armia, bo za „przewidzenie śmierci” zagranicznych polityków będzie można wyznaczyć nagrodę tak samo, jak w przypadku polityków rodzimych. „Rozważcie, jak mogłaby zmienić się historia, jeśli można byłoby „sprzątnąć” Lenina, Stalina, Hitlera, Mussoliniego, Kim Ir Sena, Ho Szi Mina, Chomeiniego, Saddama Husajna, Muammara Kadafiego i różnych innych, w razie potrzeby wraz z ich ewentualnymi następcami, kosztem paru milionów dolarów, a nie miliardów dolarów i milionów zabitych stanowiących koszta wojen” - pisze autor „Polityki zamachów”. Jego zdaniem polityczni przywódcy, choć mieli i mają obecnie możliwości rozprawiania się z przywódcami wrogich państw przy pomocy zamachów, rzadko korzystają z tej możliwości, ponieważ istnieje między nimi swego rodzaju „układ”: nie będziemy wzajemnie narażać się na śmierć wynajmując zamachowców, raczej niech zginą miliony naszych żołnierzy, a nawet cywili (dla węszących tu spiskową teorię dziejów: taki „układ” może wytworzyć się nawet bez faktycznego układania się stron, podobnie jak np. w okopach I wojny światowej wytworzył się „układ” między żołnierzami wrogich obozów, wbrew intencjom ich dowódców, polegający na tym, że strzelali oni tak, by wyrządzić drugiej stronie jak najmniej krzywdy - wiedząc, że próba wyrządzenia krzywdy prawie na pewno spotka się z odwetem). Podobnie może przestanie być potrzebna policja, ponieważ „politykę zamachów” można zastosować również do rozprawiania się z przestępcami. P. Bell podaje tu przykład miasta zagrożonego przez złodziei samochodów. Jeśli w mieście jest milion właścicieli samochodów, to wystarczyłoby, by każdy płacił jednego centa dziennie na poczet nagrody za „przewidzenie daty zgonu” jakiegokolwiek złodzieja samochodów, by dało to dziesięć tysięcy dolarów dziennie na poczet takiej nagrody. Wg p. Bella, jest to suma wystarczająca, by skusić samych kumpli złodzieja do „sprzątnięcia” go, co w efekcie uniemożliwi rozwój złodziejskich gangów. Nie będzie także, jak obecnie, przestępców chronionych przez powiązania polityczne, ponieważ takie powiązania nie będą stanowiły już wystarczającej ochrony.

Co z „przestępstwami bez ofiar” - takimi jak zażywanie, produkcja czy sprzedaż narkotyków, hazard, prostytucja i czerpanie z niej zysków, rozpowszechnianie pornografii? Autor „Polityki zamachów” uważa, że w takim systemie przestaną one być de facto przestępstwami. „Przeciętna (nie poddana propagandzie) jednostka nie będzie zbytnio zainteresowana (…) karaniem czynu, który nie czyni z nikogo ofiary. Bez dużego, centralnego rządu doglądającego propagandy, ogół będzie widział takie czyny jako nieprzestępcze”. Według mnie jest to mimo wszystko kwestia dyskusyjna - można sobie wyobrazić np. rozmaitych fanatyków masowo składających się na nagrody za „przewidzenie daty zgonu” handlarzy narkotyków, właścicieli burdeli czy choćby „bluźnierców” w rodzaju Salmana Rushdiego - wprawdzie p. Bell deklaruje, że gdyby to on organizował takie przedsięwzięcie, przyjmowałby - jako wolnościowiec - zakłady tylko o daty zgonu osób łamiących zasadę nieagresji (tj. polityków i urzędników utrzymujących się z podatków oraz przestępców realnie wyrządzających komuś krzywdę), ale przecież mogłoby istnieć więcej organizatorów takich „loterii”. Autor „Polityki zamachów” zakłada zresztą taką możliwość, rozważając kwestię, czy celem zamachowców może stać się przeciętny zjadacz chleba. W tym przypadku argumentacja p. Bella wydaje się być przekonująca: przeciętnemu zjadaczowi chleba nie będzie groziło większe niebezpieczeństwo stania się ofiarą zamachu niż obecnie, ponieważ po pierwsze nie jest on osobą publicznie znaną i co za tym idzie jego los jest większości ludzi obojętny - zaś aby zgromadzić sumę wystarczającą do umotywowania zamachowca potrzeba wpłat wielu osób (chyba, że ktoś ma bogatego wroga chcącego wydać dużo pieniędzy na jego „sprzątnięcie” - ale wówczas i obecnie grozi mu niebezpieczeństwo), po drugie zaś jest prawdopodobne, że ludzie nie chcieliby korzystać z usług „loterii” przyjmującej zakłady na każdego, ponieważ jej prosperowanie nie byłoby w ich interesie - któregoś dnia sami mogliby znaleźć się na „celowniku”. Odpierając argument, że „polityka zamachów” mogłaby być wykorzystana do zwalczania politycznych mniejszości - np., że członkowie establishmentu chcieliby w ten sposób wyeliminować przywódców wolnościowców, p. Bell twierdzi, że wolnościowcy nie potrzebowaliby żadnych przywódców, nie chcąc nikogo kontrolować ani osiągnąć politycznej władzy. Ostatecznie jednak autor „Polityki zamachów” w dalszej części swojego artykułu (napisanej później - de facto jest to szereg artykułów napisanych w sporych odstępach czasu) przyznaje, że nie widzi możliwości powstrzymania kogoś, kto organizowałby taką „loterię” wybierając swoje „cele” na podstawie innych kryteriów niż zasada nieagresji, zwłaszcza jeśli działałby również anonimowo (opisana wyżej procedura wynagradzania autorów prawidłowych „prognoz” wymaga nieanonimowych organizatorów ze względu na to, że środki do wytworzenia „cyfrowej gotówki” na nagrodę byłyby pobierane z ich konta; można sobie jednak również wyobrazić, że byłaby to „fizycznie” ta sama „cyfrowa gotówka”, którą przysyłają ofiarodawcy, wówczas sami organizatorzy mogliby również teoretycznie działać anonimowo - to już moja dywagacja, autor „Polityki zamachów” nie wgłębia się tu w szczegóły, jakby to mogło funkcjonować, ale wspomina o takiej możliwości). „Jestem więc zmuszony zaakceptować to, że nie mogę narzucić „silnie ograniczonego” systemu, który gwarantowałby, że nie będzie „niesprawiedliwych” śmierci: mogę po prostu kontrolować swój mały kawałek na ziemi i nie uczestniczyć w krzywdzeniu innych”. Argumentuje jednak, że mimo wszystko i tak to będzie lepsze od tego, co mamy obecnie, zaś możliwość nadużywania „polityki zamachów” nie jest przeciw niej większym zarzutem niż możliwość dokonywania przestępstw przy pomocy posiadanej broni palnej jest zarzutem przeciwko swobodzie posiadania takiej broni. Zresztą tak naprawdę, czy chcemy tego, czy nie, czas „polityki zamachów” i tak nadejdzie prędzej czy później, jeśli tylko niełamalne w praktyce szyfry, „cyfrowa gotówka” i Internet wystarczająco się rozpowszechnią. Będzie to tak samo nieuchronne, jak powstanie broni palnej po wynalezieniu prochu - konkluduje p. Bell. „Być może jestem trochę niedojrzały mówiąc to, ale cieszę się, że będziemy wolni. Jestem przeświadczony, że nie ma alternatywy. (…) Proszę zrozumieć, będziemy wolni”.

Kto wie, może coraz bardziej natarczywe próby ograniczenia przez rządy stosowania elektronicznych szyfrów (we Francji szyfrowanie danych jest zakazane,, w USA stosowane są ograniczenia eksportowe na tzw. „mocną kryptografię”, zaś swego czasu było głośno o pomyśle wprowadzenia standardu szyfrowania zezwalającego władzom na odszyfrowywanie wiadomości zaszyfrowanych przy użyciu tego standardu), rozwijanie globalnego systemu podsłuchu (tzw. projekt Echelon) oraz fundusze wydawane na skonstruowanie tzw. „komputera kwantowego” (w teorii byłby on zdolny łamać szyfry uznawane obecnie za „niełamalne”) biorą się z tego, że rządzący establishment jest świadomy zbliżającego się śmiertelnego - dosłownie - zagrożenia?

Jacek Sierpiński


Oryginalny tekst „Assassination Politics” można przeczytać w Internecie pod adresami:

http://www.zolatimes.com/v2.26/jimbell.htm

http://www.ugcs.caltech.edu/~phoenix/old/Publ/ass0.html

http://members.xoom.com/nosacredcows/assassination_politics.html


Powyższy tekst ukazał się także w piśmie "Najwyższy Czas!" z 11 grudnia 1999.

gazeta_an_arche/polityka_zamachow_-_fantazja_czy_proroctwo.txt · ostatnio zmienione: 2011/02/13 02:14 przez tosiabunio