"Gazeta An Arché" nr 29 - zamknięto 17 IX 1995


Sarmacki republikanizm po raz trzeci

Poprzednio pisałem o szlacheckim republikanizmie w I Rzeczypospolitej. Robiłem to głównie pod kątem nakreślenia pewnych pomijanych aspektów konfliktu, który można w uproszczeniu nazwać konfliktem „Konstytucji” 3 maja i Targowicy, albo też sporem o republikańską tradycję ustrojową. Starałem się wskazać na te elementy owej tradycji, które moim zdaniem zasługują na uznanie lub co najmniej na dokładniejsze zbadanie, a utarte i umacniane stereotypy temu nie służą. Jednak realnie istniejące ustroje oraz dominujące w danym okresie przekonania polityczne mają to do siebie, że nie muszą się w całości podobać lub nie podobać - przeciwnie, obok plusów mają też zazwyczaj jakieś minusy. I tym razem będzie mowa o tych ostatnich, przy czym zdaję sobie sprawę, iż przez innych mogą być one uznane za pozytywy. Wszystko zależy od kryterium oceny. W tym przypadku będzie nim zachowanie faktycznej funkcjonalności przy maksymalnym udziale wolności (więc nie wolność sama).

Skoncentruję się na zagadnieniach: wolności, liberum veto, prawa i własności (z tym, że kolejne są uzależnione od pierwszego). Poprzednio wspominałem o większym zakresie wolności politycznej w Rzplitej niż w większości innych państw (Anglii, Francji itd.). Jeśli jednak za główne kryterium wolności uznamy nie zakres „aktywnego obywatelstwa”, ale na przykład równość wobec prawa czy zakres niepolitycznych swobód obywatelskich przysługujących całej ludności państwa, takich, jak wolność poruszania się, zdobywania majątku, bronienia swych interesów przed bezstanowym sądem oraz prawo niższych warstw społecznych do wolności słowa, zgromadzeń, itp., wówczas porównanie z wieloma krajami wypadnie na niekorzyść szlacheckiej Rzplitej (na Zachodzie Rzeczpospolita przez wielu pisarzy, m. in. przez wspominanego poprzednio Montesquieu, była opisywana jako kraj powszechnego niewolnictwa - chodzi o chłopów - i wszechmocy nielicznych, w którym nie ma żadnego ustroju). Ta dysproporcja między dwiema sferami wolności daje się łatwo wyjaśnić za pomocą Constantowskiej czy Berlinowskiej typologii odróżniającej wolność pozytywną („starożytną”, „do”) od wolności negatywnej („nowożytnej”, „od”). Nawet ujmując obie jako „wolność do”, po stronie „starożytnej” mamy ideał „republikańsko-demokratyczny”, po „nowożytnej” ideał „liberalno-indywidualistyczny”. Liberalizm sprzężony jest z indywidualizmem (podmiotem wolności jest dla niego jednostka posiadająca niezbywalne, prepolityczne prawa człowieka). Demokracja sprzężona jest z etosem kolektywizmu (centralnym pojęciem nie jest wolność jednostki, ale „wola ludu”). Jest to słuszne dla klasycznej, populistycznej i szlacheckiej demokracji, nie jest natomiast dla demokracji liberalnej (czyli połączenia demokracji z liberalizmem), dziś niesłusznie utożsamianej z demokracją jako taką. Polska szlachta egzekwowała swoją wolność wspólnotowo, na forum publicznym, sejmikach, Sejmie i na polu elekcyjnym (jej charakterystycznym zawołaniem było „kupą, mości panowie, kupą!”). Klasyczny liberalizm zrodził się w innych warunkach i towarzyszyły mu inne wartości (etos indywidualizmu i pracy, ludzi polegających wyłącznie na sobie, ale i nie odmawiających pomocy i czułych na los innych, ludzi nie lękających się samotności, w ciężkim trudzie mnożących swe bogactwa).

Osobliwością demokracji szlacheckiej w Rzplitej było liberum veto. Bywa ono często interpretowane jako skrajny przejaw „polskiego indywidualizmu”, „polskiej anarchii”, gwarancja wolności - jako takie wychwalają je często polscy anarchiści. Moim zdaniem liberum veto wyrażało raczej etos archaicznego kolektywizmu, wynikało ono z przekonania, że decyzje dotyczące zbiorowości powinny być podejmowane jednomyślnie. W przypadku różnicy zdań mniejszość powinna uznać, że była w błędzie i przyłączyć się do większości, a nie jedynie podporządkować się woli większości przy zachowaniu swego odrębnego zdania. W praktyce oznaczało to ogromną presję większości na mniejszość, pranie mózgu (opozycja powinna wyjść nie tyle pokonana, co przekonana), fałszowanie protokołów, roznoszenie na szablach. W zbiorowości mocno zintegrowanej i ożywionej „republikańską cnotą” wypadek zerwania Sejmu i unieważnienia wszystkich jego decyzji mógł zdarzyć się jedynie w sytuacjach naprawdę wyjątkowych. Jednak społeczność szlachecka takim ideałem nie była i odchodziła od niego w coraz szybszym tempie. Dodatkowo doszła argumentacja religijna: niemożność uzyskania jednomyślności w Sejmie traktowana była jako ewidentny wyraz braku błogosławieństwa bożego, jako dowód, że zgromadzenie sejmowe znajduje się na złej drodze i że Duch Święty wspiera swą mocą protestującego posła, z czego wyprowadzano wniosek, że wszelkie decyzje trzeba odłożyć na później. Jednym z efektów było to, że ważne i pilne decyzje nie były podejmowane (bo ich nie poruszano lub je wetowano). Oczywiście liberum veto ma na swym koncie również wiele zasług, ale nie o nich chcę dzisiaj mówić. Miało ono m. in. bronić wolności szlachty (obawiano się, że zręczny król czy magnat przekupi większość, takie przypadki były nagminne za granicą) i przez długi czas dość skutecznie broniło, ale kiedy z groźby przemieniło się w rzeczywistość okazało się, że nie trzeba przekupywać większości, wystarczy przekupić lub wesprzeć mniejszość. Przekonanie, że wymóg jednomyślności zabezpieczy wolność okazało się w skutkach gorsze, niż przekonanie (protoliberalne), że najlepiej zabezpieczy ją ograniczenie zakresu władzy politycznej (wszystko jedno, czy parlamentu, czy króla).

Niechęć do ograniczenia wszechwładzy zbiorowego władcy czymkolwiek oprócz wymogu jednomyślności nie tylko wydawała na jego pastwę resztę mieszkańców, ale i w chwili, gdy zabrakło „cnoty republikańskiej” objawiła się narastającym bezprawiem. Zwłaszcza, że politycznemu kolektywizmowi towarzyszyły niechęć do prawa oraz do własności.

W Rzplitej prawo rzymskie, wyraźnie odróżniające „prawo prywatne” od „prawa publicznego” spotkało się z aktywnym oporem szlachty i nie zapuściło korzeni. Szlachta obawiała się, że prawo rzymskie może być użyte do ograniczenia jej zbiorowej wszechwładzy. Poza tym kolektywny suweren nie życzył sobie, aby prawa Rzeczypospolitej były interpretowane lub komentowane przez niezależną „kastę” prawników zawodowych. Wreszcie obawiano się, że rzymskie prawo prywatne, podkreślające absolutny charakter prywatnej własności oraz nienaruszalność prywatnych kontraktów, traktowanych jako umowy między równouprawnionymi jednostkami, znacznie wzmocni pozycję prawną całej formalnie wolnej ludności państwa (głównie mieszczan), podważając w ten sposób wszechwładzę stanu rządzącego.

Republikanie szlacheccy byli na ogół ideologami merkantylizmu (później łączyli go często z niektórymi poglądami fizjokratów - ziemię i jej płody uznawali za jedyne źródło bogactwa) i popierali prawo do ingerencji władzy politycznej w życie gospodarcze, a nawet traktowali własność prywatną jako prawo warunkowe, które można odebrać lub zawiesić w interesie „dobra wspólnego”, czyli zbiorowej władzy. Nie zamierzano w żaden sposób ograniczać tej zbiorowej władzy, a gwarancja dla własności byłaby takim ograniczeniem.

Kolektywna, jednomyślna wszechwładza wspólnoty, bez ograniczeń, niechętna dla indywidualności, prawa (nadrzędnego względem niej), własności nie była oczywiście typowo polskim wynalazkiem (choć wśród skomplikowanych społeczeństw u nas funkcjonowała najlepiej). Jako idea pojawia się do dnia dzisiejszego, warto jednak zdawać sobie sprawę z jej konsekwencji.

Stanisław Górka

gazeta_an_arche/sarmacki_republikanizm_po_raz_trzeci.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)