"Gazeta An Arché" nr 44 - zamknięto 25 V 1997
Jako że bardzo lubię szperać w historii, chciałbym opisać na łamach „GAA” wydarzenie, które miało miejsce w roku 1920 w Stanach Zjednoczonych, a którego bohaterami byli ludzie związani z kręgami anarchistycznymi. Myślę, że warto się z tym zapoznać.
Bymbyn
To samo prawo dla wszystkich?
15 kwietnia 1920 r. kilka osób dokonuje w Massachusets zuchwałego napadu na kasjera firmy obuwniczej, mającego przy sobie 16 tys. dolarów. W wyniku wymiany ognia ginie konwojent, a kilka godzin później umiera od ran kasjer. W wyniku szeroko zakrojonej akcji policji, która zwraca się do obywateli z apelem o informacje na temat śniadych cudzoziemców widzianych na miejscu zbrodni, zatrzymani zostają podejrzani: 28-letni szewc Nicole Sacco i 32-letni sprzedawca ryb Bartolomeo Vanzetti. Zatrzymani mają przy sobie broń i mętnie się tłumaczą, co robili w wieczór zabójstwa. Gliniarze aresztują ich i konfrontują ze świadkami napadu. Tylko kilka osób rozpoznaje Sacco i na dodatek nie są tego pewni. Mimo to Sacco i Vanzetti zostają oskarżeni o zabójstwo.
Wyjaśniam, że ich aresztowanie miało miejsce w samym środku „antybolszewickiej gorączki”, gdy w USA histeria związana z proklamowaniem przez Rosję światowej rewolucji była w szczytowym momencie swego istnienia.
W toku prowadzonych przez gliny działań wyjaśniono, że Sacco i Vanzetti wyemigrowali do Stanów w 1908 r. Obaj pozostawali pod wpływem filozofującego anarchisty o nazwisku Luigi Galleani, zwolennika obalenia kapitalizmu. Dodatkową ujmę w oczach prokuratora stanowił fakt, że aby uniknąć poboru i uczestnictwa w I wojnie światowej obaj wyjechali do Meksyku.
W trakcie śledztwa przyznali, że w dniu zabójstwa szukali samochodu, aby przewozić nielegalną literaturę. Posiadanie broni i wykrętne odpowiedzi wystarczyły, aby oskarżyć ich o napad i zabójstwo.
Ich sprawę rozpatrywał sędzia Thayer. W trakcie rozprawy czterech świadków rozpoznało Vanzettiego, a siedmiu Sacco jako morderców kasjera i konwojenta. Jednak dwunastu świadków obrony zaświadczyło, że obydwaj byli w zupełnie innym miejscu. Cóż, w trakcie rozprawy ustalono, że pociski znalezione na miejscu przestępstwa zostały wystrzelone z pistoletu, który miał przy sobie Sacco w momencie aresztowania. Ale nie zdołano ustalić, czy pistolet, który miał przy sobie Vanzetti był tym, który zabrano zabitemu strażnikowi. Pomimo szeregu wątpliwości w dniu 14 lipca 1920 r. skazano ich na karę śmierci.
Ich obrońcy składali kolejne rewizje, które były odrzucane. Wielu ludzi w kraju i za granicą zaczęło protestować przeciwko wyrokowi, który ich zdaniem zapadł nie za przestępstwo kryminalne, lecz za niepopularne poglądy polityczne oskarżonych. Wykonanie odroczono do 1927 r. Znaleziono faceta, który wyznał, że w napadzie 1920 r. obaj skazani nie strzelali do kasjera i ochroniarza. Pomimo tego sąd odrzucił kolejną apelację obrony. Wiosną 1927 r. profesor prawa Uniwersytetu Harvarda, Feliks Frankfurter, późniejszy sędzia Sądu Najwyższego potępił proces pisząc, że na sali panowała czerwona histeria. Jego protesty przyniosły nową falę oburzenia społeczeństwa. Powołano komisję, która rozpatrzyła ponownie sprawę anarchistów. Niestety, nic nie pomogło i w 1927 r., 23 sierpnia najpierw Sacco, a potem Vanzetti ponieśli śmierć na krześle elektrycznym.
„Niech żyje anarchia” - oto ostatnie słowa Sacco.
„Jestem niewinny” - Vanzettiego.
Wiadomość o egzekucji na całym świecie wzbudziła falę antyamerykańskich protestów.
Sędzia Thayer jest autorem słów w miejscowej gazecie: „Widzicie, co zrobiłem tym anarchistycznym bękartom!”. W nagrodę za to, po śmierci obu anarchistów, podłożona bomba rozwaliła połowę domu sędziego, który to przeżył niestety. On sam był atakowany za swe niestosowne zachowanie w czasie rozprawy.
Ostatnie słowo w tej historii. Pisarz Francis Russell badał tę sprawę przez kilka lat. Wykrył, że Sacco był winny napaści, a Vanzetti nie. Pieniądze miały zostać przekazane na cele bostońskiej organizacji anarchistycznej. Sacco mógł oszczędzić kolegę, wyznając prawdę, ale byłaby to według niego zdrada ruchu anarchistycznego. Tak więc Vanzetti musiał umrzeć nie za zbrodnię, której nie popełnił, ale za Sprawę. Wiedziano o tym w kręgach bostońskich anarchistów, ale nie przerwano milczenia. Tak więc zarówno Sacco, jak i Vanzetti umarli za Sprawę. Wszystko to wyjaśniło się w 1982 r. Tak więc winę za napad ponosił częściowo Sacco, a Vanzetti był niewinny. No cóż, trafili na zły okres nienawiści do wszystkiego, co inne. I mieli trochę pecha.
Irek Adamski
Opracowano z: Wielkie Zagadki Przeszłości, wyd. Reader's Digest.