"Gazeta An Arché" nr 61 - zamknięto 12 III 2000

Uwaga! Świat przestępczy!

Po zatwierdzeniu przez Sejm poprawki Senatu zakazującej produkcji i rozpowszechniania wszelkiej pornografii (a także jej przechowywania, sprowadzania i przesyłania w celach rozpowszechniania) „Gazeta Wyborcza” zamieściła wypowiedź jednego z czołowych zwolenników tego zakazu, posła Stefana Niesiołowskiego z ZChN. Oto ona: „Wygraliśmy, bardzo się z tego cieszę. Pornografia to ludzka krzywda, poniżanie godności kobiety, świat przestępczy [podkreślenie moje - J. S.], łamanie sumień i wiele innych nieprawości. Oczywiście to całe plugastwo schowa się w kanałach i będzie coś tam ryło”.

Innymi słowy, p. Niesiołowski (jeśli rzeczywiście się tak wypowiedział - a nie słyszałem, by protestował przeciwko nieprawdziwemu podaniu jego słów przez dziennikarzy „GW”) uważa , że uczynienie przestępstw z czynów dotychczas całkowicie zgodnych z prawem ograniczy przestępczość - i to mimo iż jest jednocześnie pewien, że te nowe przestępstwa będą nieuchronnie popełniane! Są dwa możliwe wytłumaczenia takiego poglądu: albo p. Niesiołowski nie potrafi logicznie myśleć, albo też jego zdaniem zgodna z prawem działalność, jaką była dotychczas produkcja pornografii i jej rozpowszechnianie jest w praktyce związana z tak wielką liczbą innych przestępstw, że zmniejszenie zakresu tej działalności (czego można spodziewać się wskutek jej delegalizacji) spowoduje ogólny spadek przestępczości nawet pomimo dojścia nowej kategorii przestępstw. Odrzućmy pierwsze podejrzenie jako niegodne i zajmijmy się drugim.

Muszę przyznać, że nie słyszałem, by po wejściu w życie w 1998 r. nowego kodeksu karnego (legalizującego generalnie pornografię) wytoczono w Polsce jakimś osobom produkującym czy rozpowszechniającym materiały pornograficzne sprawę o popełnienie przy tej okazji jakiegoś przestępstwa (abstrahuję tu od tej pornografii, która jest nielegalna także i według dotychczas obowiązującego prawa - np. z udziałem dzieci). Tym bardziej nie słyszałem o takiej sprawie zakończonej wyrokiem skazującym. Nie słyszałem, by produkcją i dystrybucją pism w rodzaju „Hustlera”, „Playboya”, „Cats”, „Peep Show” czy „Wampa” oraz podobnych im filmów (z pewnością mogących zostać uznane za pornograficzne i nielegalne po wejściu w życie poprawek p. Niesiołowskiego i jego sprzymierzeńców) zajmowały się przestępcze gangi rozprawiające się między sobą w krwawych porachunkach. Nie słyszałem także o zmuszaniu kogokolwiek do pokazywania się w tych pismach lub występowania w tych filmach. Nie wykluczam całkowicie możliwości zaistnienia przypadków tego ostatniego - być może p. poseł takie zna - ale nie wierzę, by stanowiły one normę. Nie wierzę bowiem, by sytuacja w naszym kraju wyglądała inaczej niż gdzie indziej - a tu polegam na tym, co napisała amerykańska anarchofeministka Wendy McElroy, badając zarzuty radykalnych feministek, że kobiety występujące na zdjęciach i w filmach porno są do tego zmuszane. „Zwróciłam się bezpośrednio do kobiet zamieszanych w produkcję twardej pornografii, takiej jak sado-maso, gdzie możliwość występowania przemocy wydawała się najbardziej prawdopodobna. Ani jedna z setek takich dorosłych kobiet, z którymi rozmawiałam nie mówiła, że była zmuszana do występowania w pornografii, żadna nie znała też innej kobiety, która byłaby zmuszana” 1).

A może chodzi o to, że pornografia jest pośrednią przyczyną przestępstw? Zwolennicy jej delegalizacji argumentują często, że jest ona przyczyną gwałtów, seksualnego molestowania dzieci i morderstw na tle seksualnym. Jednak taki związek nie został póki co udowodniony; jeśli chodzi o Polskę, to liczba gwałtów bynajmniej nie wzrosła znacząco po tym wraz z gwałtownym wzrostem podaży pornografii na rynku po 1989 r., co prof. Marian Filar uważa za przekonujący dowód, że takiego związku - przynajmniej w naszym kraju - nie ma. Korespondują z tym rezultaty badań przeprowadzonych w USA przez Komisję ds. Nieprzyzwoitości i Pornografii (tzw. Komisja Lockharta) w 1970 r. oraz w Danii (gdzie statystyki pokazały znaczący spadek liczby przestępstw seksualnych po tym, jak zalegalizowano pornografię). Również badania opublikowane w 1990 r. w Wielkiej Brytanii na zlecenie tamtejszego ministerstwa spraw wewnętrznych nie udowodniły związku między pornografią a przemocą. Według tych badań, wprawdzie przestępstwa seksualne mogą być popełniane przez ludzi mających skłonności do pewnych rodzajów pornografii, jednak nie ma dowodów na to, że pornografia jest przyczyną zboczeń seksualnych i że jest ona szkodliwa dla dzieci (!), a także, że są dowody, iż właśnie stykanie się z pornografią w późniejszym wieku niż statystyczna norma jest związane z problemami seksualnymi 2). Mimo to szef brytyjskiej „obyczajówki” Michael Hames uznał, iż dowody na to, że pornografia owocuje przemocą są wystarczające 3). Także raport Australijskiego Instytutu Kryminologii z 1987 r., opierający się na wynikach dotychczasowych badań w tej dziedzinie, stwierdza, że nie dowiedziono związku przyczynowego między treściami pornograficznymi a realną przemocą.

Zwolennicy delegalizacji pornografii powołują się często na inne badania, które miały wykazać, że związek między pornografią a przemocą jednak istnieje. Badania te budzą jednak poważne wątpliwości. Główny „dowód” na szkodliwość pornografii - raport tzw. Komisji Meesego z 1986 r. - opierał się głównie na przesłuchaniach rozmaitych ludzi wygłaszających opinie na temat tej szkodliwości. Ofiary przestępstw seksualnych wyrażały swe własne zdanie, że sprawców tych przestępstw popychała do nich pornografia, niektórzy eksperci przedstawiali swoje teorie (że np. osłabienie tabu dotyczących seksu powoduje zmianę postawy wobec kobiet, co nieuchronnie prowadzi do gwałtów) bez poparcia ich jakimikolwiek dowodami, a nawet arbitralnie odrzucając dowody (np. wspomniane statystyki z Danii, a także z Niemiec) świadczące na niekorzyść tych teorii. Opinie kilku innych ekspertów stwierdzających, że ich prace nie wykazały wystarczającego związku między pornografią a przemocą zostały mimo ich protestów potraktowane jako potwierdzenie tego związku. Próba podparcia się wynikami innych, wcześniej przeprowadzanych badań poniosła fiasko: wynajęta w tym celu socjolog Edna Einsiedel napisała opinię, że nie tylko nie dostarczyły one dowodów na istnienie związków między pornografią a przestępczością seksualną, ale że pornografia miewała czasami wartość terapeutyczną - opinia ta nie została włączona do końcowego raportu. Dwóch członków komisji (większość składała się z osób znanych uprzednio jako przeciwnicy pornografii) odmówiło podpisania raportu 4). Podobną metodę (pytanie ofiar gwałtów, czy gwałty te były związane z pornografią) zastosowała założycielka Kampanii Przeciwko Pornografii i Cenzurze (wybitnie obłudna nazwa!) Catherine Itzin. Z ankietowanych przez nią kobiet 25% stwierdziło, że było ofiarami napaści seksualnych; z tych z kolei czternaście procent oświadczyło, że ich zdaniem miała z tym jakiś związek pornografia. P. Itzin uznała to za dowód, że pornografia powoduje gwałty - ignorując oczywisty fakt, że jednak pozostałe 86% ofiar gwałtów odrzuciło sugestię, że pornografia miała w ich przypadku jakieś znaczenie 5).

Jako koronny „świadek” antypornograficznych krzyżowców bywa często przytaczany wielokrotny morderca i gwałciciel Ted Bundy, który oświadczył, że to właśnie pornografia stała się przyczyną jego zbrodni. Ciekawe, dlaczego nie wyciągają oni podobnych wniosków z wypowiedzi np. Charlesa Mansona, że do popełnienia morderstw zainspirowała go między innymi Biblia, a dokładniej Objawienie św. Jana 6)

Tak więc stawiam dolary przeciwko orzechom, że związki pornografii ze „światem przestępczym” istnieją wyłącznie w głowie p. posła Niesiołowskiego i jego sprzymierzeńców. Przypuśćmy jednak, że mimo wszystko się mylę i że rzeczywiście dałoby się wykazać (statystyczny, bo z pewnością nie konieczny) związek między produkcją i dystrybucją pornografii, a większą liczbą przestępstw w rodzaju tych wymienionych wyżej. Czy jest to argument za tym, by ją zdelegalizować? Tak? To w takim razie powinno się też zakazać np. produkcji, dystrybucji i posiadania pojazdów samochodowych (z wyjątkiem powiedzmy pojazdów używanych przez policję) - jest pewne, że taki zakaz, konsekwentnie egzekwowany, wyeliminowałby większość przestępstw związanych z ruchem na drogach i radykalnie zmniejszyłby (być może nawet do zera) liczbę ofiar śmiertelnych będących wynikiem takich przestępstw. Utrudniłby także wiele innych przestępstw, czyniąc bardziej skomplikowanym przewożenie łupów czy ucieczki z miejsca zbrodni… Moment, nie można przecież zakazywać uczciwym ludziom używania samochodów i motocykli dlatego, że mogą zdarzyć się (i tak się składa, że akurat się zdarzają) tacy, którzy po wlezieniu za kółko są skłonni do jazdy po pijanemu czy łamania innych przepisów drogowych i w wyniku tego powodują wypadki, albo tacy, którzy wykorzystują je do celów przestępczych! No właśnie - ale w takim razie czy można zakazywać uczciwym ludziom produkowania czy rozpowszechniania podniecających seksualnie treści (i - co za tym idzie - konsumowania tych treści tym, którzy to lubią) dlatego, że mogą zdarzyć się (i - postawmy taką wątpliwą hipotezę - tak się składa, że akurat się zdarzają) tacy, którzy po obejrzeniu „świerszczyka” są bardziej skłonni do np. podejmowania prób dokonywania gwałtów, albo tacy, którzy przy ich produkcji dopuszczają się przemocy? „Karanie każdego z jakiejś określonej kategorii tylko dlatego, że kategoria ta jest statystycznie związana z czymś przykrym jest niesprawiedliwe. Dlatego żadne „badania” nad efektami pornografii nie mogą nigdy usprawiedliwić jej zakazywania, choć mogłyby pomóc usprawiedliwić antypornograficzny kodeks moralny, dobrowolnie akceptowany i rozpowszechniany przez pokojową perswazję” 7).

Chciałbym jednak powtórzyć, że moim zdaniem jest to w tym przypadku czyste teoretyzowanie. Jak napisałem wyżej, nie ma żadnych przekonywujących dowodów na to, że swobodny obrót pornografią powoduje zwiększenie realnej przestępczości - tej przeciwko życiu, wolności lub własności konkretnych osób. Natomiast ustawa poparta przez p. Niesiołowskiego oznacza nie tylko zwiększenie przestępczości w znaczeniu formalnym, tj. przepisów kodeksu karnego (jeśli sprawdzą się jego przewidywania, że „plugastwo schowa się w kanałach i będzie coś tam ryło”); oznacza także rozszerzenie zorganizowanej przemocy terrokratów 8) na kolejną kategorię ludzi prowadzących całkowicie pokojową, nie zagrażającą niczyjemu życiu, wolności ani własności (choć dla niektórych zapewne obrzydliwą) działalność. To oni, terrokraci - nie pornografia - zaliczają się w rzeczywistości do „świata przestępczego”.

Jacek Sierpiński

1) Wendy McElroy, „Banning Pornography Endangers Women”, International Society for Individual Liberty, 1997;
2) za Sean Gabb, „The Case Against Sex Censorship: A Conservative View”, Libertarian Alliance, 1992;
3) za Nettie Pollard, „The Modern Pornography Debates”, Libertarian Alliance & British Association of Libertarian Feminists, 1994;
4) za Colleen McEneany, „Pornography and Feminism” oraz Pat Califia, „The Obscene, Disgusting, and Vile Meese Commission Report”;
5) za Avedon Carol, „Fake Science and Pornography”, Libertarian Alliance & British Association of Libertarian Feminists, 1993;
6) informacja za Barbara Dority, „Feminist Moralism, Pornography, and Censorship”;
7) David Ramsay Steele, „The Case for Free Speech”, Libertarian Alliance, 1989;
8) termin wprowadzony przez Fredericka Manna na oznaczenie polityków i podległych im funkcjonariuszy; patrz np. Frederick Mann, „The Anatomy of Slavespeak”.
gazeta_an_arche/uwaga_swiat_przestepczy.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 06:30 przez gigabyte