"Gazeta An Arché" nr 28 - zamknięto 25 VII 1995


W obronie republikanizmu, przeciw "patriotom"

Bartłomiej Gutowski w swej polemice z moim artykułem z poprzedniego nru "Gazety An Arché" dopuszcza się wielu przekłamań. Kłamliwie wmawia czytelnikom, iż twierdziłem, że Rosja popierała ruchy wolnościowe dla samej idei - nic takiego nie miało miejsca. Przy okazji ten apologeta specjalistów sam myli się parokrotnie, pomijając już to, że o paru rzeczach od tych specjalistów nie usłyszał, a i chyba niedokładnie doczytał. Jeśli szlachty bezrolnej nie było ok. 60% ogólnej liczby szlachty (czyli uprawnionych do głosowania obywateli, pomijając marginalny udział innych stanów), to ile w takim razie jej było wg specjalisty Gutowskiego, bo taką liczbę podają nawet wspominani przez niego pisarze. „Rosja już wówczas raczej nie stojąca na straży wolności swoich obywateli” - widzę, że pan Gutowski jest także specjalistą od historii Rosji - jeśli tak, to niech mnie oświeci, bo studiowaniu historii Rosji poświęciłem parę ostatnich lat, ale czytani przeze mnie specjaliści nie wspominali o przed-Katarzynowej Rosji jako oazie wolności politycznej, bo o tej zdaje się mówimy (inne wolności czasami bywały) - wolność polityczna w Rosji cechowała jedynie kolejno: księcia, cara, cesarza.

Dalej, nie pisałem o układzie między „patriotami” a Prusami po „konstytucji” 3 maja - co można sprawdzić. Układ miał miejsce wcześniej, a w chwili „uchwalania” „konstytucji” ku rozpaczy frakcji pro-pruskiej już raczej nie obowiązywał. Jeśli zaś p. Gutowski również o czymś takim nie słyszał, to nakreślę pokrótce i w uproszczeniu jego historię. Jego plany sięgają co najmniej 1786 roku. Tzw. obóz patriotyczny opowiadał się za sojuszem z Prusami przeciw Rosji i Austrii. Inicjatywa wychodziła ze strony ówczesnej koalicji antyrosyjskiej, dla której poparcie nawet słabej Polski (graniczącej z Turcją, gdzie toczyła się wojna) było nie do pogardzenia. Szczególnie gorącym zwolennikiem sojuszu była grupa puławska: Adam Czartoryski, Stanisław Potocki i zwłaszcza Ignacy Potocki, wielki mistrz loży masońskiej - ostro zachęcany przez swojego sekretarza i brata lożowego, księdza Scypiona Piatollego, pozostającego na usługach dworu pruskiego. Wielu historyków przypisuje masonerii decydujące znaczenie przy powstaniu „konstytucji” 3 maja - jednak ja nie jestem specjalistą od masonerii, jest to dziedzina niezbyt dla mnie jasna - wstrzymuję się od wydania sądu. Naciski na związanie się Rzplitej z Prusami trwały nadal, część przywódców obozu „patriotycznego” gotowa była do rezygnacji z Gdańska i Torunia, ale wbrew „patriotom” sejm stanął na gruncie niepodzielności ziem polskich. 29.03.1790 „patrioci” podpisali traktat obronny Polski z Prusami. Jednakże już w tym samym roku, mimo gotowości do poświęceń ze strony „patriotów”, sojusz z Polską przestał być Prusom potrzebny.

Na Sejmie Wielkim, jak już wspominałem poprzednio, istniał także obóz stawiający na przemiany w duchu republikańskim (Rzplita jako republika bez króla, będąca konfederacją ziem) i zamierzający w tym celu oprzeć się na Rosji, o której poparcie zabiegali za pośrednictwem Potiomkina. Ci sami ludzie po zamachu stanu 3 maja zwrócili się o pomoc do Rosji, w argumentacji powołując się na słynną „gwarancję ustrojową”. Nie działali z inspiracji Rosji, a właśnie - do Petersburga nie zostali wezwani, ale pojechali po pomoc. Jak już wspomniałem poprzednio, pomyliły się oba obozy (jednych zdradziły Prusy, mimo że „patrioci” byli gotowi wiele im oddać, drugich zdradziła Rosja, z tym, że targowiczanie nie obiecywali jej nabytków terytorialnych), w moim mniemaniu kalkulacje żadnej ze stron nie znajdują usprawiedliwienia. Oczywiście pojęcia takie, jak „obóz taki czy owaki” to tylko hipostazy, w rzeczywistości działali ludzie i to wśród nich należy szukać zdrajców lub patriotów. Gdyby Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Franciszek Ksawery Branicki byli zdrajcami, to po zwycięstwie nad obrońcami „konstytucji” realizowaliby plany Rosji, a nie własny projekt państwa republikańskiego, po drugim rozbiorze, który był dla nich zaskoczeniem przyjęliby intratne synekury, a nie protestowali, porzucali stanowiska czy emigrowali za granicę, jeśli zaś Targowica byłaby jawną zdradą, to nie przystąpiłaby do niej większość szlachty. Zdrajcami natomiast byli targowiczanie Kossakowscy czy król Stanisław Poniatowski. Większość „patriotów” czy targowiczan (republikanów) można natomiast śmiało nazwać „paputczikami”, w dodatku krótkowzrocznymi, nieświadomymi, że Rosja czy Prusy będą ich popierać tylko dopóki będzie im po drodze. Ignacy Potocki może zaś być nazwany agentem wpływu. To tyle, jeśli chodzi o nomenklaturę. Co do terroru i dyktatury za czasów krótkiej władzy targowiczan, należy nad nią ubolewać, jednak takie metody nie charakteryzowały tylko tego obozu. Familia Czartoryskich i Potockich, czyli podstawa obozu „patriotycznego”, w czasie elekcji po śmierci Augusta III dokonała zamachu stanu przy pomocy Rosji, Sejm otoczono wojskiem carskim, większości szlachty (będącej za wyborem Jana Klemensa Branickiego) nie dopuszczono do elekcji, porywano przywódców opozycji i wywożono na Sybir, zmuszano do emigracji, zabijano. W 1767 kolejne „reformy” Familii i kolejne porwania i zsyłki, p. Gutowski sam przyznaje, w jakich okolicznościach przebiegało uchwalenie „konstytucji”, przy obecności 1/3 posłów, z których większość była pozyskana poprzednio, pod naciskiem tłumu warszawskich mieszczan dookoła Zamku i na galeriach, w obecności wojska. Odpowiednio zestawiono depesze zagraniczne, by stworzyć nastrój zagrożenia. Przedstawiono ustawę konstytucyjną, o której nikt wcześniej nie słyszał i po krótkiej dyskusji (protestował nadaremnie poseł Suchorzewski) ją przyjęto (dzisiaj nazywałoby się to „w pierwszym czytaniu”). Jeśli to wszystko nie zasługuje na podobne lub większe potępienie - to co zasługuje? Doprawdy nie wiem, jak specjalista Gutowski wyliczył, że większość narodu popierała „konstytucję' (wielu innych specjalistów to głosi, ale nigdy nie podają, jak to obliczyli). Jeśli tak, to dlaczego przedsięwzięto takie środki, dlaczego uchwalono ją pod nieobecność 2/3 posłów (tezę o znaczącym utrzymywaniu gołoty przez magnaterię można chyba między bajki włożyć - chyba, że ktoś wykaże, jak kilkadziesiąt rodzin - w tym niektóre „patriotów” - mogło utrzymywać 400 tys. nieposesjonatów), jak wyjaśnić późniejsze poparcie Targowicy przez tę samą większość. Jeśli tylko oportunizmem, to może to pierwsze poparcie też?

W końcu p. Gutowski, niewątpliwy specjalista w dziedzinie metodologii nauk, nie potrafi pojąć, jak można jeden fakt (reformy Sejmu Czteroletniego sprzed zamachu stanu 3 maja) ocenić pozytywnie, a inny (zwieńczającą Sejm „konstytucję”) negatywnie. Uważa to za sprzeczność. Doprawdy pozazdrościć znajomości logiki (chyba, że jest to przełom w tej nauce, o którym ja, jako nie-specjalista, mimo paru lat nauki logiki, nie słyszałem - coś, co przejdzie do podręczników logiki jako sprzeczność Gutowskiego). Że pozytywna ocena częściowej realizacji zamierzeń nie jest sprzeczna z negatywną oceną ich realizacji w całości, wykażę na przykładzie czytelnym nawet dla takich, co to o żadnym Sejmie, „konstytucji”, ani innych trudnych słówkach nawet nie słyszeli. Otóż zażycie małej dawki (np. jednej tabletki) relanium może przynieść dobry efekt, natomiast zwiększenie dawki powyżej pewnego progu (np. na pewno do stu) przyniesie efekt szkodliwy. Schemat wnioskowania jest ten sam i nie ma w nim żadnej sprzeczności (choć przyznaję, że nie jest to wnioskowanie niezawodne, stąd kontrowersje). Ograniczone, powolne reformy mające poparcie większości posłów mogły mieć szanse powodzenia (chociaż nie musiały - tego się nie dowiemy). Natomiast gwałtowne, radykalne reformy wywołały burzę: sprzeciw wewnętrzny większości oszukanej szlachty oraz zewnętrzny (Rosji i Prus - szermowano wtedy hasłem „rewolucji 3 maja”, którym często posługiwali się też jej zwolennicy). W przypadku poprzestania na poprzednich reformach miano by za sobą przynajmniej poparcie większości szlachty. Wbrew własnym intencjom (nie przypisywałem i nie przypisuję większości obozu „patriotów” złych zamiarów) wylano dziecko z kąpielą. P. Gutowski sądzi, że niezmienienie statusu chłopa było największym błędem „konstytucji” - ja jednak uważam, że takie werbalne zmienienie byłoby dopiero błędem. Nigdy nie twierdziłem, że wszystko w „konstytucji” było złe, pozytywy i negatywy były przemieszane, myślę, że nawet z przewagą pozytywów. To po prostu uchwalenie tej tzw. „konstytucji” było złem. Uważam, że reformy miały szanse powodzenia, choć małe, nadmiar dobrej woli oświeconych, nie liczących się z realiami, nie miał ich wcale.

Bartłomiej Gutowski argumentując kilkakrotnie posługuje się tezą, że oceniając jakieś wydarzenia należy je oceniać w ówczesnym kontekście i z ówczesnej perspektywy, czyli żąda, aby unikać anachronizmu i prezentyzmu. Sam jednak w tych wypadkach ujmuje wydarzenia w innym niż współczesny im kontekście. Pisze on, że pozbawienie kogoś prawa wyborczego nie oznacza pozbawienia obywatelstwa. Jest to spór definicyjny, którego na łamach "Gazety An Arché" pewnie nie rozwiążemy. Jednak pomijając formalno-prawną stronę problemu, pozbawienie kogoś prawa wyborczego oznacza pozbawienie go najważniejszego, konstytutywnego dla pojęcia obywatelstwa prawa. Pozostałe prawa obywatelskie w europejskim kręgu kulturowym przysługują też na ogół rezydentom-nieobywatelom oraz podróżnym obcokrajowcom. Podobnie było i wówczas. Na dodatek w ówczesnej Rzeczypospolitej idee suwerenności państwa oraz wolności politycznej w państwie były łączone z „aktywnym obywatelstwem”, to jest aktywnym z nich korzystaniem. Taki był ówczesny niepodległościowy patriotyzm polski wyrastający z tradycji republikańskiej, że ograniczenie wolności, pozbawienie praw było poczytywane jako utrata suwerenności (przez naród polityczny, w większości szlachecki). B. Gutowski przeprowadza jakieś karkołomne rozróżnienie między narodem a szlachtą (dla ówczesnej Rzplitej zupełnie anachroniczne). Argumentem przeciwko pozytywnym ocenom demokracji szlacheckiej jest często zarzut, że z wolności politycznej i praw obywatelskich korzystała w Rzplitej wyłącznie szlachta i że tylko ona była narodem. Wagę tego argumentu osłabia jednak liczebność i klasowe zróżnicowanie szlachty: ok. 10% ogółu ludności państwa (25% ludności katolickiej) - w tym aż 60% to szlachta bezrolna. Tzw. „konstytucja” 3 maja zmniejszyła tę liczbę o owe 60%. Dla porównania w Anglii liczba obywateli uprawnionych do głosowania i reprezentowanych w parlamencie dopiero w 1832 r. osiągnęła 3,2% ogółu mieszkańców, we Francji Ludwika Filipa prawo wyborcze przysługiwało zaledwie 1,5% ludności (por. J. Tazbir, Kultura szlachecka w Polsce, Warszawa 1978, s. 58). Jeśli miarą demokracji czyni się prawo do aktywnego udziału w życiu politycznym, a więc zakres i liczebność uczestników procesu politycznego, to trzeba przyznać rację konserwatywnym republikanom staropolskim, przeciwnikom „konstytucji” 3 maja, dla których wolność polityczna na wzór angielski była zdecydowanie niewystarczająca, nieporównywalnie mniejsza od republikańskiej wolności polskiej szlachty. Np. hetman polny Seweryn Rzewuski argumentował, iż wolność polityczna nie da się pogodzić z dziedzicznością tronu, ustrojem wzorowanym na angielskim. Jakąż bowiem wolność widzimy w Anglii? - pytał. Król angielski nie może być sądzony, ma władzę veta, każdego może uwięzić za długi, sam tworzy górną Izbę, rozdaje urzędy, włada wojskiem, wypowiada wojnę i zawiera pokój, rozwiązuje parlament, mianuje sędziów, jest nawet głową Kościoła. Jeśli to wszystko jest wolnością, to wolność panuje w Moskwie i Prusach, w Polsce zaś jest niewola (J. Tazbir, s. 58, cyt. jw.). Dzisiaj na ogół wypowiada się sądy w oparciu o wyidealizowany obraz ustroju angielskiego (przedstawiony np. w ks. XI O duchu praw Monteskiusza), w zupełnym oderwaniu od realiów połowy i końca XVIII w., jako odtrutkę polecam dokładniejsze historie Anglii czy choćby pisma Edmunda Burke'a, żeby wymienić tylko najbardziej znane nazwisko). Na podstawie obserwacji ówczesnej angielskiej rzeczywistości nie sposób zachwycać się tym ustrojem.

Podobne poglądy wypowiadał kasztelan witebski Adam Wawrzyniec Rzewuski, ideolog umiarkowanego skrzydła obozu republikańskiego. Twierdził, że nieodłącznym atrybutem narodu politycznego jest „udzielność”, suwerenne prawo samostanowienia, całkowicie sprzeczne z suwerennością władzy monarchicznej. Dlatego również wg niego Anglia nie była krajem prawdziwie wolnym, a naród angielski w pełni narodem: w Anglii „nie masz wolności, nie masz narodu, ale jest król, jest Ministerium” (A. W. Rzewuski, O naprawie rządu republikańskiego myśli, Warszawa 1790, t. II, s. 73-74). Wspominany już powyżej Seweryn Rzewuski, w przyszłości współtwórca i ideolog konfederacji targowickiej, cieszył się wiadomością o zburzeniu Bastylii, a prawdziwym uwielbieniem darzył rewolucję amerykańską, dowodzącą jego zdaniem, że wolny naród z powodzeniem może obejść się bez królów.

Nie jest również zgodne z prawdą obciążanie obozu republikańskiego sprzeciwem wobec rozszerzania praw na inne stany. W schyłkowym okresie demokracji szlacheckiej (na pewno już od czasu konfederacji barskiej) najwybitniejsi ideologowie konserwatywnego skądinąd sarmackiego republikanizmu nie byli już z reguły, przynajmniej w teorii, zwolennikami ekskluzywizmu szlachty. Ideolog konfederacji barskiej Michał Wielhorski (inspirator rozpraw o Polsce Rousseau i Mably'ego) przyznawał, że częścią narodu jest również „pospólstwo” i że zasada „udzielności narodu” powinna pociągać za sobą przyznanie „pospólstwu” praw politycznych. „To pewne” - pisał - „iż wyłączenie pospólstwa od uczestnictwa Rządu jest oczywistym wolności uwłóczeniem” (M. Wielhorski, O przywróceniu dawnego rządu według pierwiastkowych Rzeczypospolitej ustaw, b.m., 1775, s. 305). Podobnie myślał wspominany już uprzednio Adam Rzewuski: „jakbym żądał, aby żadnej klasy uprzywilejowanych ludzi nie było, aby miasto chłopów i mieszczan byli tylko ludzie i Polacy” (A. W. Rzewuski, t. I, s. 168, cyt. jw.). Odrzucał jedynie natychmiastową realizację tego ideału, prawodawstwo bowiem „doskonali się czasem i przykładami narodów”, a więc najwspanialszych nawet idei nie należy urzeczywistniać za wcześnie. W pojęciu narodu zawierał ogół mieszkańców państwa, przysięgę króla na pacta conventa uważał za przyrzeczenie uczynione całej ludności Rzeczypospolitej (tamże, t. II, s. 107). Pod koniec XVIII w. już od dłuższego czasu dominowała wśród republikanów szlacheckich myśl, że prawo natury daje każdemu narodowi cztery uprawnienia: 1. prawo do wolności i własności; 2. prawo do użycia siły w obronie przed przemocą; 3. prawo do wymagania, aby umowy międzynarodowe były ściśle przestrzegane i 4. prawo do wzajemnej pomocy i obrony od innych narodów. Towarzyszyły im cztery powinności: 1. nie naruszać wolności i własności innych narodów; 2. nie dokonywać gwałtów i napaści; 3. dotrzymywać umów i 4. okazywać innym narodom pomoc w potrzebie. Dochodziła do tego piąta powinność, która obowiązywać miała nawet bez wzajemności: najwyższa władza każdego narodu powinna rozstrzygać spory z innymi narodami w drodze negocjacji i umów, bez uciekania się do przemocy. (Podaję w sformułowaniu Hieronima Stroynowskiego, Nauka prawa przyrodzonego, politycznego, ekonomiki politycznej i prawa narodów, Wilno 1791, cz. IV 5). Tymi zasadami kierowała się szlachta co najmniej od połowy XVII wieku. To dziedzictwo sarmackiej kultury było tak mocne, że uznawały je za niepodważalne obie strony konfliktu z wyjątkiem „patrioty” króla-ciołka i familii Czartoryskich. Dla większości polskich demokratów epoki międzypowstaniowej (chociażby dla Lelewela) „konstytucja” 3 maja (której kult krzewiono w obozie księcia Czartoryskiego) była poronioną próbą zaszczepienia Polakom obcego im pierwiastka monarchizmu, podczas gdy prawdziwym powodem dumy narodowej były właśnie republikańskie tradycje szlacheckiej demokracji (patrz: A. Walicki, Philosophy and Romantic Nationalism: The Case of Poland, Oxford 1982, cz. I, rozdz. II). Oczywiście z „gwarancji” cesarzowej rosyjskiej ingerującej w ustrój Rzplitej skorzystali targowiczanie, ale doprowadzeni do ostateczności (w ich mniemaniu) niebezpieczeństwem zmian dużo gorszych, zresztą zamierzali wykorzystać tę gwarancję do usunięcia innych „gwarancji” mocarstw ościennych (tych z 1768).

Stanisław Górka

gazeta_an_arche/w_obronie_republikanizmu_przeciw_patriotom.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:50 (edycja zewnętrzna)