"Gazeta An Arché" nr 60 - zamknięto 12 XII 1999
W służbie bezpieczeństwa
Wszystkie wielkie plany uszczęśliwienia ludzkości już na tym ziemskim padole spotkał szybki koniec. Prognozy wzięły w łeb, tendencje się załamały, a trendy przybrały na sile - w wyniku czego cała impreza kończyła się góra po 2-3 pokoleniach. Dlatego ja wolę pilnować swojej działki i nie drapać się, póki nie swędzi. Są jednak ludzie myślący inaczej - ludzie gotowi działać w służbie powszechnego bezpieczeństwa.
„Człowiek, który walczy tylko dla siebie, niewiele może dać ogółowi” - twierdził w „Mein Kampf” Hitler. Już dwa stulecia wcześniej Adam Smith proroczo komentował podobne twierdzenia: „Nigdy nie słyszałem, żeby wyszło kiedyś cokolwiek dobrego z rąk tych, którzy zapewniają, że prowadzą handel dla dobra publicznego”. W tym konkretnym przypadku trafność uwagi Smitha jest wprost porażająca.
Fakt, że Hitler był wojującą lewicą jest oczywisty - wystarczy przypomnieć jego sławną myśl, że „Niemcy może uratować tylko głęboka socjalna wrażliwość połączona z bezlitosną wolą usunięcia wszelkich narośli na ciele narodu”. Czyż podobny program to nie jest czysta „kuroniówka”, tyle, że przyprawiona na ostro narodowym i rasowym populizmem?
Zaraz po tym idzie chęć do całkowitego ujednolicenia oblicza społeczeństw. „Jeżeli walka o utrzymanie państwa miała być poważna i skuteczna, to osiągnąć ten cel można było jedynie poprzez bezwzględną i konsekwentną centralizację”. Przy czym, jak się okazuje, autor ma tutaj na myśli nie tylko jednolitość administracji, ale wszechogarniające uśrednienie wszystkich ludzi. „Jedynym sposobem osiągnięcia tej jednolitości jest wyrobienie świadomości już w szkole i w ogóle w czasie pobierania nauki” - twierdził Hitler.
P. dr Józef Göbbels posunął się nawet do głoszenia, że „musimy się uwolnić od wrażenia, że kierowanie ciałem jest wyłącznie sprawą jednostki. Nikomu nie wolno grzeszyć przeciwko potomnym, to znaczy przeciw rasie”. Tak oto w III Rzeszy, w imię dobra wspólnego, pozbawiono jednostkę prawa własności swojego ciała. (Już sobie wyobrażam np. „patrole antymasturbacyjne” albo „antymasturbacyj-ne siły szybkiego reagowania” mające zapobiegać sytuacjom, w których młodzi mężczyźni będą oddawali nasienie w innym celu niż prokreacja kolejnego pokolenia czystych rasowo bobasków…).
Ogólnie rzecz ujmując program gospodarczy „Mein Kampf” jest bardzo podobny do wprowadzonej w 1997 r. do polskiej konstytucji „społecznej gospodarki rynkowej”. „Ludzie nie rozumieją, że ekonomia może stać dopiero na drugim albo nawet na trzecim miejscu i że elementy etyczne mają pierwszeństwo” - czytamy w „Mein Kampf”. Polecam porównanie tego ustępu z art. 20 Konstytucji RP.
Problem zbieżności NSDAP z ugrupowaniami w rodzaju SLD, UW czy PPS jest jednak dużo głębszy niż sama kwestia programu gospodarczego. Bowiem i ów program gospodarczy jest tylko pochodną pewnego całościowego spojrzenia na świat, czegoś, co zwać możemy „mentalnością lewicową”. Jestem skłonny zaryzykować tezę, że światopogląd przeciętnego PaPuaSa jest niezwykle podobny do NeSDeAPoWca - z tą różnicą, że terminy „żyd” i „mason” zostają zastąpione słowami „faszysta” i „klerykał”. Aby to zrozumieć, proszę spojrzeć na następujący cytat:
„Za każdym razem, kiedy rozcięto ropień na ciele naszego państwa, wewnątrz wrzodu wił się mały klero-faszysta. Oderwany od swej kreciej roboty, mrużył oczy przed światłem dziennym”.
Myśl ta pochodzi z prac Hitlera, a mimo to brzmi, jak gdyby została wyjęta z ust. p. Małachowskiego albo W. Cz. p. P. Ikonowicza. (Uwaga! Z tą drobną różnicą, że słowo „żyd” zastąpiłem „faszystą” i „klerykałem”). Tak oto kolejną cechą, oprócz programu gospodarczego, łączącą współczesne subkultury lewicowe z NSDAP jest skłonność do spłycania diagnoz sytuacji kryzysowych do rzucania krótkiego oskarżenia „winni są oni”. W przypadku NSDAP owymi „onymi” byli „żydzi”, a dziś ich miejsce zajął „kler”, „ciemnogród”, „prawicowe oszołomy” - itp.
Proszę zauważyć, że podobnie jak GANgsterzy Hitler był pacyfistą. Tyle, że podobnie jak GANowcy wyznawał zasadę, że najpierw trzeba rozprawić się z wrogami pacyfizmu, a dopiero potem można zaprowadzić pokój. Pisał w „Mein Kampf”: „Najpierw walka, a później pacyfizm” (cytat dosłowny!!!). Czyż to nie przypomina tych naszych pacyfistów, których w gruncie rzeczy aż strach spotkać na ulicy? Właśnie owo połączenie miłości do abstrakcyjnej ludzkości z nienawiścią do jednostek oraz wynikający z tego „krwawy pacyfizm” jest cechą konstytutywną lewicowych umysłów.
Jak już pisałem, fakt, że Hitler to zwyczajny lewak teoretycznie jest oczywisty - ale w praktyce przeciętny odbiorca i tak nie jest skłonny dopatrywać się w podobnych twierdzeniach czegoś więcej, jak zręcznego chwytu erystycznego. Bo po cichu przekonany jest, że NSDAP stanowiło „skrajną prawicę”. I zapewne nie uda się nam tego wykorzenić, podobnie jak i setek innych reżimowych kłamstw.
Robert Nogacki
MOJE 3 GROSZE: To, czy Hitlera (czy kogokolwiek innego) zaliczymy do „lewicy”, czy też do „prawicy” jest kwestią najzupełniej umowną i zależy od tego, jak wcześniej sobie zdefiniujemy „lewicę” i „prawicę”. Jeśli za charakterystyczne cechy „lewicy” uznamy, tak jak w Pana tekście, interwencjonizm gospodarczy usprawiedliwiany „dobrem ogółu” czy „wrażliwością socjalną” oraz „skłonność do spłycania diagnoz sytuacji kryzysowych do rzucania krótkiego oskarżenia „winni są oni””, to Hitlera można uznać za przedstawiciela tak rozumianej lewicy. Jednak jeśli chodzi o współczesną polską scenę polityczną, to do lewicy tej należałoby wówczas zaliczyć nieco inny zestaw ugrupowań, niż ten, który Pan podał. O ile bowiem PPS i bardziej „twardogłowa” część SLD (nie mówiąc o rozmaitych komunistycznych grupach w rodzaju Nurtu Lewicy Rewolucyjnej czy Spartakusowców) spełnia wymienione przez Pana kryteria „lewicowości” (przy czym „onymi” są moim zdaniem dla nich raczej „liberałowie” czy też „neoliberałowie” uosobieni przez p. Balcerowicza - a w skrajnych przypadkach „burżuje” i „kapitaliści” - niż „faszyści”), o tyle już UW pod te kryteria raczej nie podpada. Co do interwencjonizmu i „socjalnej wrażliwości”, to jej lider, p. Balcerowicz atakowany jest na ogół raczej za niedostatek tych ostatnich, a co do oskarżania o całe zło „onych”, to akurat ta partia prezentuje tu wyjątkową powściągliwość w porównaniu z większością innych. Nie słyszałem, by jakiś polityk UW obwiniał „faszystów” czy „klerykałów” o istniejące problemy społeczne. Znacznie bardziej natomiast do Pańskiego kryterium „lewicowości” pasuje tu część polityków „Solidarności”, AWS, tzw. prawicowej opozycji (powiązanej ze środowiskami Radia Maryja), a zwłaszcza PSL, „Samoobrona” i Sierpień'80 - zgodnie obwiniające za całe zło „liberałów” i „elementy antypolskie” (nierzadko sugerując, jakiej to „naprawdę” narodowości owe elementy są), i domagająca się większego interwencjonizmu państwa w gospodarkę w imię ochrony polskich „ludzi pracy” - rolników, stoczniowców, górników czy zagrożonych przez inwazję supermarketów sklepikarzy. Wzorcowym przykładem „lewaka” wg Pana kryterium może być tu np. p. Zygmunt Wrzodak.
A argument polegający na przerobieniu wypowiedzi autora „Mein Kampf” i próbie przekonywania czytelnika, że brzmi to „jak wyjęte z ust” pp. Małachowskiego czy Ikonowicza nie jest moim zdaniem najlepszy. Czy nie uczciwiej byłoby porównać ten cytat z jakąś autentyczną wypowiedzią wymienionych panów?
Jacek Sierpiński