"Gazeta An Arché" nr 51 - zamknięto 24 IV 1998


Władimir Bukowski na Górnym Śląsku

26 marca w auli Instytutu Matematyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach odbyło się spotkanie z panem Władimirem Bukowskim - rosyjskim pisarzem urodzonym w 1942 r. i jednym z pierwszych organizatorów opozycji demokratycznej w ZSSR (Związku Socjalistycznych Sowieckich Republik), który spędził 12 lat w łagrach, więzieniach i szpitalach psychiatrycznych; po podpisaniu układu Pinochet-Breżniew wymienionym na genseka kompartii Chile Luisa Corvalana. Wcześniej w sali EMPiK przy Rynku w Katowicach odbyła się konferencja prasowa z udziałem około 10 (tylko) dziennikarzy. Natomiast po spotkaniu miał miejsce bankiet z udziałem pisarza w klubie „Marchołt”. Organizatorami wizyty p. Bukowskiego w Polsce były Oficyna Wydawnicza „Volumen”, gazeta „Życie” i Liga Republikańska.

Miałem zaszczyt uczestniczyć w połowie konferencji, w spotkaniu i w bankiecie. Jeżeli chodzi o konferencję prasową, to dotarłem na moment, gdy pisarz opowiadał o swojej rozmowie z tow. Jaruzelskim. Autor Moskiewskiego procesu… zapytał Jaruzelskiego, czy teraz, gdy czasy są takie, jakie są, mógłby odpowiedzieć szczerze (cytuję z pamięci): „czy komunizm był dobry dla Polski? Bo ja uważam, że dla Rosji komunizm był zły”. Na to tow. generał odpowiedział, że to zależy, że na to pytanie niemożliwym jest jednoznacznie odpowiedzieć, czyli - jak to skomentował p. Bukowski - Jaruzelski zaczął używać dialektyki. W dalszej części konferencji pisarz poruszył kwestię wprowadzenia stanu wojennego w Polsce (o tym szerzej w sprawozdaniu ze spotkania) oraz kontaktów i uległości zachodnich partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych wobec KPZS (Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego).

Spotkanie na Uniwersytecie odbyło się z iście japońską punktualnością. Podczas spotkania na stoisku prowadzonym przez katowicki oddział Ligi Republikańskiej można było nabyć książki gościa: I powraca wiatr… i Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla - spotkanie promowało tą ostatnią.

Powstanie książki Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla ma swoje źródła w latach 1991-92, w czasie gdy zaistniał konflikt między Borysem Jelcynem a kierownictwem KPZS. Konflikt polegał na próbie zdelegalizowania KPZS przez prezydenta Rosji. Kierownictwo partii po pewnym czasie stwierdziło, że taki krok Jelcyna był niezgodny z prawem. Finałem całej tej zawieruchy miał być proces sądowy. Jedna ze stron tego konfliktu skontaktowała się telefonicznie z p. Bukowskim w Cambridge (gdzie przebywał już od dłuższego czasu), prosząc go o pomoc przy kompletowaniu materiałów do procesu. (Tym samym p. Bukowski uzyskał zgodę na wgląd w dokumenty Kremla. Nie wolno mu było jednak kopiować oglądanych materiałów). W związku z tym pisarz udał się do Moskwy z mikro-komputerem (chodzi tu o wymiary tego urządzenia) wyposażonym w skaner. Urządzenie to naturalnie wzbudziło zainteresowanie ówczesnych ważnych osobistości, ale bardziej interesująca była dla nich jego cena aniżeli po co to jest.

Przeglądając dokumenty pisarz miał komputer schowany pod marynarką, a skanerem jeździł po aktach. Swój cel zrealizował, ale kopiowanie ostatnich stron było grą nerwów, gdyż jeden z pracowników archiwum zorientował się, o co chodzi i próbował w odpowiedni sposób zareagować. Jednak w trzy godziny po zeskanowaniu ostatniej strony p. Bukowski był już w Anglii. Wkrótce potem archiwa zostały znowu utajnione na 30 lat.

Na odtajnienie akt było wtedy w ZSSR przyzwolenie społeczne. Ówczesny kierownik KGB w rozmowie z p. Bukowskim, transmitowanej przez telewizję, wyraził na to zgodę. Jedynym, który był przeciwny tego rodzaju odtajnieniu był Jelcyn.

Skanując dokumenty Kremla p. Bukowski przyczynił się do powstania książki Moskiewski Proces…. Książka ta ma pomóc w organizacji „procesu norymberskiego” dla komunistów. Proces taki jest potrzebny. Jego techniczna realizacja według gościa mogłaby przebiegać następująco: osądzić kilkunastu najważniejszych komunistów, a potem ich uniewinnić, gdyż jakby tak chcieć rzetelnie osądzić komunizm, to okazałoby się wówczas, że winne jest całe społeczeństwo. Natomiast taki proces zaproponowany przez p. Bukowskiego służyłby oczyszczeniu moralnemu. O dalszych przemyśleniach pisarza związanych z Norymbergą dla komunistów - w dalszej części tego sprawozdania. (Przypominam, że jednym ze zwolenników „procesu norymberskiego” dla komunistów był śp. ksiądz profesor Józef Maria Bocheński, rektor Uniwersytetu we Fryburgu).

Takie osoby, jak właśnie p. Bukowski, p. Sołżenicyn czy inni uciekinierzy polityczni z ZSSR byli ostro obserwowani przez KGB, być może nie w sensie dosłownym, jednak ich wypowiedzi były z pilną uwagą śledzone przez Politbiuro. (Umożliwiło to prowadzenie stosownej polityki zagranicznej ZSSR). Głosy politycznych uciekinierów wpływały również w znaczącym stopniu na tzw. politykę odprężenia prowadzoną przez Zachód wobec ZSSR (w latach 70-tych aktywnym propagatorem tego rodzaju polityki była RFN). Jeszcze jako więźniowie łagrów dostarczali niemało kłopotów władzom (p. Bukowski znalazł to w archiwum), gdyż każda najmniejsza nawet decyzja dotycząca codziennego życia więźniów musiała być podjęta przez Politbiuro.

Wypowiedzi takich ludzi jak p. Bukowski były też niechętnie widziane przez członków dominujących na scenie politycznej Zachodu od końca II wojny światowej partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych, aktywnie realizujących wspomnianą politykę odprężenia. Archiwa wykazują, że zdecydowana większość decyzji podejmowanych przez kierownictwa partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych na Zachodzie była pod dyktando KPZS. W pewnych wypadkach aż do przesady, jak np. konsultacje Andropowa i Politbiura z ówczesnym Bundeskanzlerem w sprawie Sołżenicyna. Andropow chciał, by p. Sołżenicyn był skazany, Politbiuro, że nie, a kanclerz oferował dla p. Sołżenicyna miejsce w swoim kraju; po uzgodnieniach p. Sołżenicyn znalazł się w RFN.

Przedstawione zostały również ruchy i rozpady, jakie miały miejsce w łonach partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych na Zachodzie. Dosyć duży procent w tych partiach stanowili komuniści. Takie ruchy i rozpady polegały na tym, że komuniści zdobywając swe cele pozbywali się socjalistów i socjaldemokratów. Podsumowując tę kwestię gość stwierdził, że o ile komuniści to bolszewicy, to socjaliści czy socjaldemokraci to mienszewicy. Bolszewizm od mienszewizmu różni się tylko w metodach. Bolszewik chce swój cel osiągnąć od razu, mienszewik poszczególnymi stadiami. Pisarz przywołał tutaj przykład homara, którego można wrzucić od razu do wrzątku (analogia z bolszewizmem), jak również do zimnej wody i stopniowo podgrzewać, aż będzie czerwony (tu: mienszewizm).

Pod koniec lat 70-tych nastąpił odwrót od polityki odprężenia. Do takiego obrotu sprawy przyczynili się nie tylko uciekinierzy polityczni, ale także… sam ZSSR. Wówczas to na posiedzeniu Politbiura zapadła decyzja o agresji na Afganistan. Rozpoczął się również kryzys w Polsce.

Źródła kryzysu w Polsce miały charakter gospodarczy, a nie polityczny. Jednym z objawów był brak mięsa. Towarzysze polscy zwrócili się do towarzyszy sowieckich z prośbą o dostarczenie 30000 t mięsa. Sowieci doszli do wniosku, że trochę głupio byłoby utracić Polskę z powodu 30000 t mięsa (teraz to nawet niedużo, biorąc pod uwagę cenę rynkową 1 kg mięsa). Na posiedzeniach rządu jak i Politbiura odbywały się tego typu narady (cytuję z pamięci):

Gorbaczow - minister do spraw rolnictwa: „Towarzyszu Leonidzie Iljiczu - wasza inicjatywa spotkała się z głośnym i serdecznym przyjęciem w lokalnych komitetach partii i natychmiast podjęto stosowne kroki…”

Breżniew: „Towarzyszu Gorbaczow!”

Gorbaczow: „Tak?”

Breżniew: „Macie mięso?”

Gorbaczow: „Nie”.

Ostatecznie udało się zebrać 16000 t mięsa. Polski kryzys gospodarczy zaowocował wkrótce kryzysem politycznym. I tu się pojawia to, na co tow. min. Miller i tow. gen. Jaruzelski (w marcu'98) zareagowali stwierdzeniem, że to, to jest kłamstwo. Kryzys zaszedł tak daleko, że Jaruzelski zaczął myśleć o zbrojnym „środku zaradczym”. W swojej książce p. Bukowski ujawnił, że tow. gen. Jaruzelski domagał się pomocy militarnej z ZSSR. (Informowała o tym „Gazeta Polska” z 19 XII 1996 r - nr 50/178. Ten fakt oczyszcza niejako sowieckich komunistów i jest to pewnego rodzaju impuls wymuszający zmianę myślenia o sowieckich komunistach wśród Polaków. Polacy mają taki nawyk, że za główne zła wyrządzane przez komunistów obwinia się komunistów sowieckich). Towarzysze sowieccy okazali się jednak zbyt mądrzy (o ile w przypadku komunistów można mówić o mądrości), aby na taką interwencję się zdobyć, gdyż wydarzenia z Afganistanu obfitowały w przykłady, gdzie żołnierze Armii Czerwonej przechodzili na stronę afgańską. Taka interwencja mogłaby być początkiem długotrwałej wojny partyzanckiej, mogłyby być też takie sytuacje, jak te z Afganistanu (przejście żołnierzy Armii Czerwonej na stronę tym razem Polaków). (W chwili, gdy piszę te słowa - 29 III - „Wiadomości” podają, że nadszedł faks z Cambridge - protokół z posiedzenia Politbiura z 10 XII 1981 r., w którym jest kategoryczna odmowa pomocy dla Jaruzelskiego - faks ten potwierdza informacje zgromadzone w książce Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla; pokazuje to kamera ze spotkania p. Bukowskiego z Warszawy).

Przez zwykłych ludzi w ZSSR wydarzenia roku 1981 w Polsce były obserwowane z baczną uwagą. Również wychodzenie z okresu totalitaryzmu znajdowało się pod uważną obserwacją. Tutaj pisarz wyraził ubolewanie, że wychodzenie z totalitaryzmu skończyło się, jak się skończyło, a właściwie się nie skończyło. („Okrągły Stół” był niepotrzebny - powstał bardziej z inicjatywy strony „opozycyjnej”).

W końcu lat 70-tych Zachód się opamiętał. W Białym Domu w USA na szczęście zasiadł p. Ronald Reagan. Zaczął on wyścig zbrojeń. Sowieci od początku zdawali sobie sprawę, że nie będą w stanie takiego wyścigu wygrać i sięgnęli po jedyną broń, jaka im została. Zaczęli inspirować ruchy pacyfistyczne na Zachodzie, demonstracje na rzecz „pokoju” gromadziły tam miliony osób. Te całe hece na rzecz „pokoju i rozbrojenia” są przeciwko USA i p. Reaganowi (a czemu nie przeciwko ZSSR - wiadomo).

„Pieriestrojka” i „głasnost'” wprowadzone przez Gorbaczowa to tylko takie udobruchanie Zachodu, co zresztą Zachód łyknął. „Pieriestrojka” miała stworzyć namiastkę zmian. W latach 80-tych towarzysze sowieccy zdawali sobie sprawę z nadchodzącego krachu komunizmu. Ewentualne rozluźnienie w Europie Wschodniej miało się odbywać pod kontrolą Moskwy i Politbiura. Niestety życie pokrzyżowało tu precyzyjne plany. Nie pamiętam, do jakiego stopnia miało być prowadzone rozluźnienie, ale na pewno nie to tego, co jest dzisiaj. We wszystkich krajach byłego bloku wschodniego posunęło się to wszystko za daleko, jedynie w Rumunii udało się osadzić swojego człowieka, chodzi tu o Iliescu. W Berlinie mur miał obalić Gorbaczow, a nie naród. Fakt obalenia muru trochę zaskoczył Moskwę, zaprzyjaźnionych z nią niemieckich polityków (w takiej sytuacji Gorbaczowowi nie pozostało nic innego, jak pozwolić na zburzenie muru) oraz Stasi. Do Moskwy wywieziono skompromitowanych polityków niemieckich oraz dokumenty świadczące o wpływach ZSSR w NRD. Czyli tutaj sowieci zajęli się czyszczeniem swej reputacji. Przedstawione powyżej fakty dowodzą bezsensowności kontynuowania „Okrągłego Stołu”.

Pisarz opowiedział także o „przemianach własnościowych” podczas rozpadu ZSSR. Własność dotychczas państwowa została rozdzielona pomiędzy prominentów Komsomołu i KPZS. Ci prominenci, którzy otrzymali „swoją własność”, zaczęli się wypinać, zamiast zgodnie z wytycznymi być wiernymi KPZS. W ten sposób powstał dzisiejszy system gospodarczy Rosji, który gość nazwał systemem mafiostycznym. (Tutaj nie ma mowy o normalnym rynku czy demokracji).

Zapytany o zdanie na temat takich osób, jak Michnik i Geremek, p. Bukowski wyraził się o nich negatywnie. Kiedyś byli przyjaciółmi, ale teraz ich drogi się rozeszły. W niedawnych czasach pisarz miał okazję porozmawiać z Michnikiem, ale wtedy wspominali stare czasy. Z kolei obecną sytuację w Europie skomentował następująco: we wszystkich krajach rządzi lewica, wyjątkiem są Niemcy - i tutaj wyraził zaciekawienie co do przyszłości Helmuta Kohla. O Zbigniewie Brzezińskim powiedział (cytuję z pamięci): „prawa strona demokratów”.

Podczas bankietu p. Bukowski został odznaczony przez „Solidarność” medalem za zasługi. W trakcie tej części dnia usłyszałem dalsze przemyślenia gościa. Stwierdził on, że Polacy mają szczęście, iż był tu i jest taki, a nie inny Kościół katolicki. W Rosji jest teraz kryzys duchowości. Pisarz opowiedział, że jakaś znajoma, doktor fizyki z uniwersytetu w Moskwie, zadzwoniła do jego siostry do Szwajcarii (o 400 czasu szwajcarskiego), aby dowiedzieć się, czy narodził się antychryst. W Rosji szerzy się szarlataneria i plenią się uzdrawiacze. Brak jest prawdziwej religii.

O obecnym kryzysie politycznym - dymisja Czernomyrdina - gość wyraził opinię, że w Rosji jest codziennie kryzys, a sytuacja unormuje się tam za kilkadziesiąt lat. P. Bukowski przewiduje rozpad samej Federacji Rosyjskiej na poszczególne narody.

O inteligencji wyraził się źle. Ostatnie 20 lat istnienia komunizmu i totalitaryzmu zawdzięczać można inteligencji. W tych czasach nie było fanatyków komunizmu (w ZSSR), a również i KGB nie chciało się prowadzić „działalności”, tylko konformistyczna postawa inteligencji sprzyjała takiej sytuacji, jaka była. Co prawda inteligencja nie pozostawiała na komunizmie suchej nitki, ale jednak była przekupiona przez komunistów wielością posiadanych przywilejów.

Wg p. Bukowskiego szanse na przeprowadzenie Norymbergi dla komunistów są małe. Wynika to z postawy zachodnich „elit”, u których brak przyzwolenia dla tego rodzaju procesu (jak wiadomo, na Zachodzie panuje lewactwo). Również w krajach dotkniętych niegdyś przez komunistyczny totalitaryzm pod tym względem nie jest najlepiej. W Polsce powoli, powoli ludzie zaczynają odczuwać chęć usłyszenia prawdy o niedawnej przeszłości - kilka lat temu wśród Polaków nie było tego typu zjawiska. Z kolei Rosjanie nie chcą znać obrazu niezbyt dawnej (ok. 60-80 lat) rzeczywistości. Oto, jak „wielkie” są szanse na Norymbergę dla komunistów. (Tutaj moja uwaga - jakże komicznie w tym kontekście brzmią zapewnienia, że Unii Pracy też zależy na rozliczeniu z PRL, oraz jakże komicznie wyglądają organizowane co chwilę przez komunistów, socjalistów czy socjaldemokratów na terenie np. Francji demonstracje).

Gość zapytany o wrażenia i komentarze dotyczące Polski z lat 1989 i 1990 odpowiedział, że spodziewał się po Polakach znacznie lepszego zachowania (w procesie wychodzenia z komunizmu), aniżeli to, co Polacy pokazali. Dodał również, że taki bieg rzeczy nie byłby dziwny dla innego kraju z bloku wschodniego. Polska była przez inne narody tego bloku szczególnie obserwowana i inaczej oceniana (wyższe wymagania) i to, co się stało w latach 1989-90 nie wzbudziło zachwytu wśród np. Rosjan. Co jak co, ale po Polsce gość spodziewał się czegoś lepszego.

Pisarz uważa, że nie może być wolnego rynku bez wcześniejszego odrodzenia moralnego (czemu miałaby służyć m. in. Norymberga dla komunistów), inaczej mamy do czynienia z układami mafijnymi. Pewien mój przyjaciel z „An Arché” po powrocie z Rosji (1998 r.) stwierdził, że mafie są tam większą gwarancją bezpieczeństwa aniżeli milicja, gdyż, jak to przyjaciel uzasadnił: przez mafie nie miał w ogóle kontrolowanych dokumentów, a przez milicję kilkanaście razy. Powiedziałem o tym już w prywatnej rozmowie p. Bukowskiemu, na co pisarz stwierdził, że nie jest prawdą, iż mafie są gwarancją bezpieczeństwa, gdyż można czuć się bezpiecznym przynajmniej ze strony jednej mafii (z którą się współpracuje), a w ogóle tam jest totalna korupcja i milicja też jest skorumpowana przez mafie.

Dzisiaj p. Władimir Bukowski nie ma prawa wjazdu (wizy) do Rosji.

Żegnając się z p. Bukowskim zapewniłem go, iż pozostaję w modlitwach za niego i niech go Bóg z całym Niebem prowadzi.

Bartosz „Doley” Dolny

P. S. Bardzo serdeczne podziękowania dla katowickiego oddziału Ligi Republikańskiej za umożliwienie mi tak długiego przebywania w towarzystwie p. Władimira Bukowskiego.

gazeta_an_arche/wladimir_bukowski_na_gornym_slasku.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:49 (edycja zewnętrzna)