"Gazeta An Arché" nr 49 - zamknięto 8 I 1998


Zbrodniarz stalinowski wciąż mieszka wśród nas!

Od lipca do września 1945 r. funkcjonariusz MO Czesław Gęborski pełnił funkcję komendanta tzw. obozu przejściowego w Łambinowicach. W obozie tym więziono mieszkańców powiatu niemodlińskiego, których komunistyczne władze zamierzały wypędzić do Niemiec. Większość osadzonych stanowiły kobiety, dzieci i starcy. Więźniowie poddawani byli okrutnym torturom. Według szacunkowych danych z około ośmiu tysięcy Górnoślązaków przetrzymywanych w obozie, zginęło ponad sześć tysięcy. Z zeznań tych, którym udało się przeżyć wiadomo, iż Czesław Gęborski wyróżniał się szczególnym bestialstwem.

„Każdego dnia nazwiska zmarłych Niemców wędrowały do Czesława, który niezmiennie mówił: Dlaczego tak mało? Z czasem prawie całe Bielice były martwe, ale ze wschodu przybywały pociągi pełne Polaków, więc policja musiała oczyścić Arnsdorf, Bauersdorf oraz trzy tuziny innych wiosek, i dostarczyć ich mieszkańców do obozu Czesława. Najgorszy los spotkał kobiety z Grben. W czasie wojny SS pogrzebało Polaków, pięćset ciał jak się okazało, na rozległej łące pod Łambinowicami. Czesław wszelako słyszał, że jest ich tam dziewięćdziesiąt tysięcy i kazał kobietom z Grben wykopywać te zwłoki. Niemki dokonały tego. Kiedy pokazały się ciała, czarne jak szlam ze studzienki ściekowej, więźniarki poczuły nudności. Twarze nieboszczyków były zgnite, mięśnie zamieniły się w maź, ale strażnicy którzy częstokroć wydawali się psychopatami, zmuszającymi Niemki do picia uryny, krwi, jedzenia ludzkich ekskrementów, wkładającymi nasączone olejem pięciomarkowe banknoty w pochwy kobiet i podpalającymi je wrzeszczeli do więźniarek z Grben: Kładźcie się obok nich Kobiety robiły co im kazano. Przytulcie ich Pocałujcie Kochajcie się z nimi i wpychali lufy karabinów w potylice swych ofiar aż ich oczy, nosy i usta tkwiły głęboko w szlamie z polskich twarzy. Kobiety, które zaciskały usta nie mogły krzyczeć, a te które krzyczały, musiały skosztować czegoś ohydnego. (…) W barakach nie było pryszniców, a wszyscy zmarli najwyraźniej mieli tyfus bo sześćdziesiąt cztery kobiety z Grben zmarły”.

(John Sack, Oko za oko, Gliwice 1995, ss. 214215)

28 maja 1997 r. Liga Republikańska, Ruch Autonomii Śląska oraz Związek Ludności Narodowości Śląskiej zorganizowały pikietę pod domem kata Łambinowic w Katowicach-Zawodziu, przy ul. 1 Maja 48 (koło rektoratu Akademii Ekonomicznej). Pikieta odbyła się szerokim echem w mass-mediach. Informowały o niej rozgłośnie radiowe, prasa katowicka, opolska oraz niemiecka, związana z organizacjami ziomkowskimi, a także lokalna telewizja. Ton relacji był dość zróżnicowany. W niektórych pobrzmiewała dość fałszywie nuta współczucia dla starego, schorowanego człowieka, nękanego przez politycznych awanturników. Organizatorom zarzucono ostracyzm i lekceważenie procedur prawnych. Nie wszyscy dziennikarze ograniczyli się jednak do wydawania powierzchownych sądów. Część publikatorów zaprezentowała rozmowę przeprowadzoną z Czesławem Gęborskim podczas pikiety. Były komendant obozu w Łambinowicach po raz kolejny zaprzeczył, jakoby w łagrze torturowano i mordowano więźniów. Manifestację przed swoim domem określił jako element sterowanej z Niemiec oszczerczej kampanii. Przekonując o swej niewinności, powołał się na wyrok Sądu Wojewódzkiego w Opolu w 1959 r.

Powojenna historia Łambinowic, gdzie wcześniej zlokalizowany był niemiecki obóz jeniecki, ujrzała światło dzienne w drugiej połowie lat 50-tych. W listopadzie 1956 r. były burmistrz Niemodlina - Antoni Końca - ośmielony zapowiedzią zwrotu w polityce władz komunistycznych wobec ludności autochtonicznej tzw. „Ziem Odzyskanych” - przesłał do Ministerstwa Sprawiedliwości i opolskiej Prokuratury Wojewódzkiej doniesienie o zabójstwie mieszkańców wsi Kuźnica Ligocka, popełnionym w latach 1945-46 w Łambinowicach, co stało się podstawą wszczęcia śledztwa. W tym samym czasie w Republice Federalnej Niemiec ukazało się pierwsze wydanie broszury Heinza Essera Die Hölle von Lamsdorf (Piekło Łambinowic). Autor, który przez pewien czas pełnił w łagrze funkcję lekarza, oskarżył część personelu obozowego, w tym Gęborskiego, o znęcanie się nad więźniami i liczne morderstwa. Liczbę ofiar śmiertelnych oszacował na ponad 6 tysięcy.

Dnia 11 grudnia 1957 r. opolska prokuratura wniosła do sądu akt oskarżenia przeciw Gęborskiemu i jego współpracownikowi Ignacemu Szypule. Zawierał on następujące zarzuty:

  • latem 1945 r. podczas dochodzenia w sprawie rzekomej ucieczki jednego z osadzonych, prowadzonego przez Gęborskiego i Szypułę, więźniów bito i kopano, w wyniku czego 9 z nich zmarło;
  • w wyniku tortur śmierć poniósł Józef Grencer, który powrócił z niewoli sowieckiej;
  • w drugiej połowie 1945 r. z winy 5 strażników śmierć poniosła kobieta będąca w 9 miesiącu ciąży. Następnie zastrzelono jej dwuletnią córkę, gdy składała kwiaty na grobie matki;
  • w drugiej połowie 1945 r. Gęborski i Szypuła obcięli piłą chorą nogę nauczycielowi Wolfowi z Bielic, w wyniku czego zmarł;
  • do jednego z baraków pod pretekstem wydawania mleka zwabiono dzieci, do których strzelano. Kilkoro poniosło śmierć;
  • podczas apelu Gęborski zatłukł na śmierć Hermana Kowola z Bielic;
  • Gęborski zastrzelił 35-letniego mężczyznę;
  • w lecie 1945 r. Gęborski zastrzelił podejrzanego o przynależność do SS;
  • w drugiej połowie 1945 r. Gęborski polecił strażnikom mordować codziennie 10 osób;
  • w drugiej połowie 1945 r. Gęborski wydał rozkaz rozstrzelania grupy wybranych 10 osób;
  • 17 sierpnia 1945 r. Szypuła polecił jednemu z więźniów położyć się na drodze, po czym przejechał po nim kilkakrotnie bryczką, powodując jego śmierć;
  • 8 września 1945 r. Szypuła zabił Martę Prousner z Kuźnicy Ligockiej;
  • 12 września 1945 r. Szypuła uderzeniem butelki w głowę pozbawił życia Jana Henkla z Kuźnicy Ligockiej;
  • 4 października 1945 r. Szypuła spowodował podpalenie jednego z baraków. Gęborski pod pretekstem uśmierzenia buntu wydał rozkaz użycia broni, w wyniku czego zginęło wiele osób.

Zarzuty te określono jako nie budzące wątpliwości, szereg innych odrzucono w trakcie śledztwa ze względu na sprzeczne bądź niejasne zeznania świadków.

Proces rozpoczęty w marcu 1958 r. trwał do kwietnia 1959 r., kiedy to sąd, powołując się na zasadę rozstrzygania wszelkich wątpliwości na korzyść oskarżonego, wydał wyrok uniewinniający. Sędziowie doszukali się sprzeczności w zeznaniach świadków, którzy mieli rzekomo znajdować się pod wpływem rewizjonistycznej propagandy, obliczonej na wywołanie zbiorowej psychozy. Powtarzanie się w wielu relacjach opisów tych samych okrucieństw, jakich dopuszczali się oskarżeni, tłumaczono lekturą broszury Essera, mimo iż o części wydarzeń przywołanych podczas procesu w publikacji tej nie ma najmniejszej wzmianki. Ani sąd, ani prokuratura nie podjęły decyzji o ekshumacji ciał ofiar obozu, co pozwoliłoby ustalić ich liczbę i przyczynę śmierci. Nie przesłuchano także byłych więźniów zamieszkałych na terenie RFN i NRD. Pozwala to uznać proces za polityczną farsę, wpisującą się w ogólny obraz komunistycznego wymiaru sprawiedliwości.

W kwietniu 1960 r. Gęborski wystąpił z pozwem przeciwko skarbowi państwa o odszkodowanie za szkody moralne i materialne. Gdy Sąd Wojewódzki w Opolu wydał niekorzystne dla niego postanowienie, zwrócił się o ponowne rozpatrzenie sprawy do Sądu Najwyższego. Wniosek ten nie został uwzględniony, co uzasadniono m. in. tym, iż rozprawa przeciw Gęborskiemu nie rozwiała wątpliwości co do jego winy.

Nieco światła na osobowość Gęborskiego rzuca jego charakterystyka, wydana przez Komendę Wojewódzką MO w Katowicach podczas śledztwa w 1957 r.: „Czesław Gęborski był zdyscyplinowanym, zdolnym, oddanym oficerem, który od 1945 r. brał aktywny udział w likwidacji kontrrewolucyjnego podziemia zbrojnego. W ciężkiej i trudnej walce z kontrrewolucyjnym podziemiem nie szczędził sił, wyrzekając się często życia osobistego, niejednokrotnie snu i wypoczynku. Dzięki bezgranicznemu oddaniu sprawie socjalizmu zaskarbił sobie pełne zaufanie i uznanie przełożonych”. Pewność siebie granicząca z fanatyzmem i przekonanie o słuszności własnego postępowania zdają się nie opuszczać Gęborskiego. W oświadczeniu przekazanym w 1990 r. Edmundowi Nowakowi - autorowi książki Cień Łambinowic - próżno szukać choćby śladu współczucia dla ofiar obozu. Gęborski scharakteryzował więźniów - w większości starców, kobiety i dzieci (pozostali nie wrócili z armii bądź niewoli) - w następujących słowach: „Każdy Niemiec z buty przeszedł na niewyobrażalne poddaństwo. Gdy się z nim rozmawiało, stał jak struna na baczność i pierwszy zawsze krzyknął ŤHitler Kaputť. Wyglądało to żałośnie, nawet obrzydliwie. Ale niestety Niemcy tacy już są. Gdy są w sile, nie mają litości dla swych ofiar, gdy z kolei sami popadają w podobne tarapaty, z wielką służalczością gotowi są buty każdemu lizać”.

W świetle tych wypowiedzi nie dziwi sympatia, z jaką w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi „Trybuny Śląskiej” mówił o Salomonie Morelu, komendancie łagru w Świętochłowicach-Zgodzie, ściganym obecnie listem gończym. Morel, którego zbrodnie opisane zostały przez licznych wiarygodnych świadków, jest zdaniem Gęborskiego - jak on sam - niewinny.

Wydaje się, że ani Morel, ani Gęborski nie doczekają się sprawiedliwego procesu. Prawdopodobnie żaden z uczestników komunistycznych represji wobec ludności Górnego Śląska nie zostanie skazany przez polski sąd. Bardziej jest jednak pobłażliwy stosunek do owych zbrodniarzy części opinii publicznej, którego wyrazem były wspomniane reakcje na pikietę pod domem Gęborskiego. Niewiele wcześniej światowe media oburzeniem odpowiedziały na decyzję włoskiego sądu, który uznał przedawnienie win oficera SS Priebkego, uczestniczącego w egzekucji ludności cywilnej w Rzymie. Jak widać, po dziś dzień do zbrodni nazistowskich i komunistycznych przykłada się zupełnie inną miarę.

Jerzy Gorzelik

gazeta_an_arche/zbrodniarz_stalinowski_wciaz_mieszka_wsrod_nas.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:50 (edycja zewnętrzna)