"Gazeta An Arché" nr 43 - zamknięto 13 IV 1997


Ze społeczeństwem nie ma anarchizmu

Anarchizm - forma pewnego oczyszczenia. Swoista umiejętność budowania własnej tożsamości, nie skrępowanej zewnętrznymi, narzucanymi wzorcami myślenia i postępowania. Anarchizm tworzy jednostkę, świadomą swego miejsca we wszechświecie, pragnącą podkreślenia swego indywidualizmu, pragnącą autorozwoju. Anarchizm pozwala na wewnętrzne budowanie samego siebie; po odrzuceniu pętających percepcję widm (Stirner) - państwa, narodu, społeczeństwa - możemy mówić o pewnej wolności. Wolności, będącej chaosem - stanem katharsis, kiedy właściwie rodzimy się na nowo… Bo chaos ten to ogłuszająca pustka po rewolucji, której dokonaliśmy w nas samych (w naszym układzie czucia i postrzegania, myślenia i pragnienia). Teraz dopiero naprawdę możemy zacząć budować swoje „ja”, zacząć wytyczać drogę swej realizacji. Anarchizm to wstęp, to oczyszczająca tożsamość (nacechowana prawdą i krytycyzmem). Stan taki jest jednak odrębny, niepowtarzalny i możliwy jedynie w stosunku do każdego z osobna. Indywidualizm tej ewolucji nie podlega jakiejkolwiek dyskusji. Każdy jest samotną wyspą, jedynym i tylko jedynym tworem (homo sapiens) oraz jedynym i tylko jedynym anarchistą. Wolność zawarta jest w nim, to stan ducha i ciała, to nieokreślona metafizyka, dostępu do której nie ma żaden inny człowiek… Wolność to jednostka. Jednostka jest zaś sama dla siebie zamkniętą autonomią…

Jednakże jest to tylko jedna strona istoty, jaką jest człowiek. Człowiek to także istota społeczna (Arystoteles), twór, który powstaje, żyje i rozwija się w zbiorowisku podobnych nam istot - ludzi. W ujęciu tym jesteśmy tylko maleńkimi trybikami, elementami olbrzymiej machiny, jaką jest społeczeństwo. Kiedy mówimy o swym indywidualizmie, jednostkowości, dotyczy to naszego wnętrza, duszy, jednak kiedy mówimy o swej przynależności do masy ludzkiej, jesteśmy tylko jednym z wielu, składnikiem większej całości. Kiedy analizujemy swe położenie społeczno-polityczne, musimy także odnieść je do położenia społeczeństwa, zbioru, którego jesteśmy elementem i w obrębie którego żyjemy. W skrócie: lokalnie jesteśmy sobą, globalnie jesteśmy społeczeństwem.

Wobec tego pytanie: czy nasz indywidualizm (powiedzmy anarchizujący) ma zastosowanie na arenie społecznej? Czy nasze jednostkowe, odrębne „ja” może stać się „ja” ogólnym, społecznym? Czy masa pragnie wolnościowych idei?

Jak mawiał Marks, „byt kształtuje świadomość” (przygniatającej części społeczeństwa) i jest to zjawisko niezaprzeczalne. Głównym postulatem społeczeństwa jest chęć poprawienia (doraźnego) szarej, niedoskonałej egzystencji. Poprawa ta ma mieć oczywiście charakter stricte ekonomiczny (poprawa warunków życia, wzrost płac itp.). Masy ludzkie nie żyją wielkimi ideami, pragną zaspokojenia swych potrzeb materialnych (np. Polacy głosują głównie nie na partie i wartości - tylko na zapowiedzi, obietnice poprawy bytu - co parę lat obserwujemy radykalne zmiany proporcji sił politycznych). Także w historii nigdy rewolucje nie wybuchały z pobudek ideowych, powodem masowych buntów było albo zmęczenie tyranią, albo skrajna bieda. Społeczeństwo jest ograniczone w swej formie - jednak taka jest jego natura. I kiedy pojawiają się jednostki odwołujące się do wielkich idei, pragnące radykalnych zmian, odnowy społecznej oraz nowego porządku, zawsze jest to tylko margines (faszyści, komuniści, anarchiści). Masy oczywiście mogą podchwycić poglądy którejś z grup, jednakże głównie ze względu na wymierne korzyści (likwidacja bezrobocia, wywłaszczenie bogatych, ochrona socjalna, wyraźna wizja przyszłości itd.). Anarchizm w przeszłości był zbyt ideowy, podzielony i utopijny - w związku z tym lud zmęczony kapitalizmem bądź nieudolną monarchią wybierał wyrazistych, zwartych marksistów lub faszystów. Społeczeństwo bowiem kocha wodzów, igrzyska i obietnice. Tak było, jest i będzie. Idealizm jako cecha nielicznych niepotrzebny jest masom. Z drugiej zaś strony idee piękne są na kartach papieru i w głowach ludzi, w życiu okazują się fiaskiem (fałszem i zbrodnią), ponieważ życie nie potrzebuje radykalnych idei - równowaga w przyrodzie polega na ewolucji (nie - rewolucji) - co odnosi się także do życia społecznego. Idee, wartości są w nas, na ulicach jest życie…

W związku z tym czytając o akcjach typu „Podatki - stop”, „Władza - precz” zauważam pewną ślepą uliczkę… Bowiem wolność, równość, sprawiedliwość to wartości (absolutne) będące w nas, którymi karmimy się my, nie zaś społeczeństwo. Jak starałem się wykazać, społeczeństwo nie chce tego (a nawet i często nie rozumie), czego chcieliby idealiści (zresztą szalenie zróżnicowani i odrębni). Idee są ideami, życie jest życiem (na brudnej ulicy trudno wyrosnąć kwiatom). Kiedy ktoś mówi o sobie, że jest anarchistą, wolnościowcem, mówi o stanie swego umysłu, o swym odrębnym świecie. Kiedy mówi „my - społeczeństwo”, mówi o masie i w imieniu masy - takiej samej od tysięcy lat… Występując przeciwko władzy, podatkom, politykom (ściśle mówiąc rzeczywistości) owe zbuntowane jednostki czynią to głównie dla siebie samych, jest to swoistym rodzajem psychoterapii. Przecież konstruktywnie anarchiści nie mają jasnej, wyraźnej (żadnej) alternatywy, co by było, gdyby nie było władzy, podatków, polityków… Mieć parę ogólników i sloganów to trochę za mało (poza tym, gdzież są ci inżynierowie nowej rzeczywistości?), a społeczeństwo chce wyrazistych zarysów przyszłości. „Rewolucja to nie powstanie przeciw istniejącemu porządkowi, lecz wprowadzenie nowego porządku, będącego odwróceniem starego” (José Ortega y Gasset). Realną utopię, idee przy władzy świat już raz obserwował (od 1917 roku).

Być może sam bunt dla buntu jest atrakcyjny i twórczy, lecz kiedy wychodzi się na ulicę, do ludzi, wznosi okrzyki, rozdaje ulotki np. pod szyldem @, trzeba dysponować alternatywą dla owej potępianej rzeczywistości. Anarchizm jako ruch społeczno-polityczny na przestrzeni dziejów miał okresy dużej popularności, właśnie dzięki wizji ustrojowej, organizacyjnej (anarchokolektywizm, anarchokomunizm, anarchosyndykalizm). Lecz wtedy były inne czasy, inna sytuacja ekonomiczna, inne podłoże polityczne oraz świadomość społeczna. Właściwie dopiero rozwinięta demokracja wytworzyła model kultury liberalnej, humanistycznej, powszechnie akceptowanej społecznie i zmniejszyła liczbę ideowych radykałów. Tak jest i dzisiaj…

I znów stoimy na rozdrożu… Czy można połączyć własną jednostkowość z konstruktywną, sensowną działalnością na polu społecznym? Jak zachowywać się w owym dziwnym świecie (bynajmniej nie czarno-białym), gdzie skończyły się już proste rozwiązania? Świadoma jednostka i społeczeństwo. Idee i ulica. Wolność, równość, sprawiedliwość - chleb, wódka i igrzyska. Podążając razem, właściwie podąża każdy sam (dla siebie). Jednostki pragnące własnej realizacji…. Jednak jesteśmy istotami społecznymi. Bez społeczeństwa nie ma działalności społeczno-politycznej, lecz ze społeczeństwem nie ma anarchizmu…

Gawron

P. S. Tekst ten można także odnieść w kontekście zbliżającego się referendum konstytucyjnego i wyborów parlamentarnych. Czymże jest bojkot (którego sam byłem kiedyś orędownikiem) - działalnością społeczną, czy może psychoterapią i dowartościowaniem?

gazeta_an_arche/ze_spoleczenstwem_nie_ma_anarchizmu.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 22:26 przez gigabyte