Anarchistyczny Magazyn Autorów "Mać Pariadka" nr 1-2/98
"Antyfaszyści", zastanówcie się!
słowo w obronie niesłusznie oskarżanych o faszyzm
Na internetowych stronach anarchistycznej grupy "Czarny Sztandar" pojawił się ostatnio biuletyn sochaczewskiego środowiska antyfaszystowskiego "Anti-Nazi". Jakby nie było, anarchizm jest przeciwny faszyzmowi, tak więc nie byłoby w tym fakcie nic dziwnego. Jednak po bliższym zapoznaniu się z treścią wymienionego biuletynu mam wątpliwości, czy jest to naprawdę biuletyn antyfaszystowski. Mam też wątpliwości, czy anarchistyczne strony są dla niego właściwym miejscem, ale to już osobna sprawa.
Oto na samym początku, wspominając skazanie oskarżonego o wysadzenie w 1995 r. rządowego budynku w Oklahoma City Timothy McVeigha, autorzy "Anti-Nazi" piszą: „Okazało się, że był członkiem Michigan Militia - grupy o której praktycznie nikt nie słyszał. „Patrioci”, „chrześcijanie”, „ruch oporu” jak siebie ci faszyści zwą byli znani społeczeństwu”. Dalej można przeczytać, że „tego typu grup jest więcej” i że „nie mają centrali. Ciągle zmieniają nazwy, jedne się rozpadają inne powstają. Łączy ich jedno przekonanie: Rząd Federalny z Waszyngtonu jest uzurpatorem, okupantem. Trzeba więc go zwalczać. Podobnie nie za bardzo uznają władze stanowe. Więc rząd nie może pobierać podatków, karać i sądzić przestępców, ustalać przepisy związane z posiadaniem broni. Nie akceptuje się praw władz stanowych do wydawania praw jazdy, leśników do ochrony lasów, sędziów do dawania rozwodów, urzędników do ściągania długów”. Pomijając fakt, że nie udowodniono przynależności McVeigha do Michigan Militia (organizacja ta oświadczyła, iż McVeigh starał się do nich wkręcić, przychodził na ich spotkania, ale został uznany za zbyt „stukniętego” i dano mu do zrozumienia, że nie ma tam czego szukać; nawet na wrogiej „tego typu grupom” stronie internetowej The Militia Watchdog można przeczytać, iż powiązania McVeigha i jego domniemanego wspólnika Nicholsa z milicjami okazały się „niezwykle słabe” („extremely tenunous”)), a tym bardziej tego, że zamach był zaplanowany przez owe stowarzyszenie, to opis poglądów omawianych grup (jak można zrozumieć, chodzi tu o Michigan Militia i inne organizacje „tego typu”, a więc inne grupy zwące się milicjami, co zresztą potwierdza dalsza część artykułu) zupełnie jakoś nie pasuje do rzuconego od niechcenia epitetu „faszyści”. Jacy to faszyści, którzy nie mają centrali, odmawiają posłuszeństwa rządowi, sprzeciwiają się podatkom, rządowemu wymiarowi sprawiedliwości, decyzjom urzędników? Przecież pasowałby tu raczej termin „anarchiści”! (Nie ukrywam, że dla mnie, anarchisty, przytoczony opis owych ugrupowań brzmi całkiem sympatycznie). I rzeczywiście, zaraz pada konkluzja: „Rzekłbyś - tacy „nazi-anarchiści””. No tak, tylko czemu „nazi”? W dalszym ciągu nie wiadomo…
Wreszcie jednak zaczynają padać konkretne zarzuty: „Wiele ma stały kontakt z rasistami i faszystami w Europie. Stamtąd czerpią idee, że każdy rząd powyżej powiatu jest nielegalny…”. Przyznam się, że po raz pierwszy słyszę, by koncepcja nielegalności każdego rządu powyżej szczebla powiatowego była faszystowska - zawsze myślałem, że faszyzm dąży do skrajnie scentralizowanego i ogarniającego wszystkie dziedziny życia państwa („wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”, jak powiedział Mussolini) i że to właśnie jest jego charakterystyczną cechą. Idziemy dalej: ”…ci z Waszyngtonu to agentura ONZ, przygotowująca okupację Ameryki przez wrogie siły - żydostwo. Rząd w Waszyngtonie często nazywają Syjonistycznym Rządem Okupacyjnym”. No, wreszcie ujawnia się, o co chodzi - ci ludzie mają być antysemitami! Potwierdza to jedno z następnych zdań: „Według nich Żydów stworzył szatan…”. Co prawda moim zdaniem antysemityzm nie jest jeszcze wcale dowodem faszyzmu czy nazizmu (faszystą musiałby być w takim przypadku np. Proudhon), ale od biedy można byłoby to uznać za jakieś uzasadnienie epitetów „faszyści” i „nazi”… gdyby było to prawdą, a właśnie co do tego mam poważne wątpliwości, o czym za chwilę. W dalszej części pada też określenie „rasiści”, wspomina się też o tym, że „aresztowano 7 członków innej nazistowskiej grupy - Regionalnej Milicji Południowego Kansas. Dwóch z nich miało dokonać zamachów bombowych w Fort Hood - bazie wojskowej w Teksasie. Mieli do niej wejść 4 VII - w święto narodowe, kiedy będzie otwarta dla zwiedzających. Gdy naszą dwójkę zatrzymano, mieli przy sobie nielegalną broń. Baza miała być celem ataku, gdyż, jak sądzili schwytani, mieli się w niej szkolić żołnierze ONZ przygotowujący się do okupacji USA”.
Sprawdźmy więc, jak to jest z owym „rasizmem” i „antysemityzmem” milicji. W Internecie można znaleźć kilkanaście stron różnych tego typu organizacji i na żadnej z nich nie udało mi się znaleźć określenia „Syjonistyczny Rząd Okupacyjny”, obaw przed okupacją ze strony „żydostwa” ani tym bardziej twierdzeń, że Żydów stworzył szatan. Nie udało mi się znaleźć także akcentów rasistowskich. Wprost przeciwnie - większość milicji jawnie występuje przeciwko rasizmowi. Oto kilka cytatów:
”[Nasza] misja: (…) zapewnić, by wszyscy obywatele niezależnie od rasy, koloru [skóry], religii, płci, cech fizycznych czy narodowości mieli prawo i szansę sprawiedliwego procesu (the right and opportunity to due process of law) ustanowionego i gwarantowanego przez Wielkie Dokumenty prowadzące ten Wielki Naród” (deklaracja Michigan Militia Corps).
„Pierwszym celem (…) milicji Północnej Karoliny (…) jest obrona Konstytucji Stanu Północna Karolina i Stanów Zjednoczonych przed wszelkimi wrogami, zewnętrznymi i wewnętrznymi. Jest nim też podtrzymywanie i obrona konstytucyjnych gwarancji tak, jak zostały one zapisane w Karcie Praw, by zapewnić, iż wszyscy obywatele niezależnie od rasy, koloru [skóry], religii, płci czy narodowości zachowają niezbywalne prawa i szanse (opportunities) ustanowione przez Ojców Założycieli tego wielkiego narodu” (deklaracja North Carolina Citizen Militia).
„Odrzucamy jakąkolwiek filozofię wyższości opartej na rasie, religii czy płci” (z biuletynu Tennessee Volunteer Militia, luty 1996).
„Misja SMSC: (…) zapewnić, by wszyscy obywatele niezależnie od rasy, koloru [skóry], religii, płci, cech fizycznych czy narodowości mieli prawo i szansę sprawiedliwego procesu (the right and opportunity to due process of law)” (deklaracja South Carolina Militia Corps).
W oddziałach milicji są reprezentanci różnych ras i narodowości. „Wśród naszych członków są reprezentanci każdej grupy rasowej, każdej większej religii i obu płci. (…) Przyszliśmy tu, bo mamy coś ze sobą wspólnego, coś, co przekracza rasę, religię czy płeć. My kochamy Amerykę” - oświadczają w tekście //"Kim jesteśmy"// - członkowie California Militia. „Witamy każdego: młodego, starego, mężczyznę, kobietę, czarnego, białego, Azjatę, Żyda i goja” - czytamy na stronie Virginia Citizens Militia (niestety nie mogę tu podać odnośnika, bo strona ta dziwnym trafem znikła z serwera dwa dni po tym, jak do niej dotarłem…). Na stronach North Carolina Citizen Militia znajduje się wywiad z Aaronem Zelmanem, założycielem organizacji Jews For the Preservation of Firearms Ownership (Żydzi Na Rzecz Utrzymania Prawa Własności Broni Palnej) oraz adres do tej grupy. Na stronie Tennessee Volunteer Militia znajduje się z kolei wywiad z założycielem Ohio Militia, J. J. Johnsonem, który jest Murzynem. Komendantem „brygady” w Oklahomie jest (był?) Ross Hullett, pół-Indianin i jednocześnie działacz National Association for the Advancement of Coloured People (Narodowego Stowarzyszenia na rzecz Awansu Ludności Kolorowej), a szefem Montgomery Count Militia - Mark Bowers, Żyd.
Próby przekonania o antysemityzmie milicji podejmowane przez rozmaitych ich wrogów wzbudzają natomiast czasami uśmiech politowania. Oto A. James Rudin w swym artykule "Anti-Semitism Fuels Militias" („Antysemityzm rozpala milicje”) twierdzi, iż „wielu członków milicji (…) jest ukrytymi antysemitami, mówiącymi często szyfrem i mającymi na myśli Żydów, gdy mówią o „międzynarodowych bankierach”, „wschodnich elitach”, „liberalnych mediach” czy „niewidzialnej ręce” zaprowadzającej straszny „Nowy Porządek Światowy””. No cóż, skoro pan Rudin lepiej wie, co ktoś ma na myśli i twierdzi, że temu komuś chodzi o Żydów nawet gdy nie mówi o Żydach, to trudno z nim polemizować. Mógłbym to samo powiedzieć o nim samym - atakuje milicje, bo uważa je za żydowską (czy arabską, rosyjską, niemiecką itd.) agenturę… Dalej padają znane już sformułowania o tym, że „przywódcy milicji nazywają rząd w Waszyngtonie (…) „Syjonistycznym Rządem Okupacyjnym”” i o Żydach jako „nasieniu szatana” (czy przypadkiem sochaczewscy "anti-nazi" nie czerpali swoich wiadomości z tego artykuliku?), a także o tym, że „niektórzy przywódcy milicji (…) wieszają w swych siedzibach portrety Hitlera”. Pan Rudin nie podaje jednak żadnych dowodów uwiarygadniających te rewelacje. Ot, mamy mu wierzyć na słowo. Wracając jeszcze do „nasienia szatana”, to pan Rudin pisze w swym tekście, iż „nienawiści milicji do Żydów i judaizmu groźną (ugly) teologiczną podbudowę dała Christian Identity”. To właśnie według Christian Identity (Tożsamości Chrześcijańskiej - trudno to nazwać kościołem czy sektą, jest to raczej wspólna doktryna wyznawana przez szereg grup i jednostek) Żydzi są „nasieniem szatana”, a Ameryka jest nową „Ziemią Obiecaną” dla białych chrześcijan, „prawdziwych Izraelitów”. Pan Rudin nie podaje jednak jak zwykle żadnych dowodów na to, by milicje posługiwały się ideologią zaczerpniętą z tej doktryny religijnej. Na żadnej z oglądanych przeze mnie stron milicji nie znalazłem nic, co mogłoby tę hipotezę uwiarygodnić. Tym niemniej "antyfaszyści" z Sochaczewa powtarzają tę plotkę w swym artykule: „Ba - mają nawet własną odmianę chrześcijaństwa - tożsamość chrześcijańską. (…) Oczywiście nienawidzą katolików i twierdzą, że papiestwo to przykład udanego spisku żydowskiego i deformuje całe chrześcijaństwo”.
Wspomniany już //The Militia Watchdog// również przekonuje niezbyt skutecznie co do rzekomego rasizmu i antysemityzmu milicji: „Choć ruch ten nie jest zasypany rasistami tak, jak to twierdziły wczesne raporty na jego temat, pozostaje w nim tym niemniej rasistowski element, któremu nie można zaprzeczyć. I nawet te grupy milicji, które dumnie obwieszczają swój brak rasizmu będą na ogół swobodnie przyznawały się do swej jadowitej homofobii. Nawet jeśli nie są one jawnie antymurzyńskie czy antysemickie, to wciąż pozostają grupami nienawiści (hate groups)”. Mamy tu już pewien postęp w stosunku do enuncjacji pana Rudina: nie ma już mowy o nazywaniu Żydów „nasieniem szatana” czy o uwielbieniu dla Adolfa Hitlera, w obliczu niewątpliwych dowodów trzeba przyznać, że ruch milicji nie jest „zasypany rasistami”, ale nie przeszkadza to dalej twierdzić, że pozostaje w nim „rasistowski element”. Wprawdzie przyznaje się, że milicje otwarcie deklarują brak rasizmu i że nie są „jawnie” antymurzyńskie ani antysemickie, ale użycie słowa „jawnie” sugeruje od razu, że mogą być one antymurzyńskie i antysemickie skrycie, a w dodatku „na ogół” będą przyznawać się do „jadowitej homofobii” (czyli nie lubić „pedałów”), tak więc ostatecznie dalej są „grupami nienawiści”. W Internecie istnieje od długiego czasu szanowana strona poświęcona owym „grupom nienawiści”, HateWatch. Znajduje się na niej wykaz „hate groups”, które można znaleźć w Sieci. „Grupa nienawiści” definiowana jest przez HateWatch jako „organizacja lub jednostka opowiadająca się za stosowaniem przemocy, lub nierozumnie wroga, wobec ludzi lub organizacji identyfikowanych przez ich rasę, religię, narodowość, orientację seksualną lub płeć, w tym także taka, która celowo rozpowszechnia nieprawdziwe informacje historyczne dotyczące tych ludzi czy organizacji”. W wykazie HateWatch można znaleźć, poklasyfikowane, najrozmaitsze ugrupowania neonazistowskie, antysemickie, antychrześcijańskie, antyarabskie, Christian Identity, zwolenników wyższości białej i czarnej rasy, rasistowskich skinheadów, rewizjonistów negujących Holocaust i wrogów homoseksualizmu (anti-gay). Jednak nie ma wśród nich milicji. W sierpniu br. HateWatch umieściła w swym wykazie Michigan Militia Corps, co spotkało się z protestem tej grupy. Pierwszym odruchem HateWatch była zmiana nazwy swej listy z „Hate Groups” („Grupy Nienawiści”) na… „Hate Groups and Militias” („Grupy Nienawiści i Milicje”), jednak wkrótce autor strony uznał swój błąd, usunął Michigan Militia Corps ze swego wykazu oraz wystosował oficjalne przeprosiny. Należy zauważyć, że HateWatch nie uważa milicji nie tylko za rasistowskie czy antysemickie (nie mówiąc już o nazizmie), ale i za antygejowskie. Na samych stronach milicji nie zauważyłem, by temat homoseksualizmu był w ogóle poruszany, tym niemniej The Militia Watchdog twierdzi, że grupy te będą „swobodnie przyznawały się do swej jadowitej homofobii”.
Zarówno w tekście pana Rudina, jak i na stronach The Militia Watchdog uderza niefrasobliwe wrzucanie milicji do jednego worka z innymi nie lubiącymi rządu grupami, takimi jak Posse Comitatus, Freemeni, Christian Identity, Aryan Nation i inne grupy „chrześcijańskich patriotów” czy zwolenników wyższości białej rasy. O ile jednak dla pana Rudina takie ustawianie sprawy ma „dowieść” przede wszystkim antysemityzmu milicji, o tyle dla The Militia Watchdog „ruch milicji, jako największy składnik zróżnicowanego ruchu „patriotycznego”, na który składają się sądy prawa zwyczajowego [ci, którzy uważają, że każdy ma prawo stworzyć własny sąd i osądzić w nim np. rządowych agentów konfiskujących czyjąś prywatną własność za naruszenie jakichś rządowych przepisów - przyp. aut.], suwerenni obywatele, odmawiający płacenia podatków (tax protesters), patrioci chrześcijańscy, zwolennicy wyższości białej rasy (white supremacists) i inne skrajne grupy, jest awangardą antyrządowego ekstremizmu”. Mimo całej swej antypatii do wymienionych grup, The Militia Watchdog nie odważa się jednak nazwać „faszystami” czy „nazistami” nie tylko milicji, ale nawet z definicji rasistowskich „zwolenników wyższości białej rasy”. Wspólnym mianownikiem tych grup ma być „antyrządowy ekstremizm”. Również sprawca zamachu w Oklahoma City, McVeigh, i jego domniemany wspólnik, Nichols, są określeni tam nie jako naziści, faszyści czy rasiści, ale jako „antyrządowi ekstremiści”.
Z wymienionych wcześniej grup pewne, choć niezbyt istotne, powiązania z milicjami mieli Freemeni z Montany. The Militia Watchdog poświęcił im obszerny tekst, nazywając ich „prawicowymi anarchistami”. W istocie - odmawiali płacenia podatków, uznawali za tyranię takie rządowe regulacje jak prawa jazdy, przymusowe ubezpieczenia społeczne, pozwolenia na budowę domów, obowiązek rejestracji samochodów, odmawiali także prawomocności państwowym sądom, organizując za to własne i osądzając w nich rządowych funkcjonariuszy. Oprócz tego Freemeni rejestrowali w bankach fałszywe zastawy na cudzej własności (rządowej i rządowych funkcjonariuszy, i na tej podstawie wypisywali czeki i przekazy pieniężne, które potem sprzedawali lub próbowali realizować (często z sukcesem) w innych bankach. Znaleźli oni w tym naśladowców twierdzących, że w ten sposób uświadamiają ludziom nielegalność systemu rezerwy federalnej (emitowania papierowej waluty przez rząd). Jeden z późniejszych przywódców Freemenów, Rodney Owen Skurdal, domagał się jeszcze w latach osiemdziesiątych, by rząd wypłacił mu odszkodowanie za wypadek przy pracy nie w „nielegalnej” papierowej walucie, lecz w złocie (żądanie to zostało odrzucone przez sąd). Co do rasizmu i antysemityzmu, to niektórzy Freemeni (The Militia Watchdog wymienia tu jednak jedynie wspomnianego Skurdala) mogli być rzeczywiście wyznawcami Christian Identity. Przez pewien czas Freemeni utrzymywali kontakty z Militia of Montana; jak podaje The Militia Watchdog, lider tej milicji John Trochmann sympatyzował z ideami Freemenów i gdy dwóch Freemenów, Dale Jacobi i Frank Ellena, zostało aresztowanych po znalezieniu w ich samochodzie (nie zaopatrzonym w żadne tablice rejestracyjne, co stało się powodem ich zatrzymania na ulicy) nielegalnej broni i amunicji (policja uznała, że jest to część przygotowań do porwania sędziego okręgowego, który skazał wcześniej innego z Freemenów, Williama Stantona, za „przestępczy syndykalizm” (chodzi o uczestnictwo w grupie przestępczej, a nie o działalność w związku zawodowym) - Stanton oferował wcześniej milion dolarów nagrody za schwytanie szeryfa, prokuratora okręgowego i sędziego, których freemeński „common court” uznał za winnych zlicytowania domu Freemena Ralpha Clarka w zamian za niespłacone rządowi długi), Trochmann wraz z czterema innymi Freemenami pojawił się w więzieniu, żądając oddania skonfiskowanych rzeczy. Wszystkich aresztowano. Sam Trochmann twierdził, że przyjechał tam w celu wynegocjowania porozumienia pomiędzy Freemenami a władzami. Jakby nie było, wkrótce jednak stosunki między Militia of Montana a Freemenami znacznie się popsuły i Freemeni wyznaczyli nawet nagrodę za głowę Trochmanna. Po aresztowaniu przywódcy Freemenów LeRoya Schweitzera i otoczeniu ich przez FBI w ich farmie „Justus Township” szereg grup i osób z ruchu milicji zaprotestowało, a niektórzy przyjechali nawet bronić Freemenów. Mike Kemp, założyciel tzw. Gadsden Minutemen (którego poglądy mogłem poznać osobiście uczestnicząc w jednej z anarchistycznych elektronicznych list dyskusyjnych, dopóki nie został aresztowany), twierdził, że choć na Freemenach ciążą długi, nie usprawiedliwia to użycia przeciwko nim zbrojnej przemocy. Większość ugrupowań milicji zachowała jednak powściągliwość, a protesty i próby udzielenia pomocy zaatakowanym Freemenom przez niektóre grupy i osoby z ruchu milicji nie świadczą o bliższych powiązaniach między Freemenami a milicjami niż np. między tymi ostatnimi a sektą Koresha, której zaatakowanie i zniszczenie w 1993 r. przez rządowe służby specjalne (zginęło tam kilkudziesięciu członków sekty, w tym dzieci; rząd upiera się do teraz, iż było to zbiorowe samobójstwo, choć istnieją taśmy video i zdjęcia, które sugerują bezpośrednią winę rządowych agentów) spowodowało gwałtowny rozwój ruchu milicji.
(Jeśli już mowa o Freemenach, to i ich, choć prawdopodobnie część z nich rzeczywiście miała poglądy antysemickie i rasistowskie, nie można według mnie nazwać nazistami ani faszystami - zresztą, jak już wspomniałem, nawet The Militia Watchdog nie próbuje ich tak nazywać. Ich poglądy i działania były raczej wolnościowe i anarchistyczne, z wyjątkiem praktyki fałszowania czeków - choć nawet i to mogłoby zdobyć poklask pewnych lewicowych anarchistów, z gatunku tych, którzy napadali na banki. Jaki nazista czy faszysta odmawia uznania nad sobą władzy rządu, twierdząc, iż jest „suwerennym obywatelem”?).
Co się tyczy sugerowanych powiązań milicji z ugrupowaniami zwolenników wyższości białej rasy czy rasistowskimi, to jest możliwe, że ten czy ów pojedynczy członek milicji jest jednocześnie członkiem podobnych organizacji. Ale uogólnianie takich incydentalnych przypadków i sugerowanie rasistowskiego oblicza całego ruchu jest nieporozumieniem. Co się zaś tyczy wymienionych ruchów „sądów praw zwyczajowych”, „suwerennych obywateli” czy „tax protesters” (których idee, przyznam, są mi bliskie i uważam je za czysto wolnościowe i anarchistyczne), to nie są to jakieś konkretne organizacje, ale raczej grupy ludzi wyznających podobne poglądy, często działających w pojedynkę lub w całkowicie nieformalnych grupkach. Poszczególni aktywiści tych ruchów mogą być oczywiście jednocześnie członkami milicji, mogą też być członkami grup w rodzaju Freemenów czy wyznawcami Christian Identity; mogą też wyznawać poglądy na temat religii i rasy zupełnie przeciwne do tych ostatnich. (Nawiasem mówiąc, poglądy przypisywane przez sochaczewskich antyfaszystów milicjom charakteryzują raczej właśnie owe radykalne ruchy, same milicje mają generalnie programy bardziej umiarkowane i nie kwestionują całkowicie prawomocności rządu, a jedynie pewne jego działania, które uznają za niekonstytucyjne). Wrzucanie tego wszystkiego do jednego worka, jak robi to The Militia Watchdog, jest zwykłą manipulacją. Na stronie tej umieszczone jest "Kalendarium konspiracji: chronologia antyrządowej przestępczej działalności ekstremistycznej". Umieszczono tam przypadki aresztowań, procesów i wyroków sądowych związanych nie tylko z członkami milicji, ale i z działaczami wszystkich wspomnianych wyżej ruchów, włączając w to rasistów, tak, aby zasugerować czytelnikowi, że istnieją między nimi wszystkimi jakieś powiązania. Spośród spraw dotyczących członków milicji część dotyczy nielegalnego posiadania broni i materiałów wybuchowych, co samo w sobie nie musi wiązać się jeszcze z terroryzmem; kilka następnych spraw dotyczy przygotowywania zamachów terrorystycznych przeciwko rządowym funkcjonariuszom (w tym co najmniej dwa znane mi przypadki, „Viper Militia” i „Georgia Militia” budzą moje poważne wątpliwości jako prawdopodobne policyjne prowokacje, więcej na ten temat można było przeczytać w moim artykule "Bomby w górę" opublikowanym w Anarchistycznym Magazynie Autorów "Mać Pariadka"; o przypadku Viper Militia można poczytać także w artykule Alana W. Bocka opublikowanym w magazynie Reason); kilka następnych - odmawiania płacenia podatków, stawiania oporu policji, „głoszenia przemocy”, uniemożliwienia eksmisji, kradzieży sprzętu z bazy wojskowej, podrzucenia merkaptanu („bomba smrodowa”) w budynku policji skarbowej… W żadnym z tych przypadków, co warto podkreślić, nie dopatrzono się powiązań członków milicji z ruchami rasistowskimi czy nazistowskimi. Aczkolwiek jestem wrogiem terroryzmu w postaci takiej, jak zamach w Oklahoma City - powodującego śmierć całkowicie niewinnych ludzi - a i zamachów na rządowych funkcjonariuszy nie uważam za właściwy sposób walki o wolność, przynajmniej jeszcze nie w tym stadium opresywności rządu, to według mnie są to przykłady walki z agresją państwa i jeśli miałbym je krytykować, to ewentualnie za użyte środki (a i to nie zawsze). Sochaczewscy antyfaszyści mogą sądzić inaczej, niech jednak powiedzą to otwarcie, a nie zasłaniają się bzdurnymi twierdzeniami o „faszyzmie” i „nazizmie” milicji.
Wróćmy jeszcze na moment do, jak to określili autorzy „Anti-Nazi”, „innej nazistowskiej grupy - Regionalnej Milicji Południowego Kansas”. Grupa ta miała przygotowywać zamach bombowy na wojskową bazę Fort Hood. Również i ten przypadek został opisany przez The Militia Watchdog. Mimo iż autor zamieszczonego tam artykułu, Mark Pitcavage, wydaje się być całkowicie przekonany o winie aresztowanych członków milicji, to jednak nie nazywa ich „faszystami” czy „nazistami”, bo i nie ma ku temu żadnych podstaw. Zresztą jak na razie również zarzuty co do domniemanych zamiarów terrorystycznych pozostały nieudowodnione, a przy tym, jak przyznaje Pitcavage, wiele ugrupowań i członków ruchu milicji już wcześniej uważało przywódcę grupy, Bradleya Glovera, za rządowego prowokatora. Chciałbym tu dodać, że większość milicji odcina się w ogóle od terroryzmu, preferując środki pokojowe i stosowanie siły jedynie w przypadku samoobrony.
Nazwanie milicji „faszystami” i „nazistami” przez "antyfaszystów" z Sochaczewa i wyrażenie przez nich na koniec życzenia: „może wreszcie rząd USA na serio zajmie się prawicową extremą. Że jest ona realnym zagrożeniem przekonaliśmy się podczas szczytu w Denver 20 VI, kiedy w obawie przed atakami „milicji” szefom najbogatszych państw grupy G-7 wzmocniono ochronę” świadczy moim zdaniem o dwóch rzeczach. Pierwszą jest bezmyślne (?) opieranie się na oszczerczych plotkach i niesprawdzonych pogłoskach, bez próby sięgania do źródeł i ich analizowania. Drugą, według mnie groźniejszą, jest używanie terminów „nazizm” i „faszyzm” niezgodnie z ich znaczeniem. Okazuje się, że do przylepienia komuś etykietki „faszysty” czy „nazisty” wystarczy, że ten ktoś jest rasistą czy antysemitą, nawet jeśli temu komuś chodzi jedynie o to, że państwo ogranicza jego wolność i tylko przy okazji (choćby niesłusznie) wierzy, iż tym państwem kierują Żydzi (abstrahuję tu od prawdziwości takich twierdzeń w stosunku do amerykańskich milicji). W oczach „antyfaszystów” wystarcza to do tego, by przedstawić go opinii publicznej jako niebezpiecznego wroga i publicznie poprzeć ów rząd w jego zamiarach rozprawienia się z nim. Nie przeszkadza w tym nawet uważanie się za anarchistów (nie wiem, czy sochaczewscy „antyfaszyści” uważają się za takowych, ale publikują swój biuletyn na stronach grupy anarchistycznej), najwyraźniej w tym przypadku wszelkie środki są usprawiedliwione. Można nie lubić rządów w ogóle, a rządu amerykańskiego w szczególności (co zdaje się wynikać z innych tekstów zamieszczonych na łamach "Anti-Nazi"), ale jeśli chodzi o konfrontację z „prawicową extremą”, to sympatia „antyfaszystów” z Sochaczewa jest jawnie po stronie rządu USA i szefów najbogatszych państw świata. To nic, że ów rząd pod pozorem walki z takimi „ekstremistami” coraz bardziej ogranicza przysługujące obywatelom prawa, to nic, że w kraju tym jest (jak nasi „antyfaszyści” mimochodem zauważają) 21,5 mln więźniów - a spora część z nich siedząca za takie właśnie „przestępstwa bez ofiar”, przeciwko kryminalizacji których występują owi „ekstremiści” (jak posiadanie marihuany czy haszyszu, odmowa płacenia podatków, nielegalne posiadanie broni, nieposyłanie dzieci do szkół, sprzedaż żywności i leków bez zezwolenia władz, praca na czarno itd.), to nic, że uwięzieni „ekstremiści” giną w tych więzieniach w podejrzany sposób (jak Maynard Campbell, autor atakujących rząd książek Kingdoms at War - the Second North American Revolution i Assault at Ruby Creek – The Idaho Massacre, zakłuty w swej celi nożem przez tajemniczych sprawców 16 stycznia 1997 r., a uwięziony ponad cztery lata wcześniej pod - jak twierdził przed zamordowaniem - nieprawdziwymi zarzutami nielegalnego wycięcia kilku rządowych drzew oraz wysypania sterty ziemi na nieużywaną drogę leśną (próbował szczęścia jako poszukiwacz złota)), to nic, że rządowe służby bezkarnie i w majestacie prawa zabijają ludzi (jak Davida Koresha i jego współwyznawców w posiadłości Mount Carmel niedaleko Waco w Teksasie w 1993 r., jak żonę i syna białego separatysty (ten przykład pewnie nie przekona „antyfaszystów”…) Randy Weavera zabitych przez agentów federalnych podczas oblężenia letniego domu Weavera - którego oskarżono o nielegalne posiadanie broni - w Ruby Ridge w 1992 r., jak Dave Aguilara z Arizony zabitego w styczniu 1997 r. przez tajnego agenta policji antynarkotykowej, jak Ralpha Garrisona z Nowego Meksyku zabitego w grudniu 1996 r. przez nieumundurowanych policjantów przeszukujących bez powiadomienia należący do niego dom…) - stanowi on jak widać dla „antyfaszystów” mniejsze zagrożenie niż ludzie próbujący mu się przeciwstawiać, jeśli tylko można znaleźć u nich jakieś ślady poglądów rasistowskich czy antysemickich. To, że faszyzm i nazizm to przede wszystkim scentralizowana władza dążąca do ogarnięcia jak największych obszarów życia indywidualnego i społecznego - gospodarki, kultury, religii, obyczajowości - umyka jakoś „antyfaszystom”. Rezultatem jest - nie waham się tego powiedzieć - wspieranie przez nich faszystowskich tendencji w społeczeństwie, a nie ich osłabianie.
Jacek Sierpiński