Anarchistyczny Magazyn Autorów "Mać Pariadka" nr 8-9/96

przedruk w „Rojalista - Pro Patria” - pismo narodowo-konserwatywne, nr 1/97


Jacek Sierpiński

Bomby w górę

Po wybuchu bomby w Parku Olimpijskim w Atlancie w telewizji i prasie pojawiły się spekulacje, kto też mógł ją podłożyć. Znów można było przeczytać o „prymitywnych grupach skrajnej prawicy, tzw. milicjach” oraz usłyszeć, że przesłuchiwano członków „milicji Alabamy, organizacji terrorystycznej, która podłożyła już kilka bomb” (cytuję z pamięci). Czytelnicy i telewidzowie nie zdawali sobie zapewne sprawy, że to, co przeczytali i usłyszeli, jest wynikiem starannie zaplanowanej i prowadzonej od dłuższego czasu przez amerykański rząd i sprzyjające mu media kampanii dyskredytowania i niszczenia politycznych przeciwników.

Milicje, o których tu mowa, to paramilitarne stowarzyszenia, które od mniej więcej dwóch-trzech lat zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu w całych Stanach Zjednoczonych. Po raz pierwszy na nazwę „milicja” zwrócono większą uwagę na początku 1994 r., kiedy to kilkanaście tysięcy ludzi zebrało się na stopniach kapitolu stanowego Florydy w Tallahassee, protestując przeciwko rządowym zamiarom ograniczenia konstytucyjnego prawa do posiadania i noszenia broni. Wówczas to organizator wiecu, John S. Burns, oświadczył: „Nie był to wiec o wartości rodzinne, o edukację, aborcję, kwestie socjalne czy podatki. Nie było to zgromadzenie żadnej partii politycznej ani żadnego ugrupowania zajmującego się polityką, choć wiele z nich było reprezentowanych w osobach swych członków. Była to Zbrojna Milicja Wielkiego Stanu Floryda (…) wezwana do swego świętego obowiązku obrony Konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki przeciwko wszelkim wrogom, zewnętrznym i wewnętrznym, i obrony praw i swobód obywatelskich przez nią gwarantowanych” 1).

W tym momencie trzeba wspomnieć, że instytucja obywatelskiej milicji - pospolitego ruszenia mającego na celu obronę społeczności przed wrogami - jest mocno zakorzeniona w amerykańskiej tradycji. Gdy amerykańskie stany były jeszcze brytyjskimi koloniami, każda kolonia miała do obrony swą własną milicję. Z jednej strony koronie brytyjskiej było taniej nie utrzymywać za oceanem stałej armii, z drugiej naciskali na to sami koloniści, obawiając się, że stanie się ona instrumentem ograniczenia ich wolności. W wojnie o niepodległość milicje spełniały ważną rolę, prowadząc walkę partyzancką i odznaczając się w bitwach (np. pod Bunker Hill czy pod Saratogą). Jednak w XIX wieku milicje przestały być przydatne do toczonych przez Stany Zjednoczone wojen, a funkcje utrzymywania porządku i zapewniania bezpieczeństwa w wymiarze lokalnym wraz z rozwojem miast przejęły zawodowe siły policyjne. Ostatecznie szereg ustaw Kongresu zdelegalizował tradycyjne milicje, zastępując je zależną od federalnego rządu Gwardią Narodową 2).

Działania władz federalnych zmierzające do dalszego ograniczenia zapisanego w Konstytucji prawa obywateli do posiadania i noszenia broni palnej wywołały spontaniczną reakcję wielu Amerykanów obawiających się bardzo poważnego ograniczenia swych swobód po tym, jak społeczeństwo zostałoby rozbrojone. Paramilitarne grupy, nazywające się milicjami, zaczęły powstawać we wszystkich stanach. Obawy były (i są) skutecznie podsycane przez działalność służb federalnych, takich jak FBI, BATF (Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu i Broni Palnej - zajmujące się głównie tropieniem i ściganiem przypadków nielegalnego posiadania i handlu bronią), DEA (policja antynarkotykowa), IRS (policja skarbowa) czy US Forest Service (federalna służba leśna). Szczególne wzburzenie wywołało tu oblężenie przez siły federalne, z użyciem broni maszynowej, helikopterów i czołgów, posiadłości Mount Carmel niedaleko Waco w Teksasie należącej do sekty Gałąź Dawidowa (Branch Davidians). Oblężenie zakończyło się śmiercią w płomieniach prawie stu członków sekty (w tym kobiet i dzieci). Oficjalna wersja rządowa głosi do dziś, że było to zbiorowe samobójstwo, jednakże liczne dowody (m. in. taśmy video) 3), świadczą przeciwko agentom BATF. Wzburzenie było tym większe, że zarzutów, na podstawie których zaatakowano sektę - posiadania nielegalnej broni i seksualnego molestowania dzieci - nie udało się władzom nigdy udowodnić. Jak powiedział jeden z przywódców milicji z Teksasu, „ta masakra obudziła nas wszystkich” 4). Ale i bardziej prozaiczne przyczyny, jak zamiar zatrucia kilku rzek w hrabstwie Carton w Nowym Meksyku przez federalną służbę leśną (w celu usunięcia z nich dotychczas żyjących tam gatunków ryb i zastąpienia ich później miejscowym rzadkim pstrągiem Gila) powodowały organizowanie się lokalnych milicji 5).

Swój udział w tworzeniu się milicji miały też - być może irracjonalne - obawy przed międzynarodową konspiracją, dowodami na istnienie której miały być krążące po Stanach Zjednoczonych transporty rosyjskich czołgów i tajemnicze czarne helikoptery. Te ostatnie nie są zresztą żadnym wymysłem. Tyle, że ich właścicielem jest sam Wuj Sam. Widziano je w Waco podczas oblężenia Mount Carmel, widziano je w hrabstwie Tulsa w Oklahomie podczas nalotu oddziałów DEA i Gwardii Narodowej na plantację marihuany w sierpniu 1995 r 6). Helikoptery należą do wyposażenia tych formacji, są też fundowane przez władze federalne „ochotniczym rezerwom” sił antynarkotykowych, jak np. ostatnio w hrabstwie Placer w Kalifornii. Dostarczano je także rządowi meksykańskiemu w celu lepszego zwalczania buntowników w Chiapas 7).

Nie ukrywając od początku swej wrogości wobec rządu, a zwłaszcza władz federalnych w Waszyngtonie, milicje nie mogły liczyć na pobłażanie ze strony rządzących elit i sprzyjających im mediów. Rozpoczęła się kampania przedstawiania milicji jako organizacji grupujących białych rasistów, antysemitów, neonazistów i molestatorów dzieci. Liga Przeciwko Zniesławianiu, wpływowa żydowska organizacja z Nowego Jorku, opublikowała raport o milicjach zatytułowany „Uzbrojeni i niebezpieczni”, sugerując rasistowskie i antysemickie powiązania wielu członków milicji 8). Stereotyp ten został ochoczo podchwycony przez media zagraniczne, w tym i polskie. Faktem jednak jest, że milicje nie są organizacjami rasistowskimi, choć wśród ich członków zdarzają się zapewne biali rasiści, separatyści czy ludzie o poglądach nacjonalistycznych. Przywódca milicji z północnej Kalifornii, Dean Compton, wezwał w 1995 r. inne milicje do wyrzucenia z kraju meksykańskich imigrantów 9). Ale na przykład przywódca milicji z Ohio, James Johnson, jest Murzynem 10), a lider Milicji Hrabstwa Montgomery, Mark Bowers, publicznie oświadczył, że jest Żydem i że jego jednostka przyjmuje każdego, również czarnych czy Latynosów 11). Gdy w zeszłym roku rasiści z Fort Bragg (Kalifornia) zaoferowali miejscowej milicji teren na manewry, ta odrzuciła ich propozycję 12). Podsumowując wypaczanie obrazu milicji w mediach, przywódca milicji z Michigan, Norman Olson, powiedział: „Próbujecie zrobić z nas coś, czym nie jesteśmy. Jesteśmy przeciwni rasizmowi i nienawiści. Występujemy przeciwko korupcji. Wielu z nas dochodzi do wniosku, że to wy reprezentujecie korupcję i tyranię” 13).

Mimo usilnych prób dyskredytacji, rozwój milicji spotkał się z mniejszą lub większą sympatią amerykańskich środowisk wolnościowych, takich jak ISIL (International Society for Individual Liberty - Międzynarodowe Towarzystwo na rzecz Wolności Jednostki) czy niektóre kręgi anarchistów. Dostrzegano w nim wyraz autentycznego oddolnego protestu przeciw coraz bardziej opresywnemu państwu. Biuletyn ISIL, „Freedom Network News”, od początku szeroko informował o ich działalności, nazywając je „głównym elementem reakcji na niekontrolowaną działalność rządu w dzisiejszej Ameryce” i „pierwszym zbrojnym ruchem oporu klasy średniej w Ameryce od 200 lat” 14), choć krytycznie patrzono na ich „obsesję zagranicznej konspiracji” 15). W artykule zamieszczonym w nowojorskim piśmie anarchistycznym „The Shadow”, pióra Billa Weinberga, znalazł się następujący fragment: „Bojowa (nie mówić militarystyczna) czujność obywatelska jest niezbędna, by chronić nasze konstytucyjne prawa, jak też prawa człowieka przysługujące imigrantom (legalnym czy nie). (…) Pytanie tylko, czy ten oddolny ruch oporu zostanie ostatecznie przekupiony przez to samo policyjne państwo, któremu na pozór jest przeciwny i wmanipulowany w orgię dziel-i-rządź rasizmu, podczas gdy rzeczywiści polityczni kryminaliści będą się śmiać” 16). Fred Woodworth, wydawca ukazującego się od wielu lat anarchistycznego periodyku „The Match!”, stwierdził, że jest „przeświadczony, iż pomimo pewnych nieprzyjemnych i autorytarnych aspektów milicji, ich członkowie są w większości popychani przez jakiś rodzaj niepohamowanego pragnienia wolności, niezależnie od tego, jak ignoranckie i niewyraźne może ono być” 17).

Narastająca nagonka na milicje osiągnęła swój punkt kulminacyjny, gdy w zeszłym roku w rządowym budynku w Oklahoma City eksplodowała bomba, zabijając około dwustu osób, w tym wiele dzieci. Bardzo szybko zatrzymano podejrzanego o dokonanie tego zamachu, niejakiego Timothy McVeigha, i w mediach zaroiło się od sensacyjnych doniesień o jego związkach z milicjami i „zemście za Waco”. Reportaż o milicjach pokazano nawet w polskiej telewizji (notabene udowadniając przy tym, że wśród członków tych „rasistowskich” grup są też Murzyni). Zanim jeszcze rozpoczął się proces, trzymające stronę rządu media wydały wyrok, obwiniając za zamach „rasistowskie milicje”.

Wkrótce okazało się jednak, że śledztwo mocno się komplikuje i wychodzą na jaw co najmniej zastanawiające fakty. Oto w chwili wybuchu, którego celem mieli być pracujący w wysadzonym budynku agenci BATF, żadnego z tych agentów tam nie było, mimo że były to normalne godziny pracy (tuż po dziewiątej rano). Wiedzieli wcześniej? Gdy niezależna telewizja KPOC przeprowadziła własne dochodzenie i ogłosiła, że FBI wydało polecenie ścigania samochodu McVeigha natychmiast po wybuchu (przedstawiając na dowód nagranie), instytucja ta nabrała wody w usta 18). Powstały też wątpliwości, czy wypełniony materiałem wybuchowym samochód mógł rzeczywiście wyrządzić aż tyle szkód. Vincent Miller, prezes ISIL, podaje, iż „dochodzenie Pentagonu wskazuje, że było pięć odrębnych bomb o dużej sile, umieszczonych w kolumnach budynku” 19). Czyżby robota wewnętrzna? Sejsmograf na Uniwersytecie Oklahomy pokazał rzeczywiście nie jeden, a dwa odrębne, następujące szybko po sobie wstrząsy 20). Wreszcie okazało się, że w wysadzonym (a następnie szybko do reszty zburzonym przez władze) budynku znajdowały się materiały mogące służyć jako dowody w sprawie masakry w Waco oraz afery Whitewater 21).

Gdy prowadzi się śledztwo w jakiejś sprawie kryminalnej, np. morderstwa, stawia się zwykle pytanie, komu to przyniosło korzyści. Cokolwiek by nie mówić, zamach w Oklahoma City nie przyniósł korzyści milicjom, za to bardzo przysłużył się rządowi federalnemu: nie tylko pomógł przykleić jego politycznym wrogom etykietkę „terrorystów” 22), ale i uchwalić zaprojektowaną wcześniej przez FBI ustawę antyterrorystyczną (Omnibus Counter-Terrorism Bill), przewidującą m. in. tajne procesy i deportację osób nie posiadających obywatelstwa amerykańskiego, a podejrzanych o choćby wspieranie legalnych działań grup, o których przypuszcza się, że prowadzą nielegalną działalność, jak też zajmowanie - bez prawa do odwołania - aktywów osób i organizacji arbitralnie uznanych przez władze za „terrorystów” 23). Nic dziwnego, że pojawiły się wypowiedzi porównujące ten zamach z podpaleniem Reichstagu.

W kwietniu br. dwóch członków milicji z Atlanty, Robert Starr i James McCranie, zostało aresztowanych pod zarzutem konspiracji i posiadania nierejestrowanych materiałów wybuchowych. 11 maja Konstytucyjna Milicja Alabamy oświadczyła prasie, co następuje: „W wyniku naszego śledztwa uważamy, że płatni rządowi agenci próbowali zrobić bomby w celu zaaranżowania zamachu terrorystycznego na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie tego lata i obwinienia o to Milicji Georgii. Ta tajna operacja nosi nazwę „Operacja Piedmont”. Piedmont Road jest główną ulicą Atlanty przechodzącą obok Piedmont Park i Uniwersytetu Stanowego Georgii. Przekazaliśmy tę informację właściwym władzom” 24).

Zanim w Atlancie rzeczywiście eksplodowała bomba, wybuchła „bomba” w postaci przyznania się jednego z agentów BATF, że to rzeczywiście oni podłożyli części bomby na terenie posiadłości Starra i że nic on o tym nie wiedział 25). Mimo to Starra i McCranie'a nie zwolniono z aresztu. Dzień przed wybuchem w Parku Olimpijskim sąd okręgowy wydał zakaz rozpowszechnienia informacji o możliwych powiązaniach agentów BATF z planowanym zamachem, co chciała uczynić adwokatka Starra i McCranie'a, Nancy Lord (była kandydatka na wiceprezydenta USA z nominacji Partii Wolnościowej, mieszkanka Atlanty) 26).

Po wybuchu media tradycyjnie wykorzystały okazję do wyżycia się na milicjach. FBI odrzuciło propozycję obrońców Starra i McCranie'a, by pokazać ewentualnym świadkom portrety zamieszanych w tę sprawę agentów BATF i porównać nagrania ich głosów z głosem człowieka, który ostrzegł policję o bombie przez telefon 27). Zażądało natomiast wkrótce rozszerzenia swych uprawnień do zakładania podsłuchów - domagając się prawa do podsłuchiwania praktycznie kogo tylko chce. Ciekawe, kiedy do ustawy antyterrorystycznej zostanie wprowadzona odpowiednia poprawka?

Nieco wcześniej w mediach głośno było o „milicji z Viper”, która jakoby planowała wysadzić siedem rządowych budynków w Phoenix w Arizonie. Podano w atmosferze sensacji, że dziesięciu jej członków należy do Partii Wolnościowej. Dziwnym trafem było to tuż przed konwencją tej partii w Waszyngtonie, gdzie miano ostatecznie zatwierdzić jej kandydata w wyborach prezydenckich. Wkrótce okazało się, że „milicja z Viper” to klub motocyklowy, są w nim też republikanie (a nawet jeden demokrata) i że rządowy agent bezskutecznie namawiał ich do obrabowania banku i robienia bomb, spotykając się jednak z odmową. Nie mogąc oskarżyć Vipersów o terroryzm, oskarżono ich o zachęcanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa i posiadanie rosyjskiego karabinu półautomatycznego przerobionego nielegalnie na pełny automat 28). Ale „fakt prasowy” swoje zrobił.

Trudno nie dojść do wniosku, że obraz milicji w większości amerykańskich głównych mediów jest tak samo kłamliwy, jak obraz czeczeńskich partyzantów w większości mediów rosyjskich. Straszenie terroryzmem tak w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych skutecznie sprzyja wywoływaniu w masach nienawiści do dysydentów i tak samo ułatwia społeczne przyzwolenie na ograniczanie swobód 29). Ostatnio z inicjatywy Rosji odbył się międzynarodowy szczyt antyterrorystyczny. A prezydent Clinton zagroził sankcjami tym, którzy robią interesy z państwami popierającymi terroryzm. Rzecz jasna mówiąc o tych ostatnich nie miał na myśli władców z Kremla, ani tym bardziej swojego własnego rządu.

W kogo tym razem uderzy bomba?

1) „Freedom Network News”, June/July 1994, str. 3.
2) O historycznych korzeniach amerykańskich milicji (i nie tylko) - patrz: Joseph Miranda, „The Militia”, w: „Freedom Network News”, Sept/Oct 1994, str. 14-17.
3) Zestaw dwóch taśm video pt. „Waco, the Big Lie”, można było kupić na zamówienie pocztowe (nie wiem, czy jeszcze można) za 40 $ w International Society for Individual Liberty, 1800 Market Street, San Francisco, CA 94102, USA.
4) „Freedom Network News”, Sept/Oct 1994, str. 6 (na podstawie artykułu Ambrose Evans-Pritcharda z „The Sunday Telegraph” z 4 XII 1994).
5) „Freedom Network News”, Dec/Jan 93/94 (powinno być 94/95), str. 8.
6) Bill Weinberg, „The Black Helicopters Are Real!”, w: „The Shadow”, #38, May/June 1996, str. 8.
7) , 25) , 26) , 27) Tamże.
8) , 11) „Freedom Network News”, Sept/Oct 1994, str. 6 (j. w.).
9) , 16) Bill Weinberg, j. w.
10) „Freedom Network News”, April/May 1995, str. 11 (na podstawie wywiadu przeprowadzonego przez Darrela Rowlanda dla „Columbus Dispatch”): Vin Suprynowicz, „A bombing in Atlanta, Part II”, via Internet (e-mail: vin@intermind.net).
12) „Freedom Network News”, April/May 1995, str. 8 (na podstawie artykułu z „San Francisco Examiner” z 12 III 1995).
13) „Freedom Network News”, Jun/Jul 1995, str. 3 (za „San Francisco Chronicle”, 16 VI 1995).
14) Tamże, str. 1.
15) Patrz Joseph Miranda, „The Militia”, j. w.
17) „The Match!”, Issue Number 90, Summer 1995, „From the Editor”, str. 5.
18) Vincent H. Miller, „Oklahoma: What Really Happened?”, w: „Freedom Network News”, Jun/Jul 1995, str. 10.
19) Vincent H. Miller, „Militia Craziness”, via Internet (e-mail: 71034.2711@compuserve.com).
20) Vincent H. Miller, „Oklahoma…”, j. w.
21) Vincent H. Miller, „Militia Craziness”, via Internet (j. w.); informacje o materiałach dotyczących Waco także w: Vincent H. Miller, „Oklahoma…”, j. w.
22) Dostało się także anarchistom: autor wielu prac o anarchizmie, prof. Paul Avrich, przypomniał dla „San Francisco Chronicle” zamach na bank Morgana i Co. w 1919 r., stwierdzając: „Był to ostatni z wielkich anarchistycznych zamachów bombowych. Do teraz”. Fred Woodworth, komentując to w 90. nrze „The Match!” pisze, że przez 25 lat pracy przy anarchistycznych projektach i publikacjach nigdy nie słyszał, by tamten zamach z 1919 r. przypisywano anarchistom. (Fred Woodworth, „I Go Time Traveling”, w: „The Match!”, Issue Number 90, Summer 1995, str. 26).
23) O projekcie Omnibus Counter-Terrorism Bill patrz: „Freedom Network News”, April/May 1995, str. 5; o tym, że wszedł on w takiej postaci w życie, informacja w: Vincent Miller, „Update Letter”, April 25, 1996.
24) Vin Suprynowicz, „A bombing in Atlanta, Part II”, via Internet, j. w.
28) Vincent H. Miller, „Militia Craziness”, via Internet, j. w.
29) Vincent Miller napisał, że „jest wysoce prawdopodobne, że zarówno bomba w Atlancie, jak i wcześniejsza katastrofa samolotu TWA są częścią planu wprowadzenia [w Stanach Zjednoczonych] stanu wyjątkowego” („Militia Craziness”, via Internet, j. w.).
mac_pariadka/bomby_w_gore.txt · ostatnio zmienione: 2008/06/22 03:50 (edycja zewnętrzna)