Anarchistyczny Magazyn Autorów "Mać Pariadka" nr 5-6/98
Uczciwość inaczej
Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat sprawy, o której ostatnio głośno w prasie, telewizji i Internecie. Chodzi o wojnę, jaką pod pretekstem ochrony klientów przed „monopolem” rząd USA wypowiedział firmie Microsoft. Zdaniem amerykańskich urzędników fakt, iż systemy operacyjne Microsoftu zainstalowane są na ok. 90% komputerów na świecie (podaję za „Gazetą Wyborczą”) świadczy o jego monopolistycznej pozycji w tej dziedzinie, a wbudowanie na stałe do najnowszego produktu tej firmy, Windows 98, przeglądarki internetowej Internet Explorer 4.0 odbierze klientom możliwość wyboru innej przeglądarki i tym samym „nieuczciwie” zniszczy funkcjonujących obecnie innych producentów przeglądarek, m. in. dominującą obecnie na amerykańskim rynku przeglądarek firmę Netscape. W związku z tym Departament Sprawiedliwości, uzbrojony w ustawy antymonopolowe, usiłuje wymusić na Microsofcie wycofanie jego przeglądarki z systemu Windows 98, a ostatnio posunął się nawet do żądania, aby wraz z tym systemem sprzedawać obowiązkowo przeglądarkę Netscape'a.
Muszę przyznać, że jako osoba zawodowo trudniąca się instalowaniem i konfigurowaniem oprogramowania komputerowego i mająca na co dzień kontakt z produktami Microsoftu, nie jestem zachwycony ich jakością. System operacyjny Windows, przeglądarka Explorer oraz różne inne programy stworzone w firmie Billa Gatesa cechują się dużym stopniem zawodności i nie zawsze są przyjemne w użytkowaniu. Pomoc techniczna Microsoftu często jest pomocą tylko z nazwy - po zadzwonieniu można dowiedzieć się np., że jeśli oprogramowanie ww. firmy zostało kupione wraz z komputerem, to po pomoc należy zwrócić się do sprzedawcy tego ostatniego. A w ogóle należy pamiętać, że całe finansowe imperium Microsoftu prawdopodobnie nie istniałoby bez tego samego rządu, z którym ta firma ma teraz takie kłopoty, jak również innych rządów, które uznały kopiowanie i wykorzystywanie informacji bez opłacenia się jej autorowi za „kradzież własności intelektualnej” i tym samym czyn karalny.
To ostatnie jednak dotyczy i innych firm produkujących komercyjne oprogramowanie. Oprogramowanie to najprawdopodobniej nie istniałoby w świecie bez ochrony „własności intelektualnej”, bo nie przynosiłoby zysków na tyle dużych, by inwestować w jego napisanie. Ale nikt nikomu nie broni napisania własnego oprogramowania ani rozprowadzania go za darmo. Każdemu wolno stworzyć własny system operacyjny, przeglądarkę internetową, edytor tekstu, grę czy inny program. A spora część istniejącego obecnie oprogramowania (tzw. freeware oraz public domain) rzeczywiście dostępna jest za darmo, gdyż jego autorzy dobrowolnie rezygnują z prawa do pobierania autorskiego haraczu. W świecie bez „własności intelektualnej” istniałyby tylko takie programy, więc jej istnienie, jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało, nie ogranicza klientom swobody wyboru. Jeśli istnieje oprogramowanie komercyjne i pozwala ono w dodatku na budowanie gigantycznych fortun, oznacza to, że odpowiednia liczba ludzi mimo wszystko woli z różnych powodów zapłacić wymagany przepisami haracz, aby stać się „legalnymi” użytkownikami takiego oprogramowania, niż pisać programy samemu lub korzystać z dostępnej darmochy. Powodem tego jest najczęściej fakt, że programy komercyjne są najczęściej prostsze w obsłudze i z reguły dają większe możliwości niż programy darmowe, mimo iż wraz ze wzrostem komplikacji wzrasta prawdopodobieństwo występowania błędów.
Jeśli 90% użytkowników komputerów wybrało jakiś system operacyjny Microsoftu, to znaczy, że z jakichś powodów uważają go oni za najlepszy z aktualnie możliwych. Mają oni pod tym względem wybór - jeśli ktoś chce, może mieć komputer z innym systemem operacyjnym - np. OS/2 Warp, MacOS, QNX, Real32, SCO Unix, czy (darmowy!) Linux. A w ostateczności może napisać własny system. Mówienie o „faktycznym monopolu” jest tu zupełną bzdurą. Microsoft zdobył te 90% dzięki temu, że najlepiej zaspokaja pod tym względem oczekiwania klientów, cokolwiek by nie mówić o jego wpadkach i niedoróbkach. Jednym z powodów przewagi Microsoftu jest tu fakt, że pod jego systemami operacyjnymi funkcjonuje wiele popularnych aplikacji innych firm, takich jak właśnie przeglądarka Netscape'a, które to firmy zamiast trudzić się tworzeniem własnych systemów operacyjnych poszły na łatwiznę i skorzystały z możliwości, jakie udostępnił im Bill Gates i jego korporacja.
Nowsze wersje dotychczasowych popularnych systemów operacyjnych Microsoftu - Windows 95 i Windows NT - zawierają już dołączoną do systemu przeglądarkę - Internet Explorer 3.0. Właśnie to stało się przyczyną wypowiedzenia Microsoftowi wojny przez rząd USA, który twierdzi, że jest to blokowanie dostępu do rynku konkurentom. Okazuje się jednak, że przewagę na rynku przeglądarek w tym kraju nadal ma Netscape. Kto chce, nadal kupuje i instaluje w Windows przeglądarkę Netscape'a, mimo iż może korzystać z „fabrycznego” Explorera. Ale ci, co nie chcą wydawać pieniędzy na Netscape'a (i nie chcą być „piratami”), albo po prostu go nie lubią, mają możliwość używania przeglądarki Microsoftu bez konieczności dodatkowego jej kupowania i instalowania (z doświadczenia wiem, że dla wielu przeciętnych użytkowników komputerów zainstalowanie czegokolwiek jest dużym problemem). Zabronienie Microsoftowi dostarczania jego przeglądarki wraz z Windows możliwość tę by odebrało. Wbrew temu, co twierdzi rząd, dołączenie Explorera do Windows nie ogranicza dotychczas klientowi możliwości wyboru, stwarza mu natomiast ułatwienia. Ale w imię interesów Netscape'a (i zapewne swoich) niektórzy politycy chcieliby te ułatwienia zlikwidować.
Być może nowy Windows 98 w jakiś sposób utrudni lub uniemożliwi korzystanie z przeglądarek innych niż wbudowany Internet Explorer. Mam co do tego duże wątpliwości. Ale jeśli rzeczywiście tak jest i klientom się to nie spodoba, to Microsoft może łatwo stracić swoje 90% rynku systemów operacyjnych. Klienci wolący korzystać z np. Netscape'a mogą zwrócić się ku innemu systemowi, na którym przeglądarka ta działa poprawnie (np. MacOS, OS/2Warp, Linux, lub coś zupełnie nowego). Skoro jednak Microsoft stawia na wbudowanego Explorera, to ma zapewne podstawy, aby sądzić, że mimo wszystko klienci będą woleli to, niż produkty konkurencji. Może się mylić, ale ewentualną pomyłkę zweryfikuje rynek. Nie są do tego potrzebni urzędnicy i sędziowie.
Ponadto - jeśli Microsoft w ogóle chciałby zrezygnować z produkcji Windows i zacząć produkować jakiś zupełnie nowy system operacyjny, pod który nie istniałyby żadne aplikacje innych firm, czy należałoby mu tego zabronić w imię jakiegoś „prawa do powszechnego dostępu do Windows i działających pod tym systemem aplikacji”?
A żądanie dołączenia do nowego Windows przeglądarki Netscape'a to, jak to określił przedstawiciel Microsoftu, „jakby do każdych swoich sześciu puszek Coca-Cola musiała obowiązkowo dodawać trzy puszki Pepsi”. Innymi słowy, Netscape zamiast trudzić się sprzedażą swych produktów miałby mieć to zapewnione z góry, przerzucając koszty marketingu na Microsoft. Jeśli tak właśnie ma wyglądać „uczciwa konkurencja”, to jest to uczciwość inaczej.
Jacek Sierpiński