III
Jak dziś przy braku państwa zwalczanoby przestępczość? Jak słusznie zauważa prof. Bruce Benson, nie da się opisać tego, co nie istnieje, a przewidywanie w oparciu o historyczne przykłady może okazać się zwodnicze. Stopień specjalizacji i efektywności dzisiejszych stróży prawa może się okazać archaiczny w porównaniu z tym, jaki stworzyłaby wolna konkurencja. Który z wczesnośredniowiecznych wizjonerów byłby w stanie sobie wyobrazić skomplikowany system, jaki za sprawą rewolucji kupieckiej narodził się na gruncie całkowicie prywatnego systemu prawa, jakim była lex mercatoria? 1) Stąd też jak stwierdza prof. Murray N. Rothbard, „anarchista jest zazwyczaj w niekorzystnej sytuacji, próbując przewidzieć formę przyszłego anarchistycznego społeczeństwa. Jest tak dlatego, że niemożliwym jest przewidzieć dobrowolne porozumienia społeczne na wolnym rynku, wliczając w to zaopatrzenie w dobra i usługi. (…) Anarchizm opowiada się za rozkładem państwa w porozumieniach społecznych i rynkowych, a te porozumienia są daleko bardziej elastyczne i trudniej przewidywalne niż instytucje polityczne. Co najwyżej możemy zrobić, to zaoferować wyraźne nici przewodnie i perspektywy co do formy projektowanej anarchistycznej społeczności”. 2)
Zaprezentowane wyżej modele prywatnego aparatu ścigania sugerują, iż w społeczności bezpaństwowej, przy braku monopolu na stosowanie legalnych środków przymusu, ochroną osób i mienia zajmowałyby się dobrowolne stowarzyszenia, straże sąsiedzkie oraz wyspecjalizowane firmy. Dodatkowo, jak się wydaje, jest prawdopodobne, że usługi policyjne będą świadczone przez towarzystwa ubezpieczeniowe, prowadzące dla swoich klientów ubezpieczenia od przestępstw. W takim przypadku towarzystwa ubezpieczeniowe będą spłacać ofiary przestępstw, a następnie ścigać agresorów w sądach celem wynagrodzenia sobie strat. Jest to naturalny rynkowy związek pomiędzy towarzystwami ubezpieczeniowymi i usługami ochroniarskimi, ponieważ towarzystwa te ponosiłyby mniejsze koszty proporcjonalnie do tego, w jakim stopniu byłyby zdolne utrzymać na niskim poziomie wskaźnik przestępczości. 3)
Nie trzeba odwoływać się do teorii gier, by zauważyć, iż swoboda wyboru dostawcy usług policyjnych prowadzi do sprzeczności interesów. Pracownik agencji ochrony, którą wynajmuję może wszak wytropić złodzieja, który skradł mą własność tylko po to, by się przekonać, iż on też ma własnych ochroniarzy.
Zdaniem prof. Davida Friedmana są trzy sposoby, w jaki podobny konflikt może być rozwiązany. 4) Pierwszy, najbardziej oczywisty, a przy tym najmniej prawdopodobny, to mini-wojna pomiędzy agencją chroniącą okradzionego, a agencją wynajmowaną przez złodzieja. Przemoc jest kosztowna, jeśli wykonywanie funkcji ochroniarza wiązałoby się z dużym ryzykiem, ich wynagrodzenie musiałoby być bardzo wysokie, a nakłady wydane na ich szkolenie łatwo byłoby stracić. Co więcej zysk płynący z wygrania takiej potyczki jest niewielki w porównaniu z kosztami, jakie trzeba na nią wydać. Zatrzymanie przy sobie jednego klienta niej jest warte narażania życia i zdrowia własnych pracowników. Dlatego też drugim i dużo bardziej prawdopodobnym sposobem rozstrzygnięcia tego konfliktu są negocjacje. Skoro przemoc jest nieopłacalna, agencje mogłyby zastrzegać w umowach przedstawianych swym klientom klauzulę w myśl, której nie byłyby zobligowane do ich chronienia przed próbami egzekwowania wyroków sądowych. Za każdym razem, gdy dochodziłoby do konfliktu na tym tle, agencje podejmowałyby rokowania w celu znalezienia satysfakcjonującego obie strony wyjścia. W końcu trzecim i najbardziej prawdopodobnym sposobem rozwiązywania sporów między firmami ochroniarskimi są długoterminowe kontrakty, w których zobowiązują się one do oddawania wszystkich spornych kwestii do rozstrzygnięcia, uzgodnionemu wcześniej arbitrowi. Ponieważ firmy istnieją zwykle dłużej niż jeden dzień, do tego rodzaju konfliktowych sytuacji może dojść wielokrotnie. Zwierając z góry umowy precyzujące sposoby postępowania w takich sytuacjach, zmniejszają one koszta każdorazowych negocjacji i tym samym zwiększają swe zyski.
By uczynić tą konkluzję nieco bardziej przekonywującą, podążając za prof. Bryanem Caplanem, wyobraźmy sobie, że niejaki Gary, klient agencji ochroniarskiej „Becker i partnerzy” został okradziony przez George'a korzystającego z usług „Stigler Security”. 5) Większość osób zakłada, iż firma najęta przez tego drugiego będzie go chronić narażając życie swych pracowników niezależnie od tego czy jest on winny czy też nie, a ochroniarze zatrudnieni przez poszkodowanego, nie zważając na grożące im ryzyko będą chcieli siłą wyegzekwować należności swego klienta. Czy jednak zachowanie to rzeczywiście opłaca się którejkolwiek ze stron? Każda z firm może wybierać pomiędzy dwoma alternatywami - krwawą potyczką i pokojowymi negocjacjami. Pierwsza wiąże się dla agentów z niebezpieczeństwem odniesienia uszczerbku na zdrowiu, czy w skrajnych przypadkach nawet utraty życia, zaś dla zatrudniających ich firm z wysokimi stratami. Druga oszczędza zarówno pieniężne, jak i niepieniężne koszta działalności, a tym samym przyczynia się do zwiększenia dochodów. Dla nastawionych na zysk agencji ochroniarskich wybór jest więc oczywisty - negocjacje. Co więcej przedstawiciele obu firm doskonale zdają sobie sprawę, iż do podobnych sytuacji może dojść w przyszłości wielokrotnie, dlatego dla obniżenia kosztów rozsądnym jest zawarcie długoterminowej umowy arbitrażowej określającej sposób rozstrzygania sprzeczności interesów. W opisywanym tu przypadku, agencje zdałyby się więc na werdykt wcześniej wybranego arbitra. 6)
„Jak rozjemcy byliby wybierani w społeczności anarchistycznej? W ten sam sposób, w jaki są wybierani obecnie i jak byli wybierani w czasie ściśle dobrowolnych arbitraży: rozjemcy z najlepszą reputacją, jeżeli chodzi o biegłość i uczciwość, byliby wybierani na rynku przez różne strony w sporach. Jak w innych procesach rynkowych, rozjemcy z najlepszym notowaniem w rozstrzyganiu sporów doczekają się zysku - zwiększenia się ilości spraw, zaś ci z kiepskimi notowaniami nie będą dłużej cieszyć się klientami i będą się musieli przenieść do innej branży. Trzeba tu podkreślić, że strony w sporze będą odszukiwały rozjemców z najlepszą reputacją zarówno pod względem fachowości, jak i bezstronności, a nieudolni i stronniczy rozjemcy będą prędko musieli znaleźć inne zajęcie. (…) Rozjemca, który świadczy swoje usługi na wolnym rynku wie, że musi być tak skrupulatnie uczciwy, sprawiedliwy i bezstronny, jak to tylko możliwe, albo żadna ze stron nie kupi jego usług do rozstrzygnięcia sporu”. 7)
Kto w społeczności anarchistycznej tworzyłby prawa, na podstawie, których sądy arbitrażowe decydowałyby, jakie czyny są przestępstwem i jakie konsekwencje winien ponieść ich sprawca? Zdaniem anarchokapitalistów, odpowiedź jest prosta - rynek. 8) Regulacje prawne byłyby tworzone tak, jak dziś tworzy się utwory muzyczne, lub dzieła literackie. Co więcej istniałaby między nimi konkurencja. W takiej społeczności mogłoby istnieć wiele rodzajów sądów i wiele rodzajów systemów prawnych. Każda para agencji ochroniarskich zawczasu decydowałaby, który z sądów rozstrzygałby istniejące między ich klientami konflikty, a tego rodzaju umowy precyzowałyby procedurę rozjemczą oraz rządzące nią zasady. W teorii mogłyby istnieć osobne reguły dla każdej z tych par, w praktyce jednak wiele agencji ochroniarskich patronowałoby tym samym sądom, a wiele sądów stosowałoby podobne, jeśli nie identyczne zasady.
System prywatnie tworzonego prawa może się wydawać czytelnikowi chaotyczny i nieprzewidywalny, jak jednak stwierdza wybitny historyk i teoretyk prawa prof. Harold Berman „najbardziej być może wyróżniającą cechą zachodniej tradycji prawnej jest współistnienie i współzawodnictwo rozmaitych jurysdykcji i różnych systemów prawnych w tej samej społeczności. Właśnie ten pluralizm jurysdykcji i systemów prawa sprawia, iż nadrzędność prawa jest zarazem możliwa i niezbędna” 9) Przez wiele wieków w europejskich systemach prawnych konkurowały ze sobą reguły prawa królewskiego, kanonicznego, miejskiego, zwyczajowego, kupieckiego i in., a ich właściwość była uzależniona od stanu społecznego, miejsca zamieszkania czy wyboru stron. Także dzisiaj prawo, któremu podlegamy, różni się w zależności od państwa, stanu, prowincji, kantonu, a nawet miasta, w którym aktualnie przebywamy. W systemie proponowanym przez anarchokapitalistów zależałoby ono od umów zawieranych przez agencje ochroniarskie reprezentujące strony konfliktu. 10)
Noblista James Buchanan, recenzując najpopularniejszą w kręgach akademickich prezentację anarchokapitalizmu, The Machinery of Freedom prof. Davida Friedmana, dostrzegł w przedstawianym wyżej rozwiązaniu zasadniczy błąd, który w jego mniemaniu sprawia, że społeczność bez państwa prędzej czy później pogrążyłaby się w chaosie walk między agencjami. 11) Jest nim tzw. baseline problem. Otóż, jego zdaniem system ten będzie funkcjonował sprawnie tylko wówczas, gdy każda para agencji zawczasu zawrze porozumienia arbitrażowe precyzujące zasady prawne, w oparciu o które będą rozstrzygane konflikty między ich klientami. Nie stanowi to żadnego wyzwania w przypadku agencji, których klienci mają zbieżne preferencje prawne, co się jednak stanie, gdy na skutek istotnych różnic w oczekiwaniach co do właściwych reguł życia społecznego nie da się znaleźć podstaw do negocjacji?
Zdaniem anarchokapitalistów rozwiązanie jest takie samo jak w każdym innym przypadku bilateralnego monopolu - kompromis. 12) Każda z agencji może zagrozić odmową wyrażenia zgody na zatrudnienie danego arbitra narażając tym samy obie strony na koszta agresji bądź niekończących negocjacji. Obie zdają sobie jednak sprawę z tego, że od braku porozumienia lepsza jest nawet najmniej korzystna ugoda. Obie wiedzą też, że jeśli go nie osiągną stracą klientów na rzecz agencji, które zdołały znaleźć satysfakcjonujące obie strony rozwiązanie, wszak nikt rozsądny nie skorzysta ich usług, wiedząc iż nawet najbardziej błaha sprawa z ich udziałem może przerodzić się w zbrojny konflikt. Sugeruje to, iż każde, nawet jednorazowe porozumienie w dłuższej perspektywie prowadziłoby do osiągnięcia equilibrium. Choć teoretycznie istnieje możliwość, iż jedna ze stron zagrozi zerwaniem porozumienia, jeśli jego warunki nie zostaną renegocjowane de novo, to w praktyce nie będzie ona występowała zbyt często i rzadko będzie się kończyć sukcesem. W interesie pozostałych agencji leży bowiem upieranie się przy już istniejących umowach, oszczędzających obu stronom koszta ciągłych negocjacji i/lub przemocy gdyby te ostatnie zawiodły. 13) Warto tu również wrócić uwagę na fakt, iż gdyby opisywany tutaj anarchokapitalistyczny porządek prawny wyewoluował z obecnie istniejących systemów polityczno-prawnych (np. w drodze przedstawionej wyżej prywatyzacji aparatu ścigania) to punktem wyjścia do wszelkich negocjacji mogłyby być już istniejące reguły rozstrzygania sporów np. te funkcjonujące w ramach sądownictwa polubownego czy amerykańskiego alternative dispute resolution. 14)
Zdaniem przedstawicieli ekonomicznej analizy prawa policentryczny system prawny ma kilka bardzo istotnych przewag nad jego demokratycznymi odpowiednikami opisanymi w poprzednim rozdziale. Na jego funkcjonowanie nie ma wpływu ani racjonalna irracjonalność, ani rent-seeking, ani też dążenie do maksymalizacji budżetu (na wolnym, niesubsydiowanym rynku przedsiębiorstwa działające zgodnie z prawem biurokratycznej inercji upadają) i co najważniejsze prywatnie tworzone prawo jest, w przeciwieństwie do stanowionego, ekonomicznie efektywne (z ang. efficient). 15) „Idąc raz na jakiś czas do lokalu wyborczego, głosujemy prawie zawsze na pakiet, a nie na jego poszczególne elementy. W najlepszym razie, jeżeli znajdziemy się w większości otrzymamy co prawda, to co popieramy, ale również i to czemu się sprzeciwiamy. Tyle, że w ogólnym rachunku plusy zwykle przeważają. Najczęściej jednak kończy się na tym, że dostajemy co innego niż to za czym myśleliśmy, że głosujemy. Jeżeli zaś znajdziemy się w mniejszości, trzeba się podporządkować większości i czekać, aż przyjdzie nasza kolej. Kiedy natomiast głosujemy w supersamie, otrzymujemy dokładnie to, za czym oddaliśmy głos wydając dolara. I podobnie wszyscy inni”. 16) Anarchokapitalizm to nic innego jak legislacyjny supermarket.
„Każda osoba dysponująca choćby odrobiną wyobraźni potrafi stworzyć całkowicie odmienny od dzisiejszych system społeczny, czy to anarchokapitalistyczny, czy jeszcze jakiś inny. Pytanie tylko czy będzie on sprawdzał się w praktyce. Większość z osób, już przy pierwszym spotykaniu z dokonanym tutaj opisem anarchokapitalistycznego społeczeństwa, przedstawiam mi dwa lub trzy powody, dla których nie będzie on funkcjonował tak jak ja to sobie wyobrażam. Ich argumenty można podzielić z grubsza na dwie grupy: 1) System ten będzie zdany na łaskę Mafii, która ustanawiając własne „agencje ochrony” lub przejmując już istniejące przekształci je w efektywny system wymuszania haraczy. 2) Agencje ochroniarskie zorientują się, iż kradzież jest bardziej dochodowa niż usługi policyjne i skrzykną się by utworzyć tyrański rząd”. 17)
By zrozumieć błąd kryjący się w pierwszym zarzucie warto sobie uświadomić, dlaczego firmy ubezpieczeniowe nie oferują polis obłożnie chorym. Znajduje tu zastosowanie prawidłowość zwana w ekonomii jako adverse selection. Klienci z grup wysokiego ryzyka są bardzo kosztownymi patronami, jeśli jakieś towarzystwo zdecydowałaby się świadczyć im swe usługi, ceny oferowanych przez nie polis musiałyby znacznie wzrosnąć, przez to stałyby się niekonkurencyjne. Podobnie firmy policyjne, które zajmowałyby się ochroną przestępców miałyby bardzo wysokie koszta własne, co powodowałoby, że większość ich klientów przeniosłaby się do konkurencji. Bardzo szybko okazałoby się, że jedynymi osobami korzystającymi z ich usług są bandyci. I tu pojawia się problem. By zapewnić swym klientom usługę jakiej ci się domagają tj. chronienia przed konsekwencjami ich przestępstw, musiałyby przekonać konkurencyjne firmy do rozstrzygania ewentualnych sporów przed sądami, które nie przewidują żadnych kar za naruszanie prawa, bądź też odmówić jakichkolwiek negocjacji. W pierwszym przypadku musiałyby swym uczciwym konkurentom zaoferować tak dobre warunki, by ich klientom opłacało się paść ofiarą przestępstwa, co rzecz jasna jest niemożliwe. W drugim przypadku narażałaby się na permanentny konflikt z wszystkimi pozostałymi agencjami ochrony. A że okradziony skłonny jest wydać więcej na ochronę niż złodziej na umożliwienie mu kradzieży 18), uczciwe agencje będą dysponowały znacznie większymi środkami niż agencje mafijne. W efekcie te ostatnie musiałyby stoczyć beznadziejną walkę z resztą społeczeństwa.
Czy jednak nie istnieje możliwość by nawet nieprzestępcze agencje nie nadużywały swych uprawnień? „Anarchizm nie jest moralnym panaceum. Ale ważną rzeczą jest to, że istnienie sił rynkowych zmniejsza możliwość wystąpienia takiego przypadku, zwłaszcza w porównaniu ze społecznością, w której istnieje państwo. Przede wszystkim tak sędziowie, jak i rozjemcy, będą prosperować na rynku proporcjonalnie do swej reputacji pod względem umiejętności i bezstronności. Po drugie, na wolnym rynku istnieją ważne checks and balances, sprzeciwiające się przekupnym sądom lub przestępczym siłom policyjnym. Mianowicie, istnieją tu konkurencyjne sądy i agencje policyjne, do których poszkodowani mogą zwracać się po zadośćuczynienie. Jeśli „Prudential Police Agency” zaczęłaby postępować bezprawnie i wymuszałaby dochód od swych ofiar, te ostatnie miałyby możliwość zwrócenia się do „Mutual” lub „Equitable Police Agency” po ochronę i do wniesienia skargi przeciw „Prudentialowi”. To są autentyczne „checks and balances” wolnego rynku, autentyczne w porównaniu z fałszywymi przeciwwagami systemu państwowego, gdzie „równoważące” działania są w rękach jednego monopolistycznego rządu. Rzeczywiście przy danym monopolu państwa na „usługi obronne”, cóż powstrzyma go od używania swoich monopolistycznych kanałów przymusu w celu wymuszania pieniędzy od społeczeństwa? (…) To państwo mówi: „Płać nam za twoją ochronę, bo inaczej…” W świetle (…) działań państwa, groźba „reketu” wyłaniająca się z jednej lub więcej agencji policyjnych jest relatywnie bardzo mała. (…)”. 19)
Drugi zarzut, o którym na wstępie tego punktu wspomina prof. David Friedman wydaje się być dużo bardziej zasadny. 20) Wydaje się, że istnieje jakaś dziwna asymetria pomiędzy optymizmem, z jakim anarchokapitaliści traktują problem długoterminowych umów arbitrażowych, a ich sceptycznym stanowiskiem wobec możliwości zaistnienia na rynku usług policyjno-sądowych zmów kartelowych. Tymczasem jak stwierdza prof. Tyler Cowen skoro firmy mogą się porozumieć co do wyboru reguł prawnych, przy pomocy których będą rozstrzygać wszelkie spory miedzy swoimi klientami, dlaczego nie mogłyby się porozumieć w celu utworzenia monopolu eliminującego wszelką konkurencję?
Krytyka prof. Cowena opiera się na teoretycznym modelu tzw. network industries tj. rynków, na których wartość produktu uzależniona jest od liczby korzystających zeń osób. Przykładem może tu być rynek oprogramowania komputerowego, na którym najlepszy nawet program jest bezwartościowy jeśli nie jest kompatybilny z innymi - nie ma wszak sensu zapisywać pliku w formacie, którego nikt inny nie jest w stanie odczytać. Zdaniem części ekonomistów policentryczny system prawa jest również przykładem takich network industries. Całkowicie prywatny rynek usług ochroniarskich nie byłby w stanie funkcjonować, gdyby firmy na nim funkcjonujące nie wypracowały wspólnych metod rozstrzygania potencjalnych konfliktów między ich klientami. Jednym ze sposobów przełamania tego problemu jest stworzenie sieci, w ramach której firmy współpracowałyby ze sobą w celu rozwiązywania sporów. Na rynku prawa taką nieformalną sieć tworzą właśnie długoterminowe umowy arbitrażowe. Jak jednak przekonuje prof. Cowen rozwiązanie to nie jest pozbawione wad - porozumienie mające na celu unifikację produktu bardzo łatwo jest poszerzyć o zmowę cenową, a stąd już tylko jeden krok ku zmowie kartelowej. Tym samym anarchokapitalizm wydobył się z otchłani bellum omnium contra omnes, by wpaść w objęcia Lewiatana.
Czy aby na pewno? Jak zwracają uwagę profesorowie Caplan i Stringham, z faktu, że klienci domagają się standaryzacji usług nie wynika jeszcze, iż rynek odpowie na to zapotrzebowanie pełną unifikacją. W obrębie network industries może istnieć i istnieje wiele standardów. Na rynku telefonii współdziała ze sobą wiele operatorów, na rynku oprogramowania koegzystują dziesiątki systemów operacyjnych (kilka wersji Windows, MacOS, kilkanaście dystrybucji linuxowych, Unix, BeOS, QNX etc.), na rynku barów szybkiej obsługi działają setki sieci, dlaczego więc mielibyśmy podejrzewać, iż na rynku prawa sytuacja wyglądałaby odmiennie? 21) Zdaniem anarchokapitalistów nie tylko nie istnieje żadne ekonomiczne uzasadnienie dla zaistnienia zmowy, ale i brak ku niej sposobności. Bilateralne umowy pomiędzy dowolnymi dwiema firmami ochroniarskimi nie tworzą wszak jednej umowy multilateralnej! Długoterminowe porozumienia arbitrażowe zawierane przez dwie firmy przynoszą korzyść tylko ich stronom, a nie, jak twierdzi prof. Cowen, wszystkim firmom działającym na tym rynku. Stąd też, jak stwierdza prof. David Friedman, jeśli na terenie całego kraju istnieją tylko dwie lub trzy firmy, to zmowa między nimi jest prawdopodobna. Jeśli jednak istnieje ich kilkaset, czy tak jak w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych przeszło 10 000, to agencje, które zaczną się zachowywać jak państwowy monopolista, szybko stracą swych klientów na rzecz konkurencji.
Jednak nawet gdyby prof. Cowen miał rację, to nie jest to jeszcze argument za demokratycznym państwem. Jak słusznie zauważa prof. John Hasnas jedyne, czego nam wówczas potrzeba to sąd antymonopolowy przeciwdziałający zmowom kartelowym na rynku prawa. 22) „Konstytucja nadaje nowemu rządowi tylko dwa uprawnienia, do zapobiegania zmowom między agencjami ochroniarskimi i subsydiowania w razie potrzeby działalności prawotwórczej. Ich realizacją zajmują się trzy gałęzie władzy. Kongres nie posiada żadnej władzy ustawodawczej, a jego jedynymi funkcjami są obieranie członków Supreme Antitrust Court i Supreme Public Goods Court oraz odwoływanie prezydenta, który podejmie jakiekolwiek działania bez upoważnienia, któregoś z tych sądów. Członkami tych sądów mogą zostać wyłącznie wykwalifikowani ekonomiści, którzy zdali odpowiednie egzaminy przed American Economic Bar Association. Rząd ten tylko obserwuje rynek, sam nie prowadząc na nim jakiejkolwiek działalności. Gdyby rzeczywiście musiał często korzystać ze swych uprawnień, mógłby wyewoluować w twór bardziej przypominający obecne rządy, jeśli okazałoby się że jest bezużyteczny, wkrótce by zniknął, a anarchizm odniósłby zwycięstwo”. 23)
Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli ekonomicznej analizy prawa, prof. James Buchanan, w swej polemicznej pracy z książkami prof. Rothbarda i Davida Friedmana, pt. „The Limits of Liberty. Between Anarchy and Leviathan” stwierdził, iż libertariańscy anarchiści marzący o rynkach bez państwa, są romantycznymi szaleńcami, którzy nie znają Hobbesa, ani historii 24) Jak sadzę zostało tu powiedziane dostatecznie dużo, by przekonać czytelnika, iż pierwsza część tej wypowiedzi mija się z prawdą, w kolejnym rozdziale postaram się go przekonać, że także ostatnia część tego zdania jest fałszywa.
<I>Copyright is a nine letter word</I>
Wszelkie opinie i komentarze na temat tego tekstu proszę wysyłać na adres wlodek@anarchism.net