Barry Macleod-Cullinane
Kobiety powinny stracić prawa wyborcze - tak, jak i mężczyźni
Dwusetna rocznica Vindication of the Rights of Woman 1) Mary Wollstonecraft wydaje się dobrą okazją do przypomnienia czytelniczkom i czytelnikom prostej, acz często zapominanej prawdy. To, że kobiety powinny mieć takie samo prawo do stanowienia praw jak mężczyźni jest poza dyskusją. Tu kobiety i mężczyźni naprawdę są równi: „Nikt nie ma prawa stanowić Praw” 2).
Spadkobierczynie sufrażystek, współczesne feministki głównego nurtu twierdzą, że aby skończyć z uciskiem cierpianym przez kobiety i ich dyskryminacją konieczne są prawa stanowione przez państwo. Obojętnie, czy tą dyskryminacją są różnice w zarobkach, szansach na zatrudnienie, przysługujących prawach do posiadania majątku czy, co najważniejsze, przyzwolenie (męskiego) społeczeństwa na przemoc wobec ich osób i własności, feministki zwracają się o środki zaradcze i sprawiedliwość do państwowego prawodawstwa 3).
Społeczeństwo może być oparte na jednym z dwóch wzajemnie wykluczających się aksjomatów: przymusie albo zgodzie. Przymus tworzy hierarchiczne, oparte na sile stosunki między jednostkami, przybierające zwykle formę kradzieży, niewolnictwa i morderstwa - i jest on zinstytucjonalizowany w państwie. Zgoda jest podstawą wolnego handlu czy też laissez-faire z tylko jedną zasadą, prawem natury, które zachowuje prawo każdego do kontrolowania swej osoby i majątku pod warunkiem, że nie ingeruje on w podobne prawo kogoś innego do swobodnego posługiwania się własnym ciałem i majątkiem, i kontrolowania ich.
Męski szowinistyczny pracodawca, potępiany przez „politycznie poprawnych” intelektualistów za odmowę zatrudniania kobiet, jest karany za swe uprzedzenia, musząc oferować wyższe płace dla przyciągnięcia dodatkowych pracowników-mężczyzn. Jego zwiększone koszty i zmniejszona konkurencyjność pozwalają firmom zatrudniającym tańszych pracowników-kobiety sprzedawać taniej od niego, co po pewnym czasie podnosi płace kobiet i obniża płace mężczyzn 4).
Ustawy o „równych płacach” dają całkiem odmienny rezultat. Zakaz zastępowania kosztownych mężczyzn tańszymi pracownikami-kobietami zmniejsza szanse zatrudnienia kobiet; zatrudnieni już pracownicy wyciągają płace powyżej stawki rynkowej, co równa się przymusowej redystrybucji od biednych do bogatych. Nic dziwnego, że związki zawodowe popierają ustawy o płacach minimalnych.
Takie ustawodawstwo, czy roszczenia do majątku innych, wskrzesza na powrót sytuację, którą zdaniem feministek cierpią kobiety, tj. zalegalizowany przymus przypominający niewolnictwo - i popierając to feministki wydają się wypierać swych wcześniejszych zasad. Amerykański feminizm wyłonił się z XIX-wiecznego, radykalnie indywidualistycznego antyniewolniczego ruchu związanego z pismem „The Liberator” Williama Lloyda Garrisona 5). Siostry Grimke, Sarah i Angelina, pokazywały w broszurach i prelekcjach, jak prawa kobiet i prawa niewolników na równi nie istnieją dla państwowego prawa.
A jednak niektóre feministki popierają przywrócenie ustawowego niewolnictwa, wyrażając to bardziej w języku roszczeń niż prawa do władania sobą. Jest to konsekwencja kampanii na rzecz ustawowego „prawa do aborcji na żądanie” 6). Naturę tego żądania ujawnia następujący scenariusz: wyobraźmy sobie, że wszyscy lekarze odmawiają z takiej czy innej przyczyny przeprowadzania aborcji. Przy „prawie do aborcji na żądanie” konieczne byłoby zmuszenie kilku lub wszystkich opornych lekarzy do przeprowadzenia operacji i tym samym ustanowienie stosunków międzyludzkich opartych na przemocy, sprowadzające zmuszanych do roli niewolników.
Pogląd, że takie roszczenia można wywieść z reguł demokracji jest fałszywy z tej przyczyny, że jest obojętne, czy czyjeś prawo do władania sobą przywłaszcza sobie jedna osoba, czy milion osób, które to przegłosowują i wtrącają tego kogoś w niewolnictwo. Feministki domagające się sprawiedliwości i wolności powinny uzmysłowić sobie fakt, że sprawiedliwość nie może być stanowiona w drodze przymusu państwa nad jednostkami, musi natomiast być odkryta poprzez usunięcie owego zgubnego prawodawstwa, które unieważnia prawo kobiet i mężczyzn do władania sobą 7).
Jak zauważył Lysander Spooner, „jeśli kobiety, zamiast wnosić petycje o dopuszczenie do udziału we władzy ustanawiającej więcej praw, obwieszczą obecnym prawodawcom, że one, kobiety, pójdą do parlamentu i cisną w ogień wszystkie istniejące kodeksy, to zrobią bardzo rozsądną rzecz - jedną z najrozsądniejszych rzeczy, jakie są w stanie zrobić. I będą miały ze sobą tłum mężczyzn - przynajmniej wszystkich rozsądnych i uczciwych mężczyzn w tym kraju - którzy z nimi pójdą” 8).
W niniejszym artykule próbowałem przedstawić parę idei i ogólny „wydźwięk” argumentów charakteryzujących tradycję indywidualistycznego feminizmu używając jej jako tła do przeegzaminowania rozpowszechnionych roszczeń współczesnego socjalistycznego feminizmu. Chociaż tekst ten broni się sam i nie potrzebuje wielu przypisów, zdecydowałem się włączyć doń - dla zainteresowanych - opatrzony przypisami przewodnik bibliograficzny, który odnosi poszczególne argumenty zawarte w tekście do materiałów źródłowych.
© 1993; Libertarian Alliance; Brithish Association of Libertarian Feminists; Barry Macleod-Cullinane. Tekst opublikowany za zgodą Libertarian Alliance, http://www.libertarian-alliance.com. Tłum. J. Sierpiński. Oryginał znajduje się pod adresem http://www.capital.demon.co.uk/LA/pamphlets/no-vote.htm.